Widzew Łódź - Lech Poznań (2:3)
Lech przystępował do ligowego spotkania w Łodzi kilka dni po przypieczętowaniu awansu do fazy ligowej Ligi Europy. Kolejorz bardzo szybko przejął inicjatywę i przez pierwsze fragmenty meczu zdecydowanie lepiej prezentował się od gospodarzy.
Lech błyskawicznie zbudował dwubramkową przewagę
Na pierwszego gola trzeba było czekać zaledwie sześć minut. Patrik Walemark precyzyjnie dograł z prawego skrzydła, a Antoni Kozubal znalazł sobie miejsce w polu karnym i uderzeniem z około jedenastu metrów przy słupku pokonał Bartłomieja Drągowskiego.
Widzew miał problemy z odpowiedzią, a Lech kontrolował wydarzenia na boisku. W 22. minucie poznaniacy przeprowadzili szybką kontrę prawym skrzydłem. Ponownie w roli asystenta wystąpił Walemark, który tym razem uruchomił Allahyara Sayyadmanesha. Irańczyk znalazł się pod dość ostrym kątem, ale technicznym uderzeniem przerzucił piłkę nad Drągowskim i podwyższył na 2:0.
Dopiero wtedy gospodarze wyraźniej ruszyli do przodu. Najpierw Fran Alvarez groźnie uderzył z rzutu wolnego, zmuszając Mateusza Lisa do efektownej interwencji. Dwie minuty później Widzew złapał już kontakt. Lech popełnił błąd, Mariusz Fornalczyk uciekł lewym skrzydłem i dograł do Karola Świderskiego, który z pięciu metrów nie dał szans bramkarzowi.
Gol wyraźnie ożywił łodzian, ale przed przerwą to Lech miał jeszcze dobrą okazję do odzyskania dwubramkowego prowadzenia. Radosław Murawski potężnie uderzył z dystansu, jednak Drągowski końcami palców przeniósł futbolówkę nad poprzeczką.
Widzew odrobił dwubramkową stratę
Po zmianie stron Kolejorz szybko mógł ponownie odskoczyć. Błąd gospodarzy przed własną bramką wykorzystał Pablo Rodriguez, który uderzał do niemal pustej bramki. Drągowski zdołał się jednak pozbierać i zatrzymał próbę Hiszpana.
Ta niewykorzystana okazja szybko zemściła się na gościach. W 53. minucie Widzew doprowadził do wyrównania. Fornalczyk ruszył lewą stroną i próbował zagrać piłkę w pole bramkowe, ale jego zagranie zamieniło się w strzał, który zaskoczył Lisa i wpadł do siatki.
Lech po utracie dwubramkowej przewagi próbował natychmiast odpowiedzieć. Już trzy minuty później mocno uderzał Walemark, lecz Drągowski odbił piłkę, a dobitka została zablokowana. Z czasem gra ponownie się uspokoiła. Widzew cierpliwie budował swoje akcje, natomiast Kolejorz szukał sposobu na odzyskanie prowadzenia.
W 76. minucie blisko szczęścia był Gustav Berggren, którego uderzenie z pola karnego minęło słupek. Jeszcze groźniej zrobiło się trzy minuty później po rzucie wolnym wykonywanym przez Luisa Palmę. Piłka odbiła się od muru i zmieniła kierunek, ale Drągowski kapitalnie zareagował i zdołał odbić ją nogą.
Wielkie emocje w doliczonym czasie, ale karnego nie było
Największe zamieszanie przyniosły ostatnie chwile spotkania. W polu karnym Lecha Wojciech Szymczak faulował Mateusza Żyro i początkowo arbiter wskazał na jedenasty metr. Widzew stanął przed ogromną szansą na całkowite odwrócenie losów meczu. Po analizie sytuacji decyzja została jednak zmieniona. Okazało się, że wcześniej piłka opuściła boisko za linią końcową, a dodatkowo Steve Kapuadi znajdował się na spalonym. Rzutu karnego ostatecznie więc nie było.
Chwilę później nastąpił prawdziwy dramat Widzewa. Bartłomiej Drągowski nieporozumiał się w prostej sytuacji z Marcelem Krajewskim. Wykorzystał to Luis Palma, który dopadł do piłki i skierował ją do opuszczonej bramki. W jednej chwili wynik zmienił się z 2:2 na 2:3. Lech Poznań w niezwykle dramatycznych okolicznościach wywiózł więc z Łodzi komplet punktów, a Widzew zdecydowanie ma czego żałować.

Górnik Zabrze - GKS Katowice (2:3)
Do niedawna obie drużyny grały w Europie, teraz została im walka o ligowe punkty. Na swoim terenie gospodarze Śląskiego Klasyku byli faworytami i zamierzali wywiązać się z tej roli, od początku oferując wysoką intensywność.
Ofensywny apetyt został jednak boleśnie skarcony po 10 minutach: Maksym Chłań stracił piłkę w ofensywie, Bartosz Nowak natychmiast długą uruchomił Emana Markovicia, który mocnym strzałem sprawdził Schulze. Bramkarz wybił piłkę przed bramkę, gdzie skutecznie dobijał Ilia Szkuryn.
To nie zraziło Górnika, który naciskał dalej i w 29. minucie pod bramką gości było o włos od trafienia. W kotle najbliżej wepchnięcia piłki do siatki był Bernardo, którego próba została zablokowana. Ostatecznie największym problemem GieKSy do przerwy okazał się uraz Borjy Galana, którego musiał zmienić po 40 minutach Wdowiak.
Mogło za to być znacznie gorzej dla Zabrzan. Cały ich wysiłek nie dał choćby jednego celnego strzału do przerwy, za to druga kontra GieKSy dała im drugie trafienie. Tym razem Erik Jirka huknął po dograniu Szkuryna. 2:0 na tablicy nie utrzymało się długo, VAR odwołał po spalonym.
Druga połowa nie przynosiła konkretów do czasu, aż kibice całkowicie zadymili stadion i wymusili przerwę. Po powrocie zobaczyliśmy zupełnie inne widowisko. W 73. minucie Górnik wywalczył rzut rożny, po którym przed bramką wydarzyło się… wszystko. Była poprzeczka, piłka wybita z linii, mogło być otarcie ręki, a na pewno faul na Prekopie. Zatem karny!
Mocnym strzałem na gola zamienił go Kacper Urbański, a niecałą minutę później Górnik miał już prowadzenie. Po wznowieniu piłka szybko trafiła w tercję gości, gdzie Janicki zgrał ją na 15. metr. Tam Josema jakimś cudem zmieścił strzał między czterema (!) rywalami, wprawiając Torcidę w euforię.
Do końca emocji było wciąż daleko: w 78. minucie Schulze ratował się wybiciem po strzale Nowaka, 10 minut później Kubicki po rykoszecie obił poprzeczkę bramki GKS-u, a w doliczony czas weszliśmy z kolejnym golem Ilii Szkuryna. Nowak posłał mu mięciutką piłkę na głowę, a kierunek uderzenia dobrał tak, że Schulze był bez szans.
Teraz to goście złapali wiatr w żagle i byli o włos od gola na 3:2 w 90+10. minucie, gdy Josema "zdjął" piłkę z głowy Szkurynowi. Ratunek był tylko chwilowy, kilkanaście sekund później Alan Czerwiński zagrał na głowę Białorusina, który z bliska dał prowadzenie. Po ponad 20 latach (!) oczekiwania GKS zwycięża przy Roosevelta, zadając Górnikowi pierwszą porażkę w sezonie.

Raków Częstochowa - Jagiellonia Białystok (2:5)
Raków mógł objąć prowadzenie już w 6. minucie. Gospodarze szybko rozegrali rzut wolny, a Adin Molnar przedarł się w pole karne i wyłożył piłkę niepilnowanemu Mahirowi Emreliemu. Napastnik znalazł się w znakomitej sytuacji, jednak uderzył prosto w Sławomira Abramowicza.
Jagiellonia odpowiedziała osiem minut później. Eryk Kozłowski popisał się świetnym podaniem w pole karne, a Rodrigo Conceicao złożył się do efektownego uderzenia z woleja. Kacper Trelowski był jednak na posterunku i kapitalną interwencją uratował Raków.
W 23. minucie gospodarze dopięli swego. Błyskawiczną kontrę rozpoczął Patryk Makuch, który posłał piłkę na wolne pole do Koczerhina. Ukrainiec został zablokowany w polu karnym, ale futbolówka szczęśliwie trafiła pod nogi Emreliego. Ten uderzył bez przyjęcia i mimo interwencji Abramowicza dał Rakowowi prowadzenie.
Radość gospodarzy nie trwała jednak długo. Najpierw po akcji Nika Preleca i Kozłowskiego groźnie uderzał Jesus Imaz, którego zatrzymał Trelowski. Po chwili sędziowie VAR dopatrzyli się jednak zagrania piłki ręką przez Jeana Carlosa Silvę i Jagiellonia otrzymała rzut karny. Imaz pewnie wykorzystał jedenastkę i w 31. minucie było 1:1.
Jagiellonia przejęła inicjatywę i odwróciła wynik
Wyrównanie wyraźnie napędziło gości. Już kilka minut później Kajetan Szmyt znalazł się w doskonałej sytuacji i huknął z kilku metrów, ale piłka zatrzymała się na poprzeczce.
W 37. minucie Jagiellonia dopięła swego. Trelowski nie poradził sobie ze strzałem Kozłowskiego, a Prelec wykorzystał jego błąd i skierował odbitą piłkę do siatki. Sytuację długo analizował VAR pod kątem spalonego, ale ostatecznie trafienie zostało uznane.
Jeszcze przed przerwą Jagiellonia mogła podwyższyć prowadzenie. Szmyt po raz drugi tego wieczoru trafił jednak w poprzeczkę. Do szatni goście schodzili z prowadzeniem 2:1, a Raków po niezłym początku miał sporo do poprawy, przede wszystkim w defensywie.
Częstochowianie odpowiedzieli w 56. minucie. Jakub Jendryka zdecydował się na mocny strzał po ziemi, futbolówka po drodze odbiła się jeszcze od Guilherme Montoi, czym kompletnie zmyliła Abramowicza, i wpadła do bramki.
Jagiellonia nie zamierzała jednak zadowalać się jednym punktem. W 67. minucie blisko kolejnego trafienia był Lozano, po którego uderzeniu i rykoszecie piłka odbiła się od słupka.
Trzy ciosy Jagiellonii i kompletna rozsypka Rakowa
Kluczowy dla losów spotkania okazał się ostatni kwadrans. Po strzale Montoi piłkę ręką zagrał Oliwier Kwiatkowski. Sędzia po analizie VAR wskazał na jedenasty metr, a sam poszkodowany podszedł do rzutu karnego. Montoia pewnym uderzeniem pokonał Trelowskiego i w 76. minucie przywrócił Jagiellonii prowadzenie.
Raków nie zdążył jeszcze otrząsnąć się po stracie gola, a już dwie minuty później przegrywał 2:4. Ousmane Sow zachował zimną krew w polu karnym i zdobył swoją premierową bramkę w barwach Jagiellonii. Dwa gole stracone w odstępie zaledwie dwóch minut kompletnie rozbiły gospodarzy.
Białostoczanie wykorzystali słabość rywala do końca. W 89. minucie przeprowadzili zabójczy kontratak, który zakończył Youssuf Sylla, ustalając wynik spotkania 5:2. Tym samym Jagiellonia po efektownej końcówce wywiozła z Częstochowy komplet punktów.

