Ewa Swoboda: w finale sztafety raczej nie pobiegnę, nie chcę ryzykować zdrowia

Reklama
Reklama
Reklama
Więcej
Reklama
Reklama
Reklama

Ewa Swoboda: w finale sztafety raczej nie pobiegnę, nie chcę ryzykować zdrowia

Ewa Swoboda prawdopodobnie nie pobiegnie w sztafecie
Ewa Swoboda prawdopodobnie nie pobiegnie w sztafecie PAP
Kryscina Cimanouska, Monika Romaszko, Magdalena Stefanowicz i Ewa Swoboda awansowały do finału sztafety 4x100 m w lekkoatletycznych ME w Rzymie. Polki uzyskały czas 43,15. "W finale raczej nie pobiegnę, nie chcę ryzykować zdrowia" – powiedziała PAP Swoboda.

W finale wystartuje osiem sztafet. Po trzy najlepsze z dwóch półfinałów oraz dwie pozostałe z najlepszymi czasami, w tym Polki. Najszybsze w eliminacjach były Brytyjki - 42,25. Do finału awansowały także Francuzki, Holenderki, Niemki, Belgijki, Szwajcarki i Hiszpanki.

"Troszeczkę emocji było w eliminacjach. Ja niestety nie odpoczęłam. Dla mnie jest bardzo śmieszne to, że wczoraj dekoracja była o 23.20, a przecież srebro zdobyłam dzień wcześniej. Zanim wróciłam do hotelu, to była już prawie 1.00. Nie wyspałam się totalnie. Jestem wymęczona, mega mnie boli rozcięgno. Plan minimum jest. Dziewczyny są w finale. Jutro zobaczymy, czy ja w nim pobiegnę, czy też nie" – powiedziała Swoboda.

Dopytywana wskazała, że raczej nie pobiegnie w bezpośredniej walce o medale, bo "nie będzie narażała swojego zdrowia".

"Dziewczyny sobie poradzą beze mnie. Moim zdaniem w tym finale można walczyć o 4-5 miejsce. O coś więcej trudno" – stwierdziła wicemistrzyni Europy z Rzymu w biegu indywidualnym na 100 m.

"Moje srebro tutaj, to mój największy sukces w karierze. Jestem jednak bardzo zniesmaczona tym, że nawet nie miałam szansy pocieszyć się tym krążkiem. Gdy go dostałam, to szybko spakowałam i wracałam do hotelu. Gdybym na niego patrzyła i siedziała tutaj przy stadionie, to bym poszła spać o 5. Jest to największy mój wyczyn. Setka jest ważniejsza niż biegi na 60 m. Mam nadzieję, że największe sukcesy jeszcze przede mną" – powiedziała.

Cimanouska dzień wcześniej była załamana, bo nie awansowała do finału biegu na 200 m. Zebrała się jednak w sobie i rano biegła na pierwszej zmianie sztafety.

"Przez cały rok trenowałam i miałam w głowie, że pojadę na ME, żeby zdobyć medal na 200 m. W ogóle nie miałam żadnej innej myśli. Przez to, że dużo o tym medalu myślałam i miałam dużo stresu... wyszło, jak wyszło. Trzy tygodnie temu miałam stres związany z tym, co dzieje się z moją rodziną na Białorusi" – opowiadała reprezentantka Polski.

Podkreśliła, że miała problemy ze snem, a to jest niezwykle ważne dla regeneracji. "Mój układ nerwowy jest słabszy niż rok temu. Muszę nad tym popracować. Treningowo wszystko wygląda dobrze, a na zawodach raz jest ok, a raz jak wczoraj. To efekt tego, że mocno się stresuję" – oceniła.

Przyznała, że we wtorek rano czuła się już na rzymskiej bieżni lepiej niż w poniedziałek wieczorem.

"Udało się wejść do finału. Kiedyś powiedziałam sobie, że jak nie wejdę tu do finału na 200 m, to muszę skończyć karierę. Sama sobie to powiedziałam, żeby ścigać cel. Teraz jestem w finale sztafety. Ostateczne decyzje co do dalszej kariery zapadną po igrzyskach w Paryżu" – zadeklarowała.

Pytana o to, o co Polska może walczyć w finale żeńskiej rywalizacji 4x100, nie chciała odpowiedzieć wprost. "O to, aby dobiec do końca. Już dużo mówiłam, że chcę zdobyć medal na 200 m, więc teraz już nie chcę o tym mówić. Zrobimy to, co zrobimy. Nie zapeszajmy" – zakończyła Cimanouska.