Zwrócono uwagę na to, że był 11. mecz Szwedów pod wodzą angielskiego selekcjonera Grahama Pottera, w którym jego zespół stracił bramkę. To potwierdza powracające zarzuty o problemach w defensywie, które "Trzy Korony" muszą nadrabiać skutecznym atakiem.
Prasa zwróciła uwagę, że wygrana z Rumunią oczywiście cieszy, lecz był to wyraźnie słabszy zespół, który w dodatku mógł skarcić gospodarzy w końcówce.
Podkreślono za to, że w poniedziałek w stołecznej aglomeracji pojawi się "silna Polska" (mecz na Strawberry Arenie w Solnie o 20:45), nawet jeśli w Warszawie "tylko zremisowała" bezbramkowo z Bośnią i Hercegowiną.

Dziennik "Expressen" skomentował, że najbardziej – poza zwycięstwem - cieszy występ i pokaz umiejętności szwedzkich gwiazdorów i strzelców goli - Alexandra Isaka i Viktora Gyoekeresa. Zdaniem gazety obaj zaprezentowali świetną dyspozycję.
Gazeta wskazała, że wynik mógł być o jedną bramkę wyższy, lecz sędzia anulował pięknego gola Elliota Strouda. Bardziej brzemienna może być jednak kontuzja, bo gospodarze stracili ważną postać. "Niestety nie obyło się bez strat i ważny dla drużyny prawy obrońca Emil Holm został zniesiony na noszach" – przypomniano.
"Aftobladet" w podobnym tonie podkreślił "super grę" Isaka i Gyokeresa, nazywając ich "zabójczą mieszanką" w drużynie Pottera.
"Niebiesko-żółci zainkasowali trzy ważne punkty, pokazując niekoniecznie wspaniałą, lecz dobrą grę, co może napawać nadzieją przed następnym meczem , już w poniedziałek w Sztokholmie z Polską. Na razie prowadzimy w grupie i to jest najważniejsze" - ocenił kanał telewizji publicznej SVT.
"Po mistrzostwach świata w USA, Kanadzie i Meksyku wygraliśmy pierwszy ważny mecz” – zwrócił uwagę dziennik "Dagens Nyheter". Szwedzi chcą na tym budować morale przed kolejnymi sprawdzianami.
