Zagłębie Lubin - GKS Katowice (na żywo od 20:15)
Górnik Zabrze - Lech Poznań (na żywo od 17:30)
Śląsk Wrocław - Korona Kielce (1:2)
Nad występem Śląska bez kapitana Piotra Samca-Talara wisiał ogromny znak zapytania, który starali się usunąć gospodarze pierwszymi próbami. W 5. minucie Marjanac zdołał uderzyć wprost w Dziekońskiego, były też wrzutki, za to nie było jakości ani dynamiki, które sprawiłyby solidnie grającym gościom większe problemy.
Znacznie groźniej było pod bramką Śląska, gdzie w 18. minucie Niemczycki zatrzymał Mariusza Stępińskiego po dograniu Długosza. Dość żwawe 20 minut nie dało gola, a później tempo dodatkowo spadło. Dopiero w 34. minucie Karol Linetty – debiutujący z opaską kapitańską – wygrał przebitkę i udało się zawiązać atak zwieńczony wrzutką Tomasiewicza. I tylko wrzutką, bo nikt do niej nie doszedł.
To zemściło się okrutnie selundy później – kolejna wrzutka Długosza skończyła się zbyt krótkim wybiciem Lamine’a Ba pod nogi Mariusza Stępińskiego. Ten uderzył na tyle pechowo dla rywali, że i Ba, i Macenko zaliczyli rykoszety, które kompletnie zmyliły Niemczyckiego i piłka wturlała się za linię.
Ten gol był niezłym podsumowaniem połowy, w której żadna drużyna nie pokazała pełni potencjału, ale Korona była lepsza o gola. Tylko jednego, bo z optymistycznej próby Hellebranda w 43. minucie (z ponad 30 metrów) wyszła jedynie nerwowa interwencja bramkarza. Dwie zmiany Ante Simundzy już w przerwie przyniosły ożywienie w grze WKS-u, za to nie przyniosły efektów.
Po 10 minutach drugiej odsłony Korona była o włos od podwojenia przewagi. W 55. minucie Remacle pięknym rogalem zmusił Niemczyckiego do nie brzydszej parady, a moment później piłka była w siatce po strzale Michaela Ameyawa. VAR przyznał jednak rację Śląskowi – dogrywający Stępiński faulował Timossiego.
Dopiero w 64. minucie Wrocławianie poważnie sprawdzili Xaviera Dziekońskiego, gdy Eniss Shabani dostrzegł światło bramki, a golkiper z bliska zatrzymał go ciałem. Przewaga Śląska przerodziła się wręcz w dominację, jednak Korona Zielińskiego jest znana z wyrachowanego trwania w takich okresach, by wyprowadzić decydujący cios.
W 78. minucie miał go „na nodze” Morgan Fassbender, ale z paru metrów zatrzymał go efektownie Niemczycki. To zostawiło Śląskowi szansę na odwet i udało się już minutę później. Po wrzucie z autu świetnie przedarł się z lewej flanki Adam Ciućka, a Malaly Dembele dyskretnym trąceniem zmieścił piłkę nad ramieniem zaskoczonego Dziekońskiego.
Ostatnie 10 minut upłynęło więc w wielkich emocjach, a Przemysław Banaszak był o włos od dopełnienia powrotu, gdy doskoczył do główki w 84. minucie. Niestety, nie trafił w bramkę. Cztery minuty później Ciućka aż dwukrotnie sprawdzał bramkarza gości, ale ostatnie słowo należało do Kielczan w 90+3. minucie. Kamil Jakubczyk koncertowo wszedł w pole karne i spod linii końcowej wycofał, by dać Simonowi Gustafsonowi debiutanckiego gola w Ekstraklasie!

