Gdy młodzi Biało-Czerwoni wygrali 3:0 ze Szwecją w środę, bilans Jerzego Brzęczka jako trenera został wyśrubowany do dziewięciu kolejnych wygranych z niebywałym bilansem bramek 26:2. Wszystko miało rozstrzygnąć się w ostatniej, 10. kolejce kwalifikacji, w której wygrana Włochów z Polakami może jeszcze zdetronizować Biało-Czerwonych.
Wcześniej jednak Włochów czekał wyjazd do Erywania, gdzie gospodarzem była Armenia U21 – najgorsza drużyna grupy, która przegrała dotąd wszystko. Tymczasem w meczu 9. kolejki gospodarze zaskakująco utrzymywali remis 0:0.
Przetrwali pierwszą połowę, a w drugiej napór gości był jeszcze większy. Posiadanie Włochów przekraczało już 70 procent, a gdy dobili do 15 oddanych strzałów, wynik powinien zostać otwarty. Tym piętnastym uderzeniem był bowiem rzut karny, którego Luca Koleosho nie wykorzystał.
Armenia przetrwała regulaminowe 90 minut, ale pod koniec aż sześciu doliczonych Azzurrinich uratował Alphadjo Cisse z Milanu, który po dograniu Pietro Comuzzo zapewnił zwycięstwo. Zatem o pierwszym miejscu w grupie i bezpośrednim awansie na Euro U21 faktycznie zdecyduje spotkanie w Pascarze, zaplanowane na poniedziałek 5 października o 18:15.

W tej sytuacji Polska utrzyma pierwsze miejsce i pojedzie na turniej finałowy pod warunkiem wygranej, remisu lub porażki nie więcej niż jedną bramką z Włochami.
Gdyby Polacy przegrali więcej niż jednym golem, spadną na drugie miejsce w tabeli kwalifikacji. Wtedy również mają szansę na bezpośredni awans na podstawie rankingu drużyn z drugich miejsc we wszystkich grupach.
W takim przypadku musimy oglądać się na wyniki w grupie F, gdzie Niemcy i Grecja mają po 24 punkty i obie drużyny strzelają jeszcze więcej goli niż Polacy, choć i więcej tracą. Niemcy mają bilans +25 (30:5), a Grecy +22 (28:6). Zakładając wygraną Niemców z Gruzją w ostatniej kolejce, kluczowy może być mecz Irlandii Północnej z Grecją. Każdy gol zdobyty przez gości będzie ważył bardzo wiele, jak wyjaśnia Wojciech Frączek.
