Franco Mastantuono trafił rok temu do Realu Madryt jako gwiazdorski transfer: 60 milionów euro, ogromny entuzjazm i technika, która rozbudziła wyobraźnię po jego świetnych występach w barwach River Plate. Jego przygoda w Madrycie zaczęła się znakomicie: Xabi Alonso postawił na niego po kontuzji Jude'a Bellinghama.
Mastantuono wykorzystywał swoje szanse aż do momentu zmiany trenera, gdy jego rola zeszła na dalszy plan. Arbeloa niemal zawsze pomijał Argentyńczyka, który dodatkowo opuścił Mundial 2026. Za kreowanie gry Argentyny odpowiadali Nico Paz, Almada i Enzo Fernández. Franco wrócił do treningów z Realem Madryt wśród plotek transferowych... i wszystko wskazuje na to, że opuści klub już w tym okienku.
Tłok w środku pola
Dla Mastantuono sytuacja wydaje się być bardzo trudna: przyjście Bernardo Silvy dodało w środku pola kontroli nad piłką, której brakowało. Güler pokazał się z bardzo dobrej strony w poprzednim sezonie i wydaje się, że będzie ważny dla José Mourinho. W tej sytuacji Argentyńczyk znalazłby się dopiero na trzecim miejscu w hierarchii.
Na skrzydłach sytuacja jest jeszcze trudniejsza: Kylian Mbappé i Vinícius Junior są niekwestionowanymi liderami na bokach. Rodrygo, gdy wróci po kontuzji, będzie alternatywą. Brahím Diaz to kolejny ciekawy joker.
W tej sytuacji wypożyczenie wydaje się najkorzystniejszym rozwiązaniem dla Argentyńczyka, bo jeśli zostanie, będzie musiał pogodzić się z rolą trzecio- lub czwartoplanową.
