W poniedziałkowy wieczór Francja rozegrała kolejny mecz z Belgią. Było to ostatnie spotkanie tego wrześniowo-październikowego zgrupowania. Gospodarze mieli pewne problemy. Przez większą część meczu nie potrafili strzelić gola, ale w ostatnim kwadransie odzyskali kontrolę dzięki zmianom.
Pierwsze próby...
"Allez les Bleus, allez les Bleus..." - przed rozpoczęciem meczu z trybun radośnie niosły się okrzyki dopingu. Zawodnicy szybko na nie odpowiedzieli. Już w 1. minucie próba Ousmane'a Dembélé nadała ton spotkaniu.
Gospodarze utrzymywali się przy piłce i kontynuowali swoje ataki, szczególnie często wykorzystując skrzydła. Stopniowo przenosili grę na połowę rywali. Stworzyli kilka okazji, ale żadna nie przyniosła efektu, mimo aktywności Bradleya Barcoli (16. minuta).
W tym czasie Belgia próbowała zaistnieć za sprawą próby Nicolasa Raskina z 22. minuty. Momentami ruszała do kontrataków, ale przede wszystkim musiała solidnie się bronić, by powstrzymywać ofensywne zapędy Trójkolorowych.

Podopieczni Zinédine'a Zidane'a ponownie zaatakowali tuż po upływie półgodziny gry. Estéban Lepaul otrzymał między innymi dobre podanie po dośrodkowaniu Dembélé (33. minuta), lecz nie zdołał trafić do siatki.
Belgia wykorzystała tę sytuację. Dodi Lukébakio samotnie wbiegł środkiem za linię obrony i z łatwością otworzył wynik lewą nogą w 35. minucie. Podbudowani goście próbowali ruszyć po drugiego gola. Francja, tymczasem ponownie przeszła do ataku. Do przerwy Francuzi rzeczywiście słusznie przegrywali.
...i niezmiennie Désiré Doué
Po zmianie stron Trójkolorowi ruszyli do ataku, przy oporze Belgów. Dembélé mógł doprowadzić do wyrównania w 53. minucie, ale po raz kolejny zmarnował swoją szansę.
Zidane zdecydował się więc wprowadzić świeżą krew w okolicach godziny, dokonując potrójnej zmiany (Michael Olise, Rayan Cherki i Luca Da Cunha pojawili się na boisku). Od tego momentu piłkarz Bayernu zabrał się do pracy. Był dynamiczny na prawym skrzydle, posuwał akcję do przodu i ożywił spotkanie. W ślad za tym przebudził się również stadion.
Dzięki obecności Cherkiego (próba w 67. minucie) reprezentacja Francji była również groźniejsza w środku i mocno naciskała, prowadząc do sytuacji Barcoli z 72. minuty. Belgowie także dokonali zmian, próbując odmienić losy spotkania.
Miejscowi nie mogli dopiąć swego aż do momentu, gdy płaskie uderzenie Désiré Doué z 77. minuty wreszcie pozwoliło Trójkolorowym przejąć kontrolę nad meczem. Później cały stadion raz za razem skandował "Doué".
Także Cherki chciał zaznaczyć swoją obecność. Francuski nr 9 chwilę później zapewnił swojemu zespołowi prowadzenie raptem pięć minut po golu na 1:1.
Trójkolorowi do końca nie odpuszczali i wreszcie wykorzystali wkład Olise, który dopisał się do listy strzelców w 88. minucie. Belgia okazała się wyjątkowo krucha i w ciągu ostatnich 15 minut zupełnie się rozsypała. Napastnik wykorzystał to, kompletując dublet (90+1. minuta).

