Przed rywalizacją z Bournemouth atmosfera na Old Trafford była napięta, ponieważ w tygodniu Czerwone Diabły zostały zdeklasowane w Lidze Mistrzów przez Como, z którym przegrały 1:4, a dzisiaj okazało się, że Bruno Fernandes rozpocznie starcie z Wisienkami na ławce z uwagi na krytykę wobec sztabu szkoleniowego. Cóż, po dzisiejszym wyniku napięcie w klubie raczej nie zeszło.
Już pierwszy kwadrans pokazał, że goście wyglądają dzisiaj na głodnych zwycięstwa i pewnych siebie. Nie mieli nadmiernego respektu do gospodarzy na Old Trafford i regularnie pojawiali się w polu karnym rywali.
Żadna z okazji w pierwszych minutach spotkania nie została jednak wykorzystana, bo Evanilsonowi czy Rayanowi brakowało ostatniego zagrania, które mogło wykreować świetne okazje na gole.
Zauważalna była jednak bezradność ofensywy Manchesteru United, której gracze bardzo rzadko znajdowali się przy piłce na połowie rywali i praktycznie w ogóle nie zagrażali ich bramce.
Wreszcie w ostatnich minutach pierwszej części gry goście wyszli na zasłużone prowadzenie. Najpierw w 38. minucie z rzutu wolnego dośrodkował Justin Kluivert, a świetnie akcję zamykał Rayan, który uderzeniem z powietrza nie dał szans Senne Lammensowi.
To jednak nie był koniec kłopotów podopiecznych Michaela Carricka. Kilka minut później katastrofalnie jako ostatni obrońca zachował się Leny Yoro, który po prostu się przewrócił, oddając piłkę Adrienowi Truffertowi. Francuzowi zostało tylko wystawić futbolówkę do Marcusa Taverniera, który sprawił, że Bournemouth do przerwy prowadziło już przewagą dwóch bramek.
Druga połowa rozpoczęła się od kolejnego gola dla Bournemouth, tym razem autorstwa Evanilsona. Sędzia asystent bardzo szybko zasygnalizował jednak, że Brazylijczyk był na spalonym. Warto zwrócić jednak uwagę, że do całej sytuacji doszło przez szkolny błąd w obronie Aydena Heavena, który podarował gościom piłkę przed własną bramką.
Trzeba przyznać, że w kolejnych minutach gracze Manchesteru United bardziej wzięli się do roboty i to oni mieli dużo wyższe posiadanie piłki i dążyli do zdobycia bramki kontaktowej. Na samym dążeniu się jednak zakończyło, bo z przewagi drużyny Michaela Carricka nic nie konkretnego wynikało.
Wreszcie po dwóch środkowych obrońcach przyszedł czas na okropnego babola ze strony Lammensa. Belgijski bramkarz wyszedł daleko poza swoje pole karne do bezpańskiej piłki, chcąc uprzedzić Evanilsona. Wyliczył sobie to jednak bardzo źle i Brazylijczyk go minął, a potem z dość trudnej pozycji oddał bardzo ładny strzał do pustej bramki. Od tego momentu było wiadomo, że będzie to kolejny fatalny dzień dla wszystkich sympatyków Czerwonych Diabłów i już nic tego nie uratuje.
Ostatnim wygranym meczem przez Manchester United pozostaje triumf w Lidze Mistrzów nad Sabahem Baku, który miał miejsce 10 września. Od tego momentu było pięć porażek i trzy remisy. Wydaje się, że możemy tylko wyczekiwać na komunikat klubu, który oznajmi zakończenie współpracy z Carrickiem.
