Tabela nie w pełni oddaje sytuację poszczególnych zespołów, gdyż pięć drużyn startujących w europejskich pucharach ma jeszcze pewne zaległe spotkania, co sprawia, że łącznie 10 ekip rozegrało po sześć meczów.
Mimo tej zaległości na czele tabeli jest Lech, który ma 16 punktów i może się pochwalić serią pięciu zwycięstw. Punkt mniej zgromadziły Legia, która, choć podobnie jak jedenastka z Poznania pozostaje niepokonana, to już siedem razy wybiegła na murawę, oraz Górnik.
W sobotę w Zabrzu dojdzie do pojedynku dwóch najlepszych zespołów poprzedniego sezonu, które na początek obecnego spotkały się w Poznaniu w rywalizacji o Superpuchar i "Kolejorz" pokonał zdobywcę Pucharu Polski 3:1.

Drugą szlagierową konfrontację w 8. kolejce zaplanowano na niedzielę – przy Łazienkowskiej Legia zmierzy się z Widzewem, którego postawę – obok słabych wyników Rakowa Częstochowa – można nazwać największym rozczarowaniem początku rozgrywek.
Ekipa trenera Aleksandra Vukovicia, w przeszłości związanego ze stołecznym klubem jako zawodnik i szkoleniowiec, wygrała tylko raz i z siedmioma "oczkami" plasuje się na 13. pozycji. Niezależnie jednak od miejsc w tabeli i prezentowanej formy rywalizacja tych zespołów – nazywana nawet "derbami Polski" – zawsze jest wielkim wydarzeniem.
Obie drużyny to nie tylko odwieczni rywale, ale również jedyne drużyny, które reprezentowały Polskę w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Widzew awansował do niej w 1996 roku, a Legia – rok wcześniej oraz w 2016. To również jedyni polscy półfinaliści Pucharu Europy (poprzednika Ligi Mistrzów) – Legia dokonała tego w 1970, zaś Widzew – w 1983 roku.
Szczyt popularności tego klasyka przypada na lata 80. i 90., gdy meczami Widzewa z Legią żyła cała piłkarska Polska. Były one także powodem do szczególnej mobilizacji policji. Przede wszystkim jednak decydowały o mistrzostwie kraju, jak w 1996 i 1997 roku, gdy Widzew zwyciężył dwukrotnie w Warszawie.

Za plecami czołowej trójki czai się Jagiellonia. Białostoczanie, podobnie jak Lech, powoli szykują się do otwarcia fazy zasadniczej Ligi Europy, dlatego w Krakowie z Wisłą zagrają już w piątek. Będzie to jednocześnie potyczka piątego z czwartym zespołem tabeli, a beniaminek ma tylko punkt mniej niż ekipa z Podlasia.
"Biała Gwiazda" straciła jednak w tym tygodniu najlepszego strzelca całych rozgrywek Jordiego Sancheza. Hiszpański napastnik zdecydował się przyjąć ofertę Pogoni i wpłacając zapisaną w umowie kwotę odstępnego, wykupił swój kontrakt, żeby przenieść się do Szczecina.

W nowych barwach będzie mógł zadebiutować już w sobotę, kiedy "Portowcy" podejmą Wieczystą Kraków. Tym samym do Szczecina wróci gracki napastnik Efthymis Koulouris, który grając Pogoni, został królem strzelców ekstraklasy, przed rokiem wyjechał do Arabii Saudyjskiej, a teraz zasilił szeregi ligowego debiutanta, który z czterema punktami praktycznie zamyka tabelę.
W gorszym położeniu od Wieczystej jest tylko Raków, który w sześciu spotkaniach nie wywalczył jeszcze ani jednego punktu. We wtorek jego trenerem został Tomasz Kaczmarek, który przeniósł się pod Jasną Górę z Radomiaka na podobnych zasadach, jak Jordi Sanchez zamienił Kraków na Szczecin. W nowej roli zadebiutuje w piątek, gdyż Raków na inaugurację tej serii meczów podejmie Motor Lublin.

