Protesty, które już od kilku dni poprzedzających otwarcie mundialu ogarniały ulice Ciudad de Mexico, podczas samego wydarzenia przybrały na sile. W trakcie meczu inauguracyjnego doszło do starć między przeciwnikami mundialu a siłami bezpieczeństwa.
Już od przyjazdu ekipy Flashscore do Meksyku w przeddzień otwarcia, dało się wyczuć bardzo napiętą atmosferę. Protesty prowadzone przez nauczycieli szybko zyskały poparcie innych organizacji i ruchów, co doprowadziło do jeszcze większej mobilizacji i zamieniło wiele miejsc metropolii w arenę demonstracji. Głównie pokojowych, jednak do starć z siłami bezpieczeństwa dochodziło regularnie.
Ta scena natychmiast przywołała wspomnienia z Brazylii podczas Mistrzostw Świata 2014. Hasło „nie będzie Mundialu”, które wtedy zdominowało turniej poza obiektywami kamer, powraca teraz na meksykańskiej ziemi. Towarzyszą mu starcia, barykady i akty przemocy na ulicach. W niektórych momentach sytuacja przypominała prawdziwe bitwy uliczne między protestującymi a policją.
Kontrast na początku najbardziej prestiżowej imprezy FIFA chyba nie mógł być większy. Z jednej strony imponujący koncert i show oglądane przez cały świat. Na trybunach bogaci szczęśliwcy, którzy musieli wydać fortunę na bilety. Tu warto wspomnieć, że w ostatniej fazie sprzedaży mecz otwarcia kosztował od 3 do 10 tys. dolarów (11-37 tys. zł), gdy średnia pensja ledwo przekracza tu 1000 dolarów.
Gdy tysiące kibiców śpiewały, świętowały i zamieniały Aztecę w barwne widowisko pełne emocji, poza stadionem kraj pokazywał swoje niezadowolenie, rozwarstwienie społeczne i konflikty.
W ten sposób początek mundialu w Meksyku zapisał się trzema wyraźnymi obrazami: porywającą zabawą na trybunach, chaosem organizacyjnym podczas wydarzenia oraz napięciem, które opanowało ulice stolicy.
