Włoch Gianmarco Tamberi zdobył czwarty złoty medal w zawodach tej rangi. Od 2016 roku triumfował też w Amsterdamie, w Monachium i w Rzymie. Tamberi jako jedyny pokonał poprzeczkę zawieszoną na wysokości 2,32 m. Drugi Ukrainiec Ołeh Doruszczuk uzyskał wynik 2,30, a trzeci Włoch Matteo Sioli - 2,27. Kołodziejski przy drugim podejściu zaliczył wysokość 2,23. Później miał trzy zrzutki na 2,27.
"Jest niedosyt, bo przyjechałem tu z innymi planami i wiem, że stać mnie na wyższe skakanie. Dzisiaj się nie udało. Szkoda, że skoków na 2,27 nie zacząłem od takiego skoku jak w trzeciej próbie, bo ta już była obiecująca. Przeszkadzał mi dziś wiatr, miałem kłopot z dostosowaniem odległości. Tak jednak mieli wszyscy. Rywale się lepiej dostosowali, a ja nie mogłem trafić z rozbiegiem" - powiedział Kołodziejski.
Podkreślił, że takie miejsce i udział w finale to łapanie doświadczenia. "Cele były jednak inne. Wiedziałem, na co mnie stać dzisiaj. Ciężko mi się cieszyć z piątego miejsca" - podsumował Polak.
34-letni Tamberi to jedna z najbarwniejszych postaci w historii skoku wzwyż. Przez lata podczas zawodów wyróżniał się charakterystycznym zarostem - golił sobie równo pół twarzy. Lista jego osiągnięć jest bardzo długa. Wygrał m.in. igrzyska olimpijskie w Tokio (2021), mistrzostwa świata w Budapeszcie (2023) i halowe MŚ w Portland (2016). W ciągu 10 lat czterokrotnie zwyciężał w ME na stadionie.
"Niesamowity gość, naprawdę. Szacunek wielki za tyle lat skakania na tym poziomie" - powiedział Kołodziejski o Tamberim.
