Nocą z niedzieli na poniedziałek Robert Lewandowski rozegrał siódmy mecz w barwach Chicago Fire, a czwarty w rozgrywkach ligi MLS. Polski napastnik pojawił się w wyjściowym składzie przeciwko Portland Timbers i spędził na boisku blisko godzinę.
W tym czasie oddał więcej strzałów niż ktokolwiek inny na boisku, jednak tym razem nie udało się żadnej z prób zamienić na gola. Na początku 14. minuty uderzał z pola karnego, ale został zablokowany. W 37. minucie doszedł do kolejnej sytuacji, tym razem zza linii 16 metrów. Efekt był ten sam.
Wreszcie, zaraz na starcie drugiej odsłony szukał dalszego słupka z kilkunastu metrów i zmusił Jamesa Pantemisa do szybkiej parady. To był jedyny celny strzał Polaka, którego xG doszło do 0,23. Dwukrotnie faulowany, Lewandowski łącznie zaliczył jedynie pięć celnych podań, a gdy dwukrotnie walczył o piłkę, wygrywał te pojedynki.
Choć 37-latek nie dopisał czwartego gola do swojego dorobku w nowej drużynie, to na kilka dni przed swoimi urodzinami może cieszyć się z przedłużenia zwycięskiej serii. Chicago Fire zanotowało piątą wygraną z rzędu dzięki trafieniom Robina Loda i Dje D’Avilli w pierwszym kwadransie.
Goście szukali odpowiedzi do końca, ale udało się tylko zdobyć gola kontaktowego na kilka minut przed końcem. Wynik 2:1 pozwolił Fire awansować na podium konferencji wschodniej MLS kosztem New England Revolution.

