Słowacki szkoleniowiec zaznaczył, że jego drużyna zasłużenie objęła prowadzenie w pierwszej połowie. "Była intensywność, była energia, pressing, a potem wszystko się zmieniło w sekundzie. Przy prowadzeniu 2:0 mieliśmy czerwoną kartkę, straciliśmy gola. Trzeba było zmienić system. Broniliśmy się w dziesięciu, chłopcy pokazali, jak mocny jest nasz zespół. Trzy dni temu (w meczu z Ferencvarosem) piłkarze przebiegli ponad 116 kilometrów i dziś znów dali z siebie wszystko, na maksa" – dodał.
Zabrzanie musieli sobie radzić w osłabieniu od 56. minuty, kiedy drugą żółtą kartkę, zobaczył ich napastnik Sondre Liseth. Wygrali trzeci ligowy mecz z rzędu i pozostają jedynym zespołem, który nie stracił jeszcze punktów w sezonie 2026/27.

"Nie wiem, ile razy Górnik tak zaczął sezon. Na razie jesteśmy zadowoleni. Każdy mecz jest doświadczeniem. Dziś ważne było przygotowanie mentalne, bo byliśmy smutni, że nie awansowaliśmy (do kolejnej rundy kwalifikacji LE). Zawodnicy pokazali, że nie kalkulują, że chcemy grać wymagającą piłkę" – stwierdził.
Zauważył, że bardzo dobre spotkanie rozegrał Peter Federico, który błyskawicznie po transferze zaczął wyróżniać się na polskich boiskach. "Wierzę, że będzie najlepszym skrzydłowym w Ekstraklasie. Pokazuje też charakter, wraca do obrony, a kiedy dostanie piłkę, to radość oglądać to, co z nią robi" – przyznał.
Zaznaczył, że zawodnicy nie dostaną wolnego poniedziałku, tylko rozpoczną przygotowania do czwartkowego (20:00) meczu z AS Monaco w rundzie play-off kwalifikacji Ligi Konferencji.
Trener Wisły Mariusz Jop przyznał, że czuje niedosyt: "Graliśmy z przewagą zawodnika, można było wyciągnąć z tego spotkania więcej. Gratuluję Górnikowi zwycięstwa i życzę powodzenia w kolejnych meczach pucharowych. Na pewno czujemy niedosyt, bo graliśmy z przewagą zawodnika. Próbowaliśmy ataku pozycyjnego, ale gospodarze dobrze się bronili. Stworzyliśmy w zasadzie jedną groźną sytuację, którą miał Alan Uryga. Bolesne jest to, że straciliśmy dziś gole po stałych fragmentach gry" – dodał szkoleniowiec gości.
Nie ukrywał, że jego zawodnikom zabrakło w niedzielny wieczór wszystkiego po trochu. "Wygrania pojedynku, decyzji o strzale, dokładnego dogrania. Musi się zgrać kilka elementów, by przy tak skomasowanej defensywie zdobyć gola. To nie jest łatwe dla nikogo" – podkreślił.
