Przejdź do głównej treści

Jakub Wikłacz dla Flashscore: "Zawsze jest jakaś droga do zwycięstwa. Moim celem jest pas UFC"

Jakub Wikłacz dla Flashscore: "Zawsze jest jakaś droga do zwycięstwa. Moim celem jest pas UFC"
Jakub Wikłacz dla Flashscore: "Zawsze jest jakaś droga do zwycięstwa. Moim celem jest pas UFC"Mikael Ona / Zuma Press / Profimedia / Flashscore

Od mistrzowskiego pasa KSW do UFC, od efektownego poddania w ostatniej sekundzie po przymusową przerwę spowodowaną kontuzją. Jakub Wikłacz doskonale wie, że w MMA jeden moment może zmienić wszystko. Nie zamierza jednak zwalniać tempa, a jego ambicje sięgają samego szczytu. W ekskluzywnej rozmowie dla Flashscore z Adrianem Wantowskim opowiada o kulisach wejścia do najlepszej ligi świata, mentalności, która pozwala mu walczyć do końca, oraz o tym, dlaczego mimo przeciwności wciąż wierzy, że może zostać mistrzem UFC.

Wejście do UFC i dwa ważne zwycięstwa na start. "Wyciągam wnioski"

We wrześniu Jakub Wikłacz skończył 30 lat. Polski zawodnik MMA, który w latach 2022-2024 był mistrzem KSW w kategorii koguciej, obecnie walczy dla największej organizacji świata – UFC. Rozpoczął od dwóch zwycięstw, ale przed trzecim pojedynkiem doznał kontuzji, która nieco wstrzymała jego szybką karierę.

Wikłacz odszedł z polskiej organizacji KSW w grudniu 2024 roku, żeby spełnić marzenie o dołączeniu do UFC. Pierwszy pojedynek w USA stoczył w październiku 2025. 

Jego pierwszym rywalem był Patchy Mix. Amerykanin, mistrz organizacji Bellator, kreowany na nową gwiazdę UFC, został zatrzymany w swoim debiucie przez Mario Bautistę, a w drugim pojedynku mierzył się z zaczynającym przygodę w UFC Wikłaczem, który okazał się lepszy decyzją sędziów. W drugim pojedynku dla UFC Jakub w kapitalnym stylu poddał na sekundę przed końcem walki Muina Gafurova. 

Adrian Wantowski: Można powiedzieć, że dobrze pokazałeś się na starcie w UFC i że nie jesteś tam tylko po to, żeby uzupełniać kartę walk. Jak zmieniło się Twoje postrzeganie miejsca w tej organizacji po tych dwóch zwycięstwach?

Jakub Wikłacz: Czy mogę powiedzieć, że się zmieniło? Nie do końca się zmieniło, bo od początku wiedziałem, że wejdę tam z 'wysokiego C', bo nie oczekiwałem, że debiut będzie łatwy, tylko oczekiwałem właśnie rywala na wyższym poziomie. Dlatego byłem nastawiony, żeby od razu wejść i dostać mocnych rywali. Tak też było i trochę zastopowana została moja podróż w UFC przez kontuzję, ale teraz jestem w gotowości i czekam na walkę. Nie chcę zwalniać tempa, mogę wejść do walki praktycznie w każdym momencie, byleby tylko mieć czas, żeby się zaaklimatyzować. Więc oczekuję, że ta kariera będzie dalej mimo wszystko dynamiczna.

A czujesz, że po tych dwóch zwycięstwach, bo to były ciekawe walki, bez zakończenia po pierwszej rundzie czy po przypadkowym ciosie, tylko naprawdę mocna walka na praktycznie pełnym dystansie. Masz wrażenie, że kolejni rywale będą teraz na Ciebie patrzeć, że ten zawodnik jest mocny?

Tak, chociaż mają też dużo materiału i myślę, że też sporo błędów popełniłem w tych walkach, ale cały czas wyciągam wnioski, więc ja też lubię z walki na walkę zaskakiwać. Myślę, że mam niewygodny styl i myślę, że rywale będą troszeczkę błędnie postrzegać mnie ze względu na te ostatnie pojedynki i myślę, że mogą mnie nawet delikatnie lekceważyć – ale robię duży progres. 

"Każda sekunda w walce może doprowadzić do drastycznej zmiany. Nigdy nie można tracić wiary"

Jakub Wikłacz swoją ostatnią walkę w UFC stoczył w lutym 2026 roku. Wtedy mierzył się z Muinem Gafruovem, który postawił duży opór Polakowi, wydawało się w pewnym momencie, że nawet jest bliżej zwycięstwa, ale pod koniec pojedynku Wikłacz zaskoczył rywala znakomitą akcją, a ona dała mu triumf na sekundę przed końcem. 

Walkę z Gafurovem zakończyłeś przez poddanie w ostatniej sekundzie. Co w takiej chwili decyduje o sukcesie? Czy to jest przygotowanie, instynkt, czy umiejętność zachowania spokoju właśnie do końca walki? Bo praktycznie pod sam koniec to już wyglądało tak, że będzie problem, a jednak udało się tę walkę wyciągnąć.

Tak. Myślę, że to jest instynkt. Myślę, że z jednej strony instynkt, a z drugiej to jest też taki bardzo mocno wypracowany schemat, gdzie w walce po prostu trzeba być cały czas czujnym i każda sekunda w walce, ona może doprowadzić do takiej naprawdę drastycznej zmiany, odwrócenia losów. Tutaj te losy nie zostały odwrócone, bardziej został odwrócony wynik, czyli wygrałem przed czasem, a na to byłem gotowy po prostu. Że muszę być niebezpieczny w każdej sekundzie i wiedziałem, że zawsze można znaleźć gdzieś ten błąd rywala i co by w walce się nie działo, zawsze można znaleźć jakąś drogę do zwycięstwa, czy szybszego, czy wolniejszego, ale zawsze jest jakaś droga, która poprowadzi nas do lepszej pozycji.

Tak, w tej walce były Twoje momenty przewagi, były momenty przewagi rywala, ale właśnie ta końcówka zdecydowała o tym, że jednak to Ty odniosłeś zwycięstwo. Czy miałeś w ogóle świadomość, że ta runda się już kończy, że to są te ostatnie sekundy, że to jest w sumie ten ostatni moment, czy jednak miałeś wrażenie, że jeszcze trochę czasu zostało?

Nie, byłem świadomy, jak to wygląda czasowo. Wiadomo, nie mam gdzieś licznika w głowie czasu, ale jestem świadomy. Słyszę to charakterystyczne stukanie przed końcem rundy. Narożnik też mnie informował, ile zostało, ale jestem świadomy, jak szybko potrafię tą techniką poddać. A drugie, to mimo wszystko, jaki by to nie był czas do zakończenia rundy, to tę technikę trzeba dopinać i trzeba ją dopinać na maksa, ponieważ nawet sama bliskość skończenia walki przed czasem to jest bardzo mocny wyróżnik dla sędziów jak ocenić rundę. Tak więc ta runda ostatnia też była istotna. Wiadomo, nie myśli się w tym momencie, czy tym się zyskuje przewagę, czy zaraz się tym wygra walkę. Po prostu się to robi i myślę, że nigdy nie powinno się tracić wiary w to, że można skończyć walkę przed czasem.

"Trzeba było też poświęcić lata dla tego sportu, mimo że nie było z tego żadnych pieniędzy"

Jakub Wikłacz przez dwa lata był mistrzem KSW, pas wywalczył w grudniu 2022 roku, kiedy pokonał panującego Sebastiana Przybysza jednogłośną decyzją sędziów. Następnie trzy razy skutecznie bronił swojego tytułu. W grudniu 2024 roku zdecydował się odejść z polskiej organizacji i postawić na zagraniczną karierę w UFC. We wcześniejszym etapie kariery walczył też dla ACB czy Eagles. 

Z perspektywy czasu, co było trudniejsze? Zdobycie pasa mistrza KSW w Polsce czy decyzja o tym, żeby rzucić wszystko i rozpocząć od nowa w Stanach Zjednoczonych?

Szczerze mówiąc, to cała kariera się opiera troszeczkę na tych trudnych decyzjach, ale one nie wydają mi się wcale aż takie trudne. Może z perspektywy czasu, jak człowiek spojrzy na to, one nie są najłatwiejsze, ale jeżeli kieruje się swoimi ambicjami, to każda taka mała zmiana w mojej karierze, każda jakaś decyzja o walce, o zmianie klubu, o jakichś naprawdę też najdrobniejszych szczegółach to jest ważna decyzja – tam nie ma żadnych zawahań. Robię to po to, żeby osiągnąć sukces i jeżeli będę robił wszystko to, żeby osiągnąć ten sukces, to nie będę tego żałował. A jeżeli bym gdzieś rzeczywiście się zawahał, nie zdecydował na coś, muszą być argumenty na to. Myślę, że wtedy bym żałował, gdybym nie podjął jakiejś decyzji, gdybym nie zrobił czegoś w tym kierunku, a wiedziałem, że gdzieś od początku było to moim celem, więc tam nie było zawahania. Takich momentów cięższych było więcej, bo rzeczywiście trzeba było się też przeprowadzić do Poznania. Trzeba było też poświęcić lata dla tego sportu, mimo że nie było z tego żadnych pieniędzy, więc cały czas nie było to łatwe. Jeżeli to sprawia szczęście, to też warunkuje sukces. I warunkuje to, że rzeczywiście decyzje są podejmowane, mając na uwadze głównie ten ambicjonalny sukces sportowy.

No właśnie, to wcale nie była łatwa droga. Zmieniałeś kilkukrotnie te organizacje. Co cię najbardziej zaskoczyło w tych organizacjach?

Szczerze mówiąc to żadna mnie tak nie zaskoczyła, jeżeli chodzi o to, czego się spodziewałem. Myślę, że każda mi dała coś i spodziewałem się, że mogą być jakieś kontrowersje czy niedopowiedzenia i tak dalej. Ale jeżeli chodzi o takie najcięższe, chociaż tego się spodziewałem, to są początki. No bo rzeczywiście czasami się nie otrzyma wynagrodzenia za walkę, czasami się otrzyma wynagrodzenie, które i tak jest praktycznie groszem, jeżeli chodzi o twoje przygotowania, zdrowie, które poświęcasz i czas na macie. Ale finalnie nie można tak oceniać każdej walki oddzielnie, jeżeli chodzi o te rzeczy wokół, jeżeli chodzi o finanse i tak dalej, bo cel jest sportowy, a jeżeli ten cel sportowy jest najwyższy i osiągnie się ten cel, to finanse będą za tym szły.

"Byłem mentalnie przygotowany na to, że UFC nie może mnie zaskoczyć"

Jesteś już w UFC ponad rok. Jak oceniasz ten czas? Czy czymś Cię zaskoczyło, jak wygląda to wszystko od środka? 

Wszystko jest tak, jak się spodziewałem. I myślę, że to, że mnie to nie zaskoczyło, to nie jest taka kwestia tego, że mam jakieś wysokie ego, tylko że byłem mentalnie przygotowany na to, że to nie może mnie zaskoczyć, to nie może być dla mnie jakieś surrealistyczne, to nie może być dla mnie za duże. Ja musiałem być gotowy, żeby tam wejść i byłem przygotowany na wszystkie rzeczy, które teraz tak, są dla mnie czymś wielkim. Są dla mnie czymś niesamowitym. Bo gdy wychodzisz i zapowiada cię Bruce Buffer, kiedy poznajesz tych wszystkich ludzi wokół, których widziałeś, oglądając galę UFC za dzieciaka, to jest dla ciebie coś wielkiego. Ale z drugiej strony zdałem sobie sprawę, że robiłem wszystko po to, żeby tam być. Dostałem ten kontrakt, zasługuję na to. Biję się, wygrywam tę walkę, więc to jest moje miejsce. I też nie może to być dla mnie czymś takim zbyt wielkim, niewyobrażalnym, tylko ja muszę się czuć tam naturalnie. I tak rzeczywiście jest.

Patchy Mix i Jakub Wikłacz po walce w UFC
Patchy Mix i Jakub Wikłacz po walce w UFCPhoto by SEAN M. HAFFEY / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / GETTY IMAGES VIA AFP

"W UFC nie liczy się tylko poziom sportowy"

Organizacja UFC ma w swoich szeregach tysiące zawodników i nie każdy z nich ma szanse dojść na sam szczyt, nawet jeśli ma ku temu predyspozycje sportowe. W USA trzeba wyróżniać się nie tylko w oktagonie, ale również poza nim, a także liczyć na szczęście. 

W twojej wadze jest wielu świetnych zawodników, nie każdy równie szybko dostaje taką szansę awansu na wyższy poziom. Co twoim zdaniem trzeba zrobić, aby przejść z tego etapu wejścia do UFC, żeby jak najszybciej dojść do takich walk, które będą przybliżały Cię do celu, czyli w drodze po pas UFC? 

Na pewno nie liczy się tylko poziom sportowy, chociaż to jest najważniejsze. Ale jest też wiele rzeczy, które muszą iść za tym. Musi być na pewno widowiskowość w walkach, musi być medialność. Bardzo się staram, żeby to było, bo wiem, że to też jest czymś, co jest niezbędne do tego, żeby ta kariera poszła szybciej. Ale jest też coś takiego, że wymaga to odrobinę szczęścia i to też jest rzeczywiście istotne. Jest też inteligencja, ta świadomość jak trzeba trenować. Ja cały czas się tego uczę. Uważam, że każda kontuzja to nie jest kwestia jedynie tylko losowości. Wiadomo, że przydałoby się zawsze też trochę szczęścia, żeby to ominąć, ale jest też to okazja, żeby czuć własny organizm i nie przetrenować się, bo mimo że jesteś w tej najwyższej lidze w danym sporcie, jesteś na tym najwyższym poziomie, to nie możesz dać ambicjom przekierować całej twojej głowy na to, żeby zapierdzielać, trenować, bo trzeba to jeszcze robić mądrze.

Patrząc z wiekiem, z kolejnym doświadczeniem. Czy zmieniło się twoje podejście do treningu, do tego przygotowania, że już nie jesteś taki, można powiedzieć, odważny, że 'zrobię wszystko', tylko już bardziej racjonalnie podchodzisz do treningów, do całej otoczki przed walką.

Tak, podchodzę racjonalnie, ale jest dalej ten głos w głowie, który mówi 'zapierdzielaj' – i tylko to mówi. Nie mówi, żebyś uważał na siebie, nie mówi, żebyś czasami odpoczął. Ale staram się wprowadzać to, żeby rzeczywiście więcej też odpoczywać. To jest to, czego trzeba pilnować, czyli realizować takie powiedzenie, żeby trenować ciężej i regenerować się jeszcze ciężej. Żeby rzeczywiście były to równie mocne treningi i równie mocniejsza regeneracja. Ten organizm musi być wypoczęty, a w szczególności te ostatnie tygodnie do walki, gdzie wchodzi w grę jeszcze na przykład aklimatyzacja, bo bijesz się w strefie czasowej o wiele innej, gdzie jest dziewięć godzin różnicy czasu i tam trzeba naprawdę być wcześniej. To wpływa bardzo mocno na organizm. Trzeba zrzucić wagę. Pamiętajmy, że w tym sporcie jest wiele wyróżników innych dookoła. To nie jest taki sport, jak bieganie czy piłka nożna, czy też inne dyscypliny, gdzie o wiele lepiej możesz kontrolować swój stopień zmęczenia i to, w jakiej formie jesteś. Tutaj każdy trening jest inny. Dzisiaj (w poniedziałek, 19 paźdzernika) miałem trening zapasów i on może być raz mocniejszy, raz cięższy. Zależnie z kim się dobierzesz w parze. Zależy jak intensywnie będziesz pracował, jak się wyśpisz. Dużo tu jest rzeczy i nie do końca zawsze można ułożyć sobie tydzień treningowy. Nigdy nie można ułożyć tygodnia treningowego tak, żeby to obciążenie było identyczne, jak w kolejnym i wszystko zrobić tak, żeby to było idealnie poukładane. Tu trzeba troszeczkę instynktu i samoświadomości.

"Pierwszy moment po doznaniu kontuzji jest najbardziej bolesny"

Jakub Wikłacz w czerwcu 2026 roku miał stoczyć kolejną ważną walkę – swoją trzecią w UFC. Przeciwnikiem miał być Marcus McGhee, który miał na koncie porażkę z bardzo doświadczonym, byłym mistrzem Petrem Yanem. Ten pojedynek, w przypadku zwycięstwa, mógł poprowadzić karierę Polaka dużo wyżej i dużo szybciej, ale niestety jego droga została wyhamowana przez kontuzję barku, który przy okazji uszkodził mostek. To spowodowało przerwę, z którą nie każdy byłby w stanie się pogodzić. Wikłacz poradził sobie jednak z tym wyzwaniem i wykorzystał ten czas na jeszcze większy rozwój. 

Twoja planowana na czerwiec walka z Marcusem McGhee nie doszła do skutku z powodu kontuzji. On już teraz odniósł dwie kolejne wygrane. I tak z perspektywy czasu, jak trudno jest zaakceptować taką sytuację, kiedy Twoje przygotowania idą w określonym kierunku? Miałeś mieć z nim walkę. Teraz nagle przez kontuzję kilka miesięcy przerwy. Czy to jest takie bolesne mentalnie, czy jednak radzisz sobie z tym, że nie ma tych walk przez dłuższy czas?

Radzę sobie, aczkolwiek ten pierwszy moment jest najbardziej bolesny i to jest taki najcięższy moment, w którym rzeczywiście wszystko delikatnie przytłacza, ale myślę, że to jest właśnie ta kwestia, że jeżeli jesteś zawodnikiem profesjonalnym, musisz sobie być w stanie to uświadomić. Ja szybko sobie to uświadomiłem, szybko sobie to uporządkowałem i gdzieś tę negatywną energię, która rzeczywiście się pojawia w momencie takiej kontuzji, przekierowałem w to, żeby jak najszybciej wrócić. I rzeczywiście tak było. To wyszło o wiele szybciej niż zakładaliśmy. Obecnie jestem po testach motorycznych, po różnych testach, które badały moją siłę w barkach i tak dalej. Więc to wszystko zostało nadrobione. Mało tego, w kwietniu też takie testy wykonywałem, zaraz przed kontuzją. To były najlepsze testy, chociaż właśnie teraz zrobiłem najświeższe i tam jest jeszcze większy progres niż było to w kwietniu. Więc ten czas, który poświęciłem na rehabilitację, bardzo mocno został wykorzystany, żeby zrobić progres. Ten progres jest bardzo duży. Ja to widzę i na treningach, i na treningach motorycznych, i na treningach na macie, i na sparingach. Tak więc jestem dalej dobrej myśli, bo wiem, że mogę wjechać do walki, jestem gotowy i po prostu mogę dalej szybko poprowadzić swoją karierę do topu.

"Jestem już gotowy na walkę" 

Od ostatniego pojedynku w UFC minęło sporo miesięcy, kontuzja wstrzymała karierę Wikłacza, ale ten przyznaje, że jest już gotowy, żeby wrócić do walki, może nawet w tym roku... 

Czy jest szansa, że jeszcze w tym roku zawalczysz? Kiedy może być Twoja najbliższa walka w UFC?

Jest szansa oczywiście, ale nie wiem, jakiego stopnia. Cały czas jesteśmy w kontakcie i cały czas mówimy, że jesteśmy w gotowości. Ja nawet powiedziałem, że jeżeli to będzie jakaś walka short notice ("na szybko" w zastępstwie), to jestem przygotowany, żeby ją wziąć. To też jest wymagające, jeżeli chodzi o czas, który teraz mam. No bo nie mogę się zajechać, ale nie mogę być na totalnym wypoczynku, bo zaraz może się coś pojawić. Jestem gotowy. Jaki to będzie czas, nie robi mi to różnicy. Jeżeli miałbym wybierać, biłbym się szybciej. Ale jeżeli to będzie walka późniejsza ok, to wezmę tę walkę później. I udowodnię, że jestem zawodnikiem, który chce się bić i jest aktywny.

Jakub Wikłacz po zwycięstwie z UFC
Jakub Wikłacz po zwycięstwie z UFCČTK / imago sportfotodienst / Alejandro Salazar

Masz jakichś wybranych przeciwników, z którymi chciałbyś się teraz zmierzyć? Bo z Marcusem, który bił się niedawno, może być ciężko. 

Najbardziej chciałbym z Marcusem mimo wszystko, bo na tę walkę byłem gotowy i rzeczywiście chciałbym, żeby do tego doszło, ale myślę, że po prostu wezmę tę walkę, którą mi dadzą. To nie ja będę wybierał rywali. Na następny pojedynek już trzeba mieć jakiś callout (wybranego rywala) z tyłu głowy, żeby troszeczkę medialnie bardziej to podkręcać. I też działam w tym kierunku, żeby ta kariera była o wiele szybsza, żeby pokazać troszeczkę tej charyzmy. 

"Jeśli wszystko ułoży się pozytywnie, zdobędę pas mistrza UFC"

Jakub Wikłacz jest bardzo pozytywnie nastawiony do swojej kariery w UFC. Jest jeszcze młodym i perspektywicznym zawodnikiem, który ma ogromne marzenia i dąży do realizacji swoich celów. 

A co dla Ciebie będzie takim wyznacznikiem sukcesu w UFC? Takie wejście do piętnastki, czy zostawienie po sobie takiego czegoś, żeby kibice Cię kojarzyli za konkretne techniki czy widowiskowość? Kiedy będzie wiedział, że wykorzystałeś swój potencjał do końca, mimo że nawet nie zdobędziesz pasa? Że będziesz miał świadomość tego, że wykorzystałeś ten moment, który miałeś w tej organizacji?

Moim celem jest pas i jeżeli będę robił wszystko tak, jak powinienem, to go zdobędę. Jeżeli dam z siebie wszystko, to myślę, że zdobędę ten pas. Czasami jest tak, że element losowości może cię zatrzymać, bo to jest sport, w którym naprawdę też się liczy szczęście. Ale ja będę po prostu najbardziej zadowolony, kiedy rzeczywiście będę najlepszą wersją siebie i kiedy zawsze po walce będę mógł powiedzieć to, że zrobiłem wszystko najlepiej, jak mogłem. A myślę, że z takim mentalem po prostu zdobędę pas (śmiech).

Jakub Wikłacz
Jakub WikłaczArena Akcji / Sipa USA / Profimedia

"Dbam o to, żeby nie tylko rosnąć sportowo, ale przy okazji medialnie"

Wikłacz jest świadomym człowiekiem i wie, że nie tylko postawa w oktagonie jest ważna, żeby osiągnąć sukces. Dba też o swoje media społecznościowe, na których jest bardzo aktywny. Jego profil na Instagramie obserwuje ponad 220 tysięcy fanów, ma też swój kanał na YouTube, gdzie ma ponad 50 tysięcy subskrybentów. To wszystko ma na celu budowanie swojej marki w Internecie. 

Wraz z kolejnymi zwycięstwami rośnie presja kibiców. Wiadomo, bardziej Cię obserwują, kiedy odnosisz zwycięstwo w UFC, są też takie większe oczekiwania. Czy Ty masz taką świadomość, że chcesz zostać taką twarzą polskiego MMA w UFC, czy jednak skupiasz się tylko na własnej karierze i nie zwracasz na to uwagi?

Zwracam uwagę na to, że kibice w Polsce mnie bardziej obserwują, ale też mam świadomość, że w pewnym momencie niektórzy mogą się też odwrócić, wtedy to oczywiście nie są prawdziwi fani, ale mam świadomość, że ci, którzy teraz nazywają się 'fanami', szybko mogą stać się hejterami. Wiem natomiast, że ci najprawdziwsi fani zawsze zostają, ale skupiam się na aspekcie sportowym, dbając po prostu o te media i rzeczywiście robiąc to naturalnie. I chciałbym, żeby to zawsze też sprawiało mi przyjemność. Robię te materiały naturalnie, tak jak chcę. Pomijając właśnie już ten aspekt sportowy, to jest rzeczywiście czymś pięknym, że ktoś mówi, że jesteś jego idolem, że przybliżyłeś go do sukcesu, do trenowania, do zmiany swojego życia. Mamy takie, wydaje mi się, że ciężkie czasy nawet dla tych młodych ludzi. A ja chciałbym przekazywać właśnie te wartości, które zostały mi przekazane i żeby ten sport też wychowywał ludzi i sprawiał, że są oni lepszą wersją siebie też życiowo.

Jesteś bardzo aktywny w mediach społecznościowych, nagrywasz różnego rodzaju filmy. Czy to jest forma rozrywki, odpoczynku od treningów, czy właśnie to budowanie swojej marki, wizerunku, dzięki czemu trafisz też do odbiorców, którzy nie są stricte fanami MMA?

Oczywiście jest to budowanie marki, ale jest to przede wszystkim też dawanie rozrywki ludziom i wiedzy, bo tego też dużo dajemy na materiałach. Ale przede wszystkim dużo uśmiechu, tej energii. Pokazanie, że nie jestem tylko takim po prostu prostym zawodnikiem, który lubi się 'prać po mordzie', tak kolokwialnie mówiąc. To nie jest tak, że ten sport uprawiają ludzie głupi, tylko trenują ludzie inteligentni i sprawni ludzie daleko tam zajdą. To dodatkowo jest to dbanie o własną markę. Tak, nie ukrywam tego, ale nie robiłbym tego, gdyby nie to, że ludziom sprawia przyjemność oglądanie mnie, wtedy nie miałoby to sensu. Chcę przedstawić siebie w mediach, chcę budować własną markę i dodatkowo daję ludziom coś od siebie. I dzięki temu ja też zyskuję, mogę sobie lepiej żyć i prowadzić swoją karierę. Bo to też nie jest łatwe. Ta kariera zawodnika jest przewrotna i to mi też daje dużo do myślenia. I też dbam o to, żeby nie tylko rosnąć i sportowo, ale żeby przy okazji rosnąć medialnie.

Walki z Sebastianem Przybyszem. "W pewnym momencie obydwoje mieliśmy dość"

To była jedna z najdłuższych i najciekawszych sag w polskim MMA. Jakub Wikłacz i Sebastian Przybysz w ciągu siedmiu lat (2017-2024) stoczyli ze sobą aż pięć pojedynków. Obaj królowali przez lata na scenie KSW, gdzie walczyli ze sobą czterokrotnie. Łącznie lepszy bilans miał Kuba, który wygrał 3 razy, miał remis i porażkę. Przegrał ich drugie starcie, pierwsze dla KSW w 2020 roku. 

Będąc w Polsce, miałeś aż pięć walk z Sebastianem Przybyszem. Patrząc z perspektywy czasu uważasz, że było ich za dużo, wystarczająco, czy jednak to już było dla Ciebie takie monotonne, że cały czas bijecie się ze sobą? A może wyciągnąłeś z każdej walki coś innego, co Cię teraz wzmocniło i w UFC jesteś lepszym zawodnikiem?

Zdecydowanie wzmocniło. Wiesz, miałem wiele myśli jak na to spojrzeć i przed każdą walką to było monotonne, ale to właśnie trzeba było to 'przewalczyć'. A po drugie, nie lubię gdybać, co by było, jakby tych walk z Sebą było mniej. Bardziej skupiam się na tym, co te walki mi dały i co w danym momencie mogłem z nich wyciągnąć. I to było dla mnie najważniejsze. Dlatego jestem wdzięczny za to, jak to się potoczyło. Wdzięczny za te walki i Sebastianowi, także federacji KSW, że rzeczywiście tam mogłem rozwinąć swoje skrzydła. Czy byłem chętny na te walki? No nie zawsze. Nie w każdym momencie byłem chętny na tę walkę, bo rzeczywiście myślę, że z Sebą w pewnym momencie obydwoje mieliśmy dość. Ale to było coś, co myślę, że nas bardzo wzmocniło. Bo kiedy wychodzisz z tym samym rywalem, który wiesz, że jest na bardzo wysokim poziomie, który potrafi cię zaskoczyć, to musisz wyjść na maksymalnym skupieniu. A ta ostatnia walka była bardzo mocnym testem, takim mentalnym, bo to było na moim terenie w Olsztynie, w nowej hali i tam po prostu trzeba było znieść tę presję. Ale tak jak lubię powtarzać, to nie jest presja, to jest to, co gdzieś tam sobie sam wytwarzasz w głowie. Więc myślę, że to był bardzo dobry egzamin.

Walka zakończyła się pięknie...

Tak. Więc dodatkowo same okoliczności w walce. One były też takie, które mnie sprawdziły w cięższych momentach. To złamanie nosa, te dwa rozcięcia. Krew napływa do oczu. Widzisz swój nos pod jednym okiem przestawiony i wiesz, że coś jest nie tak. Schodzę do narożnika, łapię się za ten nos. Czuję, że on lata luźno na lewą, prawą stronę. Czuję, że ta krew napływa do oczu. Cutman działa przy tobie, zakrywa ci go, zatyka, wyciera ci oczy oczywiście. Zresztą bardzo pozdrawiam pana cutmana, bo też go bardzo uwielbiam, ale on wykonuje swoją robotę jak najlepiej. Jednak też trzeba być gotowym na to, że to przeszkadza. Tu jeszcze trener mówi 'słuchaj, trzeba słuchać, szukać skończenia, bo lekarz za chwilę może to po prostu przerwać'. A widziałem, że lekarz się przyglądał i to jest to, co mówiłem, czyli że zawsze jest jakaś opcja, żeby wygrać walkę. Zawsze jest jakaś ścieżka, którą możesz znaleźć i ją wygrać. W jakichkolwiek okolicznościach, jakkolwiek złe one by nie były, zawsze możesz to znaleźć. I ja tego szukałem i to znalazłem.

"Jestem przekonany, że UFC wróci do Polski"

Według Wikłacza UFC staje się coraz bardziej popularne w Polsce i to dzięki temu, że coraz więcej zawodników staje się aktywnych w mediach. Jego zdaniem UFC to zauważa, że jest zainteresowanie w naszym kraju i kwestią czasu jest, kiedy największa organizacja MMA na świecie wróci do Polski. Do tej pory UFC dwa razy organizowało galę w Polsce – w 2015 roku w Krakowie i w 2017 roku w Gdańsku. 

Wierzysz w to i jest na to szansa, że gala UFC zostanie zorganizowana w Polsce w najbliższych latach? I jeszcze zawalczysz w naszym kraju?

Tak, jestem przekonany o tym. To nie jest tak, że ja mam jakąś wiedzę, ale widzę, jak medialnie Polska reaguje na UFC i jak medialnie UFC urosło w Polsce. Bo był taki moment, że inne gale w Polsce były o wiele bardziej oglądane niż UFC. Teraz zawodnicy są bardziej otwarci dla fanów i myślę, że zrobiła się taka moda. Tak jak się wstawało w nocy na przykład dla walk bokserskich, tak jak się wstaje w nocy, dlatego, że chce się obejrzeć NBA, to tak troszeczkę się wstaje też, żeby obejrzeć zawodników MMA. I to jest ogromna robota nas i fanów, ale myślę, że nas w takim sensie, że medialnie dużo zawodników się otworzyło i pokazało UFC i to, że jesteśmy przede wszystkim ludźmi, których da się lubić i jesteśmy barwni i coraz lepiej to działa. Tak więc jestem bardzo z tego zadowolony i to przybliża nas do tego, żeby ta gala w Polsce została zorganizowana. A myślę, że gdyby w tej chwili zorganizować galę UFC w Polsce, to... zdecydowanie byłby sold out i jestem o tym święcie przekonany.

Tak, zwłaszcza patrząc na to, jak to jest pokazywane w mediach, jak fani reagują na UFC. A dodatkowo jeszcze idą za tym wyniki, bo są twoje zwycięstwa, świetnie do organizacji wszedł Iwo Baraniewski, są bardziej doświadczenie zawodnicy, nowe twarze, więc kibice to oglądają. Na pewno byłoby duże zainteresowanie taką galą.

Zdecydowanie tak. Nie dość, że jest więcej zawodników, to jeszcze oni bardziej odważnie podchodzą do swojej kariery. Mają nastawienie na UFC i ryzykują, żeby tam iść i robią to w taki sposób, że rzeczywiście tam trafiają. Mamy wielu świetnych zawodników, młodych, lżejszych, cięższych. Naprawdę to jest coś niesamowitego. No i to jest naprawdę świetna robota, bo nie dość, że jest więcej Polaków w UFC, to jeszcze więcej fanów z Polski ogląda UFC i się tym interesuje.

Rywalizacja KSW z OKTAGON MMA. "Trzeba wielu zmian, realia fanów się zmieniają"

Przez lata Jakub Wikłacz był twarzą KSW, największej organizacji MMA w Polsce. Opuścił ją jako mistrz i teraz zauważa, gdzie ma ona największe problemy. Co może zrobić lepiej, żeby polski fan tego sportu w Polsce był wciąż zainteresowany ich galami?

Wracając jeszcze trochę do KSW, jakie miałbyś rady dla tej organizacji, żeby zyskać więcej fanów i żeby została hegemonem w Europie. Widzimy, że bardzo mocno rozwija się na przykład organizacja OKTAGON MMA. Oni organizują bardzo ciekawe gale, teraz ściągają też zawodników nawet z Polski. I czy myślisz, że Oktagon jest w stanie teraz prześcignąć KSW? I co KSW powinno zrobić, żeby pozostać na topie?

Uważam, że Polska stała się bardzo ciężkim rynkiem, jeżeli chodzi o MMA, jeżeli chodzi o nasze federacje, bo mamy ich kilka. I OKTAGON może mieć problemy z wejściem do Polski, ale jeżeli mocno się przyłożą, to mogą sprawić ogromne kłopoty KSW. A jakie mam rady? Myślę, że trzeba wielu zmian, że trzeba troszeczkę nowego podejścia. Te gale, które były kiedyś, one były przepiękne i one dalej są przepiękne. Naprawdę mi się też to super ogląda, ale jednak ten fan jest inny i trzeba tam wprowadzić więcej rozrywki. Trzeba trochę bardziej zadbać o to, jakie są czasy i jak powinny takie eventy wyglądać. Myślę, że bardzo mocno trzeba się skupić na promocji młodych zawodników, żeby nie stawiać na legendy. Wiadomo, o nich trzeba dbać i trzeba dalej nimi promować MMA, ale przy tym trzeba dać miejsce tym młodym, bardzo ambitnym zawodnikom, którzy mogą być legendami w przyszłości. Jest wielu naprawdę takich zawodników. Ja, Robert (Ruchała), jest Seba (Przybysz), jest Patryk Kaczmarczyk, z takich najmłodszych na przykład też jest Igor Włodarczyk. To są takie osoby, dzięki którym my wszyscy stajemy się coraz więksi. I myślę, że trzeba wypatrywać takie persony i dawać im tę możliwośćm tworzyć miejsce i warunki do tego, żeby stały się legendami. 

A nie uważasz, że KSW w ostatnich latach straciło przez to, że tych gal było za dużo? Że to organizowanie gal co miesiąc to tak sprawiło, że jest tego trochę przesyt i są niedopracowane i do końca marketingowo to się nie spina?

Na pewno jest tam problem z marketingiem, trzeba tam po prostu coś pozmieniać. Jest z tym ciężko, ja też wszystkich gali UFC nie oglądam i myślę, że mało jest takich osób, które każdą galę czy walkę obejrzą. Ale trzeba zadbać o to, żeby to oglądało więcej osób i to jest ogromne wyzwanie. Dwanaście gal w roku to jest naprawdę ogromne wyzwanie i trzeba po prostu szukać tej drogi, żeby za tym poziomem sportowym jeszcze nadganiała medialność, marketing. Myślę, że po prostu trzeba zmian. Nie lubię jakby krytykować, ale na pewno tych zmian szukają i ja im zawsze bardzo dobrze życzę. Mam nadzieję, że to będzie rosło i nawet przy dwunastu galach ten marketing będzie fenomenalny, bo im więcej tego jest, im większa jest konkurencja, jest rynek, to daje polskim zawodnikom szansę, żeby się rozwijać i naprawdę też bardzo mocno im kibicuję. Myślę, że będą wprowadzać te zmiany i to będzie szło w dobrym kierunku. Chociaż wydaje mi się, że te ostatnie lata wszystkich uświadomiły, ale przede wszystkim też ich, że to się zmienia i że trzeba nad tym nadgonić, że realia fanów w Polsce wyglądają inaczej niż dziesięć lat temu.

Z czego chciałby zostać zapamiętany po karierze? 

A gdybyś miał za kilkanaście lat usiąść i fani zapomnieliby o twoich wynikach, nie mieliby podglądu na rekordy, na twoje osiągnięcia i usłyszeliby hasło Kuba Wikłacz. Z czego chciałbyś, żeby Cię zapamiętali najbardziej?

Myślę, że z pozytywności. Ja zawsze staram się być jak najbardziej pozytywnym człowiekiem i prawdziwym, naturalnym. Staram się. To wychodzi naturalnie. Zawsze szukam tych dobrych stron i chciałbym, żeby zapamiętywali mnie zawsze jako takiego pozytywnego człowieka, otwartego, takiego, który chce też zmotywować innych i przekazać im uśmiech, przekazać im jakieś wartości, żeby po prostu pamiętali mnie z pozytywnego wpływu.

Autor tekstu
Autor tekstuFlashscore
Wybierz Flashscore w GoogleCzytaj nasze artykuły częściej
DodajDodaj w Google
Wil jij jouw toestemming voor het tonen van reclames voor weddenschappen intrekken?
Ja, verander instellingen