Lemański został wybrany do „drużyny marzeń” jako jeden z dwóch najlepszych środkowych turnieju. To wyjątkowe wyróżnienie dla 30-letniego zawodnika, który wrócił do kadry po wielu latach przerwy.
"W ogóle od lat się nie spodziewałem, że będę miał taką okazję. Nie tylko, że będę w „drużynie marzeń”, ale zacznijmy od tego, że będę w kadrze. Był taki moment, że ja naprawdę nie miałem nadziei, że wrócę. Dostałem szansę i cieszę się, że wykorzystałem tę szansę do końca, bo kończymy sezon z dwoma złotymi medalami, więc czego chcieć więcej" – tłumaczył zawodnik PGE Projektu Warszawa.
Środkowy był jedną z kluczowych postaci finału, jednak było blisko, by jego błąd kosztował Polskę pierwszego seta.
"Pamiętam uśmiech od losu, bo zepsułem bardzo ważną piłkę setową, a rywale dotknęli wtedy siatki. Pomyślałem wówczas, że nie można zmarnować tej szansy, bo to był naprawdę bardzo ważny punkt, a potem tego seta wygraliśmy. Na pewno długo tego nie zapomnę" - przyznał siatkarz.
Biało-czerwoni wygrali pierwszego seta po długiej walce na przewagi 31:29.
"Myślę, że nie było nerwowo. Mamy tylu doświadczonych chłopaków, którzy grali już w tylu finałach, dużo poważniejszych nawet. Każdy odczuwa jakiś stres i presję, bo to zawsze się pojawia, ale każdy już nauczył się radzić sobie z tym, żeby podołać wyzwaniu. Ciężko się zaczyna mecz, ale jak się człowiek rozkręca, to jest już dużo łatwiej" - zauważył 30-letni środkowy.
"Mimo wszystko uważam, że zagraliśmy bardzo dobrze. Mieliśmy jeden przestój w jednym secie, w którym nas trochę pogonili, ale skończył się sezon kadrowy, jesteśmy z medalem, już chyba nikt nie będzie tego analizował. Chyba że Nikola (Grbić, trener kadry – PAP) nas zaraz zawoła i będziemy jeszcze wideo robić z tego meczu, ale mam nadzieję, że już nie" - dodał z uśmiechem Lemański.
Polacy wywalczyli trzeci złoty medal ME; wcześniej triumfowali w 2009 i 2023 roku.
