Aktualni mistrzowie świata i Ameryki Południowej kontra aktualni mistrzowie Europy - takiego finału jeszcze nigdy w historii nie było. Mistrz De la Fuente spotkał się ze swoim niegdysiejszym uczniem Scalonim i obaj wielcy stratedzy mieli swój plan na wygranie 104. meczu mistrzostw świata 2026.
Szczegóły meczu Hiszpania - Argentyna w finale

Argentyńczycy tylko przetrwali pierwszą połowę
Start spotkania nie mógł dziwić: Hiszpanie rozgrywali na swojej połowie bez niepokoju i dopiero za linią środkową musieli liczyć się z doskokiem Albicelestes. A mimo to wyprowadzenie pierwszego ataku nie zajęło długo, w 5. minucie Lamine Yamal zmusił Dibu Martineza do interwencji na raty po wejściu głęboko w pole karne prawą stroną.

Argentyna nie umiała odpowiedzieć, rozbijając się przed polem karnym Europejczyków, a Messi przez kwadrans raz tylko dotknął piłki. Jednak mistrzowie świata pozostawali skupieni na dyscyplinie po swojej stronie boiska, oddając inicjatywę rywalom.
La Roja szukała miejsca na skonstruowanie kolejnego ataku, lecz udało się wycisnąć tylko rzuty rożne. Ani wrzutki, ani mała gra nie dawały przewagi i dopiero w 39. minucie piłka minęła Daniego Olmo, by wylądować na nodze Oyarzabala. Z 17 metrów rozgrzał bramkarza.
Optyczna przewaga Hiszpanów była niepodważalna, potwierdzona kolejną próbą Cucurelli (obok słupka), lecz największą stratą Albicelestes do przerwy okazała się kontuzja Lisandro Martineza w 44. minucie.
Impas utrzymany mimo rosnących dysproporcji
To pierwszy raz od 1966, gdy Argentyna na mundialu nie oddała choćby strzału do przerwy. A gdy oba zespoły wróciły do gry, w 40 sekund Hiszpanie stworzyli sobie kolejną okazję – Dibu zatrzymał Alexa Baenę. W 55. minucie La Roja była bliżej bramki, lecz Ruiz i Oyarzabal przekombinowali.
Choć udało się wywalczyć parę stałych fragmentów, Argentyńczycy coraz częściej musieli cofać się pod bramkę, ograniczeni do paru podań i długich wybić do przodu. Trudno było uwierzyć w tak bezradny obraz mistrzów świata, jednak tylko Hiszpania potrafiła zadawać ciosy. Po godzinie Martinez z problemami zatrzymał uderzenie Olmo z dystansu, a w 67. minucie Yamal poszedł za piłką i z linii końcowej dograł na głowę Ferrana. Uderzył tylko w ręce bramkarza.
Schodzący na ostatnią przerwę zespół Albiceleste wyglądał jak bokser, który z trudem wytrwał poprzednie rundy i liczył na zadanie decydującego ciosu w finałowym fragmencie. Czas jednak uciekał, a punktowała jedynie Hiszpania. W 77. minucie Cubarsi huknął z dystansu i Martinez znów był w opałach. W 81. minucie wyłapał lekkie uderzenie Laporte.
Udało się przetrwać 90 minut, a doliczony czas przyniósł spore emocje: najpierw pierwsza interwencja Unaia Simona (choć przy dośrodkowaniu, nie strzale), a natychmiast po niej kontra zwieńczona petardą Nico Williamsa, wybitą przez Martineza. Sekundy później drugą kartkę złapał Enzo Fernandez, osłabiając zespół przed dogrywką. La Roja próbowała uniknąć dodatkowych 30 minut, jednak Dibu wypchnął poza światło bramki groźny strzał Yamala z wolnego w 90+8. minucie.

Pierwsza bramka nieuznana, drugiej nie dało się zatrzymać
Hiszpanie kończyli 90 minut strzałem i zaczęli kolejnym – główka Nico Williamsa znów skończyła lot na rękawicy Martineza! W poszukiwaniu kolejnych okazji Mikel Merino wygrał walkę o pozycję z Otamendim, bramkarz zatrzymał piłkę, ale dobitka Nico wpadła do siatki. La Roja fetowała… przez moment, gwizdek arbitra zatrzymał radość, był faul w ataku.
Albicelestes przetrwali pierwszy kwadrans i to oni wyglądali na bardziej zmotywowanych, gdy licznik obronionych strzałów Hiszpanii doszedł do 11. Ale wtedy przyszła pierwsza akcja po zmianie stron - piłka przeszła długą drogą spod bramki Hiszpanii na prawą flankę, skąd Porro wrzucał przed bramkę. Nico zaskoczył rywali, bo przy słupku nie uderzł głową na bramkę, lecz zgrał do środka. Tam doskoczył Ferran i huknął nie do zatrzymania!

Barceloński "rekin" przypuścił jeszcze jeden atak na swoje ofiary moment później, wypuszczony zgraniem ze środka boiska. Wygrał walkę sam na sam, lecz ponownie radość tłumił arbiter - Ferran spalił. Argentynie zostały tylko pojedyncze minuty, by szukać odpowiedzi. Byli o włos w 120. minucie, gdy obrońca wybił Senesiemu piłkę sprzed nogi na wprost bramki, a po serii rzutów rożnych Simeone huknął w trybuny.

