"Musieliśmy zmierzyć się z ogromnymi wymaganiami fizycznymi i tylko dzięki wielkiej odporności daliśmy radę. Kluczowe było to, że zachowaliśmy koncentrację i nie daliśmy się sprowokować faulami przeciwnika" - powiedział trener zwycięzców.
Jego zdaniem urugwajska twardość momentami była przesadzona, a piłkarze na murawie kilkukrotnie mieli pretensje do amerykańskiego sędziego Ismaila Elfatha, że przymykał oko na wiele fauli. Arbiter odgwizdał obu drużynom 14 przewinień, ale ostatecznie i jemu skończyła się cierpliwość do Urugwajczyków i w doliczonym czasie odesłał Agustina Canobbio do szatni.
De la Fuente przyznał, że trudno było przedrzeć się przez urugwajską defensywę. "Udało im się zdusić naszą grę już po kilku podaniach i wybić nas z rytmu. To był zupełnie inny mecz niż ostatnio" - stwierdził, nawiązując do pewnej wygranej 4:0 z Arabią Saudyjską.
Po meczu w Guadalajarze dwóch hiszpańskich piłkarzy opuściło boisko z bolesnymi urazami. Nico Williams, który dopiero co wrócił do gry po kontuzji uda, w końcówce znów narzekał na problemy. Jeszcze gorzej wypadł Yeremy Pino, który prawdopodobnie ma złamany obojczyk. "To bohater, że dograł mecz do końca, ale jeśli kontuzja się potwierdzi, to dla niego turniej się skończył" - ubolewał trener.

Wciąż niedostępny jest Víctor Munoz, po długiej kontuzji dopiero wracają do gry Merino i Gavi, a po urazie mięśniowym nie jest jeszcze w swojej optymalnej formie także Yamal, choć dziś po raz pierwszy rozegrał więcej minut. Na pytanie, czy Hiszpania nie zaczyna mieć problemów z obsadą skrzydeł, trener odpowiedział, że ma różne warianty.
"Jeśli będzie trzeba grać bez skrzydłowych, zagramy bez skrzydłowych. Mamy wystarczająco uniwersalnych zawodników, by sobie z tym poradzić" - podsumował De la Fuente.
Urugwaj – Hiszpania 0:1
TV Smart - Usługi telekomunikacyjne – Telewizja.
Pakiet Max miesiąc za 0 zł
