"On w dużej mierze odpowiada za to, że osiągnęliśmy najlepszy wynik na mistrzostwach świata od 60 lat. (...) To, że jest jednym z najlepszych trenerów na świecie, nie oznacza, że zawsze będzie miał rację" – powiedział angielski napastnik bezpośrednio po meczu.
Z drugiej stronu kapitan drużyny Anglii dodał, że „kibice mają prawo być wściekli, a Tuchel wie o tym lepiej niż ktokolwiek inny” po porażce 1:2 w półfinale z Argentyną.
Niemiecki szkoleniowiec był krytykowany za swoje taktyczne decyzje w tym meczu po pierwszej bramce Anglii. Wprowadzenie kilku obrońców w miejsce ofensywnych zawodników doprowadziło do argentyńskiej nawałnicy w ostatnich minutach, która zakończyła się zwycięstwem zespołu z Ameryki Płd.
"Jako zawodnicy, jako kibice i jako sztab trenerski, wszyscy głęboko wierzyliśmy, że ten turniej jest nasz. Ale taka jest piłka nożna. Kiedy marzysz tak odważnie jak my i jesteś tak blisko, boli to tak samo mocno, jak boli teraz" – wyjaśnił Kane.
Dla napastnika Bayernu Monachium, który pod koniec lipca skończy 33 lata, był to jego trzeci mundial. Turniej zakończył z sześcioma bramkami, choć w sobotę przeciw Francji w ogóle nie zagrał.
Zapytany, czy to będą jego ostatnie mistrzostwa świata, Kane nie wykluczył turnieju w 2030 roku, choć przyznał, że cztery lata „to całe życie”.
"Cztery lata to oczywiście dużo czasu, ale jak już mówiłem, gra dla Anglii jest moją największą ambicją i to, z czego jestem najbardziej dumny. Dopóki będę grał na swoim poziomie, będę reprezentował kraj. Robię to krok po kroku" – podsumował Kane.
