Skrzydłowy z Rocafonda przyznaje, że żyje jak we śnie przed starciem Hiszpanii z Francją.
„To niesamowite, że dzięki piłce nożnej mogę być rozpoznawany w takich miejscach jak Chattanooga. Nigdy bym nie pomyślał, że przejdę przez amerykańskie miasteczko i ktoś mnie rozpozna. Bardzo doceniam to, skąd pochodzę”.
Yamal mówi, że nie jest zaskoczony, iż jego wypowiedź o tym, że „jeśli ktoś ma się bać, to oni”, została źle zrozumiana. „Nie, nie dziwi mnie to, znam was. Zapytano mnie, czy boję się Francji, odpowiedziałem, że nie. Jesteśmy mistrzami Europy. To tylko piłka nożna, jak powiedział Kounde. To po prostu piłka nożna, tyle".
Zawodnik Barcelony podkreśla, że przed półfinałem nie odczuwa nerwów.
„Jestem bardzo spokojny, zaraz spotkam się z bratem, żeby się ostrzyc. Mecz będzie niesamowity. To spotkanie, które każdy chce zobaczyć. Obie drużyny będą atakować i bronić. Na pewno będzie to bardzo wyrównany pojedynek. Ale nie, nie ma presji. Gram tak, jak potrafię. Gdy dajesz z siebie wszystko i ludzie to widzą, nie czujesz presji”.

Lamine mówi, że nie wierzy w numerologię, gdy pytają go o „19” – numer na koszulce, wiek i datę finału.
„Nie, bo trener Portugalii powiedział coś podobnego, a potem Mikel Merino strzelił gola. A naszyjnik... To nie prezent, bo sam za niego zapłaciłem (śmiech). Prezent ode mnie dla mnie”.
Jednocześnie doskonale zdaje sobie sprawę, jak ważny jest półfinał, stawiając go wyżej niż finał Euro czy jakikolwiek mecz Ligi Mistrzów rozegrany w barwach Barcelony.
„Numer jeden. To na pewno najważniejszy mecz, jaki zagram”.
Lamine Yamal nie ma wątpliwości co do szans Hiszpanii na mistrzostwo. „Oczywiście, że tak. To trudne, ale wszyscy widzimy się jako mistrzowie, jak w 2010 roku. Dlaczego nie?”

Z drugiej strony nie przejmuje się tym, że zdobył tylko jedną bramkę.
„Każdy turniej jest inny. To nie wina trenera, że nie strzeliłem pięciu goli. Tak po prostu układa się gra i nie martwię się tym. Kiedy byłem dzieckiem, oglądałem mundial, na którym Hiszpania odpadała. Teraz wygrywamy i to się liczy. Mam nadzieję, że (we wtorek) uda mi się strzelić gola”.
Zapytany o kontrowersje po artykule Rajoya odpowiedział: „(We wtorek) zagramy jeden z najbardziej intensywnych meczów. Ale jeśli piłka nożna do czegoś służy, to do łączenia ludzi. Zwłaszcza gdy przykładem są Hiszpania i Francja. Po to jest futbol, a nie do komentowania takich wypowiedzi”.
Opowiedział też o swoim bracie, który stał się viralem podczas mundialu. „On tego nie zauważa. Robi to, co zawsze w domu. Gdy kamera jest na niego skierowana, wygłupia się. Lubię go oglądać, kiedy go pokazują, to mnie bawi”.
Na koniec wbił szpilkę dziennikarzom. „Od Euro rośniemy jako drużyna. Nie czuję presji. Mówicie, że nie jestem w najwyższej formie, więc nie powinniście niczego ode mnie oczekiwać. Ale mam nadzieję, że to będzie świetny dzień".
