Plan Maroka na początek spotkania był jasny. Podopieczni Mohameda Ouahbiego ruszyli do ofensywy z wielką energią, chcąc zaskoczyć pięciokrotnych mistrzów świata. Intensywność ich ataków sprawiała zawodnikom "Canarinhos" ogromne problemy, ale ostatecznie strzały Brahima Diaza i Neila El Aynaouiego zostały zablokowane.
Brazylijczycy w końcu zdołali przerwać serię ataków rywali i sami również stworzyli pierwszą dogodną okazję, jednak Igor Thiago nie wykorzystał dośrodkowania Viniciusa Juniora, który od początku wyróżniał się na murawie. Ekipa Carlo Ancelottiego przejęła inicjatywę, choć niewiele z tego wynikało - wyglądało na to, że "Lwy Atlasu" są przygotowane i na taki scenariusz, tworząc monolit w defensywie.
"Canarinhos" próbowali przyspieszać, Raphinha posłał świetne podanie do Viniego, jednak gracz Realu źle przyjął piłkę. Zupełnie inaczej niż Ismael Saibari. W 21. minucie pomocnik PSV przejął znakomite zagranie między obrońców od Diaza i fantastycznym lobem nad Alissonem zapewnił swojej drużynie prowadzenie.
Nie trwało ono jednak długo, a do akcji wkroczył ten, który w barwach przeciwników błyszczał najjaśniej. Vinicius tym razem postanowił zaprezentować akcję niczym skopiowaną ze swoich najlepszych meczów LaLiga. Napastnik Realu Madryt wpadł w pole karne z lewej strony, efektownym zwodem minął Neila El Aynaouiego i potężnym uderzeniem w kierunku dalszego słupka doprowadził do wyrównania. W końcówce pierwszej połowy widowiskowym uderzeniem z powietrza popisał się jeszcze Lucas Paqueta, ale Bono nie dał się zaskoczyć.
Lepsi, ale nieskuteczni
Po zmianie stron lepiej prezentowali się Brazylijczycy, którzy w ciągu pierwszych 15 minut drugiej połowy zanotowali 68% posiadania piłki. Pierwsza wyczerpująca połowa i wysoka temperatura sprawiły, że obie drużyny miały już mniej siły i nie forsowały tempa. Za to coraz częściej zdarzało się, że spóźnieni zawodnicy ratowali się faulem. Zauważyli to też obaj selekcjonerzy, którzy dość szybko zdecydowali się na zmiany - na murawie pojawili się choćby Fabinho, Matheus Cunha czy Chemsdine Talbi.
W ostatnim kwadransie spotkanie znów nabrało tempa, choć zdecydowanie więcej szans kreowali Brazylijczycy. Wystarczy wspomnieć, że statystyka strzałów wynosiła 7-2 na ich korzyść. Ostatecznie jednak rezultat z pierwszej odsłony nie uległ zmianie, co wydaje się korzystnym rozstrzygnięciem dla obu zespołów, gdyż pozostali dwaj grupowi rywale powinni być mniej wymagający. W kolejnym meczu "Canarinhos" zmierzą się z Haiti, z kolei Maroko zagra ze Szkocją.

