W krótkiej historii pojedynków Polski z Bośnią i Hercegowiną nigdy nie zaznaliśmy porażki i w szóstym meczu jedynym oczekiwanym scenariuszem była wygrana numer pięć. Zwłaszcza na własnym boisku i przy wsparciu ponad 50 tys. kibiców, Biało-Czerwoni musieli pokazać jakość.
Sprawdź szczegóły meczu Polska - Bośnia i Hercegowina

Polacy odzyskali inicjatywę dopiero przed przerwą
Początkowo wspomnianej jakości bardzo brakowało, co gospodarze nadrabiali zapałem – lekki chaos w ofensywie równoważyli szybkimi odbiorami na połowie rywali i udało się kilka razy postraszyć Bośniaków. Gdy Piotr Zieliński w 5. minucie uderzył sytuacyjnie z dystansu, rykoszet podbił piłkę i tak doszło do drugiego rzutu rożnego.
Obiecujący początek nie dał efektu i wkrótce przyjezdni coraz częściej zaczęli zapuszczać się na północną część PGE Narodowego. Jeszcze przed upływem 20 minut Jakub Kiwior zarobił kartkę, próbując powstrzymać bardzo szybkiego Bajraktarevicia. Kolejnym problemem okazała się kontuzja przywodziciela u Jakuba Kamińskiego, który musiał zejść już po 23 minutach.
Piłka krążyła coraz bliżej bramki Bułki, na szczęście komplet trzech prób gości w pierwszej fazie meczu był dalece niecelny. Dobrze zorganizowani, Bośniacy długo nie dopuszczali Polski do kolejnych ataków i dopiero wywalczony przez Zalewskiego rzut wolny dał okazję Zielińskiemu, który wybrał bezpośrednie uderzenie nad bramką.
Pomocnik Interu błysnął za to w 42. minucie, długim przerzutem do Casha umożliwiając dogranie przed bramkę. Tam z okazji nie skorzystał Skóraś. Dwie minuty później Lewandowski utrzymał piłkę przed bramką, a do strzału dopadł Sebastian Szymański. Mocno, soczyście... tyle że w bramkarza gości. To był jedyny celny strzał obu drużyn do przerwy.

Po przerwie lepiej, tylko wynik bez zmian
Selekcjoner decyzjami potwierdził konieczność poprawy: Frankowski zmienił Kiwiora, zaś Wiktor Nowak otrzymał debiutanckie 45 minut za Slisza. Choć ożywieni, Biało-Czerwoni prawie 10 minut pracowali na dobrą akcję: Cash uderzył mocno z prawej flanki, Martin Zlomislić wybił przed siebie, z kilkunastu metrów dobijał Sebastian Szymański i znów dał się zatrzymać golkiperowi!
Pokazał się też Nowak, który tuż przed upływem godziny z ponad 20 metrów posłał strzał tuż obok okna bramki. Zdecydowanie lepsze widowisko stworzyli gospodarze i nawet próba odwetu Bośniaków skończyła się zainicjowaną przez Casha kontrą, w której Zieliński znów strzelił rozczarowująco.
Niemal zupełnie zneutralizowane bośniackie skrzydła stały w opozycji do polskich, co pokazał na 20 minut przed końcem Cash kolejnym strzałem. Sęk w tym, że wynik ani drgnął, a dodatkowo Bułka musiał zanurkować po piłkę przy rożnym gości. To nie zrażało Polaków i wydawało się, że duet Nowak-Lewandowski w 74. minucie otworzy wynik. Spełzło na niczym.

Tymczasem w 78. minucie piłka wpadła do polskiej siatki! Trybuny ucichły, bo sędzia w pierwszym odruchu pokazał środek boiska, szybko jednak przyznał, że Tabaković faulował Bułkę w walce o piłkę. Choć to Nowak pechowo dopchnął piłkę do własnej bramki, moment później niezrażony błyszczał pod bramką rywali i mógł mieć asystę, gdyby Lewandowski nie zwlekał ze strzałem.
Otwarta końcówka toczyła się już bez kapitana - Robert zszedł w ostatnich minutach po nieudanym występie, ustępując miejsca Mateuszowi Żukowskiemu. Mahmić dwukrotnie mógł skarcić Polaków na finiszu, jednak w doliczony czas to Polacy weszli lepiej. Zieliński był o włos od gola, zatrzymany przez Zlomislicia w ostatniej dużej akcji.
Po końcowym gwizdku schodzącym piłkarzom towarzyszył też akompaniament gwizdów z widowni. Ponieważ Szwedzi wygrali u siebie z Rumunią 2:1, od pierwszego dnia rozgrywek obejmują prymat w tabeli grupy B4 Ligi Narodów.

