Lingr ma na koncie 25 występów w reprezentacji, ostatni raz zagrał w październiku zeszłego roku jako rezerwowy przeciwko Chorwacji (0:0), z którą kadra Czech zmierzy się w sobotę na inaugurację Ligi Narodów. "Muszę przyznać, że powołanie było dla mnie bardzo miłym zaskoczeniem. Gdybym trzy miesiące temu powiedział sobie, że znów się tu pojawię, chyba bym w to nie uwierzył" - powiedział Lingr, który w Pradze przygotowuje się z drużyną do startu w Lidze Narodów.
"Podjąłem decyzję o powrocie do Europy także dlatego, że reprezentacja zawsze była dla mnie najważniejsza. Bardzo doceniam, że udało mi się tu ponownie trafić. W piątek śledziłem ogłoszenie kadry i byłem bardzo mile zaskoczony" - dodał były zawodnik Karwiny, Slavii Praga i Feyenoordu Rotterdam.

W czerwcu, jeszcze za kadencji ówczesnego selekcjonera Miroslava Koubka, nie pojechał na mistrzostwa świata, które odbywały się w "jego" Ameryce. "Oczywiście było mi przykro. Byłoby fajnie, bo tam mieszkałem. Ale przynajmniej mogłem obejrzeć kilka meczów, Maroko – Kanada, Portugalia – Kongo, te spotkania były w Houston. Śledziłem chłopaków, wspierałem ich na odległość. Teraz już chyba mi przeszło" - powiedział Lingr.
Do pierwszego powołania od Denii przyczyniło się zapewne także to, że może grać na kilku pozycjach w ofensywie. "Myślę, że to na pewno miało znaczenie. Z tego, co rozmawiałem z trenerami, oglądali wszystkie moje mecze teraz w Polsce i wcześniej w Ameryce. Mają więc o mnie pełny obraz. Chyba wiedzą, co mogą ode mnie oczekiwać, co mogę dać drużynie" - zastanawiał się Lingr.
"Należy już tutaj do bardziej doświadczonych zawodników. Wczoraj śmiałem się, że niedawno byłem tu prawie najmłodszy, a teraz jestem wśród pięciu najstarszych. To coś nowego, ale przyjemnego. Cieszę się, że mogę tu być i na przykład pomóc nowym chłopakom" - stwierdził Lingr.
Denia i jego współpracownicy zrobili na nim duże wrażenie. "Hiszpański temperament czuć od razu i bardzo mi się to podoba. Jestem już przyzwyczajony do zagranicznych trenerów, więc dla mnie to nie jest aż taka nowość jak dla innych chłopaków. Trener trochę mi przedstawił, gdzie widzi mnie w składzie. Zamieniliśmy też kilka słów po hiszpańsku, bo coś podłapałem w Teksasie. Z tego, co widziałem, stara się rozmawiać z każdym zawodnikiem, co jest bardzo ważne" - podkreślił Lingr.
W Polsce jest bardzo zadowolony
W nowym polskim klubie jest na razie bardzo zadowolony, Korona po dziewięciu kolejkach zajmuje szóste miejsce w tabeli. "Ambicje są naprawdę najwyższe. Właściciel latem postawił wszystko na jedną kartę, sprowadził sześciu, siedmiu nowych zawodników, w tym mnie i (pomocnika) Patrika Hellebranda. Musimy się jeszcze zgrać, to potrwa, ale celem są puchary i najwyższe miejsca. Na razie jestem bardzo zadowolony, cztery mecze w podstawowym składzie, więc super" - powiedział Lingr.
W Houston spędził półtora roku i bardzo ceni sobie doświadczenia ze Stanów Zjednoczonych. "Amerykę będę wspominał tylko dobrze. Dała mi mnóstwo doświadczeń zarówno w życiu codziennym, jak i piłkarskim. Zajrzałem do czegoś zupełnie nowego, do nowej ligi, która będzie się tylko rozwijać. Widziałem różne stany, Kalifornię, Florydę, więc poznałem też Amerykę. Poznałem zupełnie inny styl życia. Myślę, że niewielu czeskim piłkarzom udaje się tam trafić. A co przywiozłem? Kowbojski kapelusz i buty" - śmiał się Lingr.
Otrzymuj wszystkie wiadomości o ulubionych drużynach i piłkarzach
Transfery, newsy, wywiady: Włącz powiadomienia dla artykułów o Twoich ulubionych zawodnikach i drużynach.

"Bardzo się cieszę, że mogłem tego spróbować. Z drugiej strony było to trudne pod każdym względem. Byliśmy daleko od rodziny, mamy małego syna, więc to też miało znaczenie. Odezwała się Korona, pokazała mi świetny projekt, nie dało się odmówić. Już w czerwcu mówiłem sobie, że brakuje mi tej europejskiej piłki" - dodał Lingr.
