Pobytu w ojczyźnie Giroud nie może sobie nachwalić. Gdy rok temu po 13 latach za granicą podpisał kontrakt z Lille, sam nie spodziewał się, jak idealnie wszystko się ułoży. "Czuję się tu jak w domu. Bardzo szybko stałem się częścią tej rodziny" - chwalił sobie serdeczność francuskiej północy. W minionym sezonie zdobył we wszystkich rozgrywkach 11 bramek i z uśmiechem przypomniał, że po takim samym początku w swoim drugim sezonie w Montpellier kiedyś sięgnął po tytuł.
Główną motywacją do przedłużenia kontraktu była jednak ogromna chęć ponownego występu w Lidze Mistrzów. "Les Dogues" zakwalifikowali się do niej bezpośrednio dzięki trzeciemu miejscu w tabeli Ligue 1. "To absolutny szczyt. Chcę znów usłyszeć ten hymn i dzielić wielkie europejskie wieczory z naszymi fanami" - mówił z entuzjazmem znany napastnik po podpisaniu nowej umowy.
Nie szczędził też pochwał za doskonałe funkcjonowanie klubu pod wodzą prezesa Oliviera Létanga i szczerze cieszył się na innowacyjną współpracę z nowym młodym trenerem Ancelottim, który ma wnieść odmienne pomysły taktyczne. Na początku czerwca zastąpił on Bruno Génésio.
Mimo że dzięki profesjonalnemu podejściu i właściwemu stylowi życia Giroud utrzymuje świetną formę, otwarcie przyznaje, że zbliża się do końca swojej piłkarskiej drogi. Z indywidualnego punktu widzenia jego celem jest być na boisku jak najbardziej efektywnym dla drużyny.
"Nie lubię zbytnio wybiegać w przyszłość, ale to najprawdopodobniej będzie mój ostatni sezon. Mój ostatni taniec, jak to się mówi" - podsumował. Jego wielkim marzeniem jest zakończyć piłkarską karierę na samym szczycie, zdobywając jakieś cenne trofeum.
