Fenerbahce – Lyon 1:1
Głównym celem Lyonu po wejściu na gorący stadion Sukru Saracoglu było ostudzenie entuzjazmu miejscowych fanów, co drużynie wychodziło znakomicie. Pierwsza połowa była rozgrywana w wysokim tempie, ale okazji bramkowych było niewiele.
Najlepszą szansę Fenerbahce miało po dośrodkowaniu Matteo Guendouziego, po którym Vedat Muriqi główkował nad poprzeczką. Goście skupiali się na uważnej defensywie i szybkich kontratakach, a ta taktyka nie przynosiła większego zagrożenia aż do 40. minuty, kiedy Lyonowi udało się otworzyć wynik.
Corentin Tolisso znalazł sobie miejsce na prawym skrzydle i posłał precyzyjne dośrodkowanie do Loisa Opendy, który uderzeniem głową pokonał bramkarza Edersona. Po ligowej porażce 1:2 z Genclerbirligi w weekend Fenerbahce rozpoczęło drugą połowę zupełnie odmienione i do wyrównania potrzebowało zaledwie 90 sekund.
Lyon wydawał się być bezpieczny, dopóki piłki nie przejął Mason Greenwood, który przedarł się w pole karne i oddał strzał nie do obrony w kierunku dalszego słupka. Druga połowa była pełna emocji, a obie drużyny w desperackiej walce o zwycięstwo trafiały w obramowanie bramki.

Openda obrócił się wokół obrońcy i z 18 metrów trafił w słupek, a rezerwowy Dorgeles Nene z ostrego kąta uderzył w słupek bramki gospodarzy. Ostatecznie zespoły podzieliły się punktami, co zapowiada ciekawy rewanż we Francji. Lyon nie przegrał żadnego z ostatnich sześciu meczów z Fenerbahce, dlatego przed decydującym starciem o awans do fazy ligowej LM będzie miał lekką przewagę.
Dinamo Zagrzeb – Viking 2:2
Gospodarze byli na początku bardzo skuteczni i już z pierwszej poważniejszej okazji otworzyli wynik. Dion Drena Beljo w szóstej minucie dobił do siatki mocne dośrodkowanie Mattea Pereza Vinlofa, a sytuację musiał jeszcze sprawdzić system VAR, by potwierdzić, że strzelec był na prawidłowej pozycji.
Cztery minuty później nie było już wątpliwości: Beljo przechwycił nieudane zagranie Henrika Falchenera, wyłożył piłkę Mateowi Lisicowi i ten podwyższył na 2:0. W chorwackiej stolicy zapowiadał się długi wieczór dla mistrzów Norwegii, a w 23. minucie mogło być jeszcze gorzej, ale strzał Mihy Zajca zatrzymał się na obramowaniu bramki.
Viking jednak się nie poddał i tuż przed upływem pół godziny gry zdobył kontaktowego gola, trochę wbrew przebiegowi meczu. Tobias Moi sprytnym podaniem uruchomił Petera Christiansena, który bezlitośnie uderzył pod poprzeczkę. To dodało norweskiej ekipie De Morkebla potrzebnej pewności siebie, a sześć minut przed przerwą padło niespodziewane wyrównanie.
Przy tej bramce znów udział miał Moi, który na lewej stronie pola karnego odnalazł kapitana Zlatka Tripicia, a ten technicznym strzałem przy dalszym słupku wyrównał wynik. Po emocjonującej pierwszej połowie do drugiej części spotkania drużyny przystępowały przy remisie, a pierwszą okazję miał zespół Mario Kovacevicia, gdy Luka Stojković główkował niecelnie po dośrodkowaniu Sergi Domingueza.
Dinamo sprawdziło Arilda Ostbo dopiero w 73. minucie, gdy norweski bramkarz musiał popisać się refleksem po strzale Mislava Orsicia. Viking przez większość drugiej połowy był pod presją, mimo to był bliski wywiezienia zwycięstwa. Gianniemu Stensnessowi zabrakło zaledwie kilku centymetrów, by w końcówce sięgnąć dośrodkowania Christiansena. Dinamo nadal zagrażało w końcówce, ale rewanż w Stavanger będzie wyrównany, ponieważ chorwacka drużyna wciąż jest niepokonana w tym sezonie.
Levski – AEK 0:0
Oba zespoły ostatni raz grały w fazie głównej elitarnych rozgrywek niecałą dekadę temu, dlatego w tym starciu widziały realną szansę na zakończenie długiego oczekiwania. Pierwsza połowa toczyła się zgodnie z tymi oczekiwaniami – był to wyrównany mecz z okazjami po obu stronach. Aktualny mistrz Grecji AEK był nieco groźniejszy, ale na pierwszą poważną sytuację trzeba było czekać aż do 20. minuty.
Wtedy Luka Jović po sprytnym podaniu kolejnego byłego gracza Bundesligi Lovro Majera z ostrego kąta trafił w poprzeczkę. Goście zwani Dikefalos kontynuowali napór, a Majer mógł mieć na koncie kolejną asystę, gdy posłał groźne dośrodkowanie w pole karne. Piłka jednak minęła czterech jego kolegów z drużyny i przeszła obok słupka.

Najlepszą okazję Levski miał w ostatnich dziesięciu minutach pierwszej połowy, gdy El Mehdi El Moubarik z linii pola karnego uderzył prosto w ręce Thomasa Strakoshy po tym, jak piłka odbiła się do niego po serii ważnych interwencji obrony AEK. Po przerwie okazji było więcej, ale żaden z bramkarzy nie był poważniej zagrożony.
Bułgarska drużyna dwukrotnie szybko sprawdziła Strakoshę, ale bramkarz nie miał problemów z dalekim strzałem Kristiana Dimitrova, a uderzeniu Maicona zabrakło siły, którą wykazał się przy wcześniejszym wejściu w pole karne. Po drugiej stronie gola próbował zdobyć Razvan Marin, ale jego strzały za każdym razem były niecelne.

Levski może cieszyć się faktu, że przegrało tylko jeden z ostatnich 11 domowych meczów w europejskich pucharach, jednak nie zdołało wykorzystać tej dobrej serii, by wypracować przewagę. AEK w tym sezonie pozostaje bez zwycięstwa, gdyż wcześniej przegrało finał Superpucharu Grecji z OFI Kreta. Ten bilans będzie chciało poprawić w sobotę, gdy rozpocznie obronę tytułu mistrza kraju przeciwko Iraklisowi.
