Hiszpania jest jednym z największych faworytów turnieju, ale i debiutujący na mundialu piłkarze Republiki Zielonego Przylądka prezentowali ostatnio bardzo dobrą formę. W swoim pierwszym występie niczego nie musieli, za to mogli zaskoczyć faworytów.
Sprawdź szczegóły meczu Hiszpania – Republika Zielonego Przylądka

Znana z wymiany niezliczonych podań Furia Roja od początku kontrolowała grę, podczas gdy nisko ustawieni Kabowerdeńczycy skupiali się na trzymaniu dyscypliny w obronie. Efektem był mecz daleki od porywającego, w którym Hiszpanie jak rekiny krążyli wokół pola karnego rywali z Afryki, wymieniając piłkę po obwodzie i szukając miejsca do ruchu naprzód.
Pierwsze uderzenie oddał Pedri dopiero w 15. minucie, ale piłka z dystansu poleciała wprost w ręce bramkarza Vozinha nie miał początkowo zbyt wiele pracy, bo jego koledzy doskonale zatrzymywali kolejne hiszpańskie fale. Mikel Oyarzabal posłany do ataku przez pół godziny ani razu (!) nie dotknął piłki.
Dopiero ostatnie 10 minut pierwszej odsłony dostarczyło więcej emocji. W 36. minucie główkował Pedri, lecz nie tylko spalił, ale również zatrzymał piłkę Vozinha. Kołem zamachowym Hiszpanów był Marc Cucurella, raz za razem szarżując lewą stroną i posyłając piłkę do kolegów. W 39. minucie świetnie zgrał głową, Ferran Torres uderzył z pierwszej, ale obił tylko poprzeczkę. Dobitkę głową Oyarzabala wybił z kolei Vozinha. 40-letni golkiper ratował kolegów ponownie w 45. minucie, gdy Ferran próbował kąśliwie uderzyć z 14 metrów.
Ofensywa RZP? Poszukujący kontry piłkarze w białych strojach tylko dwukrotnie zdołali faktycznie wyprowadzić ataki do przerwy. Oba skończyły się sygnalizacją ofsajdu. Z trzech zaliczonych strzałów żaden nie szedł w światło bramki.

Początkowo mogło się wydawać, że Hiszpanie wyjdą jak na trening i pokażą Wyspiarzom ich miejsce. Ale każda mijająca minuta pokazywała, że ten „trening” coraz więcej ich kosztuje, a nie przynosi efektów. Po przerwie chwilami tempo spadało do poziomu spacerowego, gdy La Roja znów dochodziła do pola karnego, by na tej granicy się zatrzymać.
Dopiero na ostatnie 20 minut trener Hiszpanii posłał w bój Lamine’a Yamala i Mikela Merino, którzy mieli dać zastrzyk energii do ataku. Obaj przydali się w 73. minucie, gdy Merino wykańczał akcję strzałem z pierwszej, zmuszając Vozinhę do pierwszej od dłuższego czasu interwencji. Przełamania nie przyszło, więc za Ferrana po 80 minutach wszedł Dani Olmo.
Hiszpanie przekroczyli 700 podań, chwilę wcześniej minęli pułap 20 strzałów, ale wyglądali kompletnie nieporadnie, gdy czas na zegarze dobiegał końca. Dopiero w 88. minucie Olmo dograł do Oyarzabala przed bramką i trybuny ryknęły... na moment, bowiem Roberto Lopes wyblokował ciałem poza światło bramki.
Mało tego, w 90. minucie to Unai Simon musiał bronić po raz pierwszy w meczu, gdy rzut rożny skończył się niską główką. Kabowerdeńczycy mieli kolejną okazję w 90+4. minucie, jednak Ryan Mendes z dystansu nie złapał światła bramki. Mimo blisko 2,3 xG Hiszpanie nie zdołali pokonać Vozinhy, który został bohaterem swojej drużyny.

