Późną nocą, a właściwie wczesnym rankiem w Seattle można było oglądać drugą w sezonie asystę Mateusza Bogusza, który jesienią bardzo poprawił swój dorobek w sezonie zasadniczym MLS. Do dwóch goli we wrześniu i dwóch kolejnych w październiku dołożył właśnie asystę – drugą w sezonie ligowym, a trzecią uwzględniając puchary.
Asysta Polaka okazała się tym ważniejsza, że padł po niej jedyny gol w meczu. Bogusz popisał się celną wrzutką z narożnika boiska, po której piłka skozłowała przed bramką idealnie na głowę Lucasa Haltera. To dla obrońcy pierwszy gol zdobyty poza rozgrywkami w rodzimej Brazylii.
Dynamo było w tym meczu skazywane na pożarcie mimo słabszej ostatnio dyspozycji Sounders, a mimo to wywozi cenne zwycięstwo. Nie ma w tym jednak kolejnych zasług Bogusza czy w ogóle ofensywy teksańskiego klubu, ponieważ przez cały mecz Dynamo oddało łącznie dwa strzały, z czego ten celny dał zwycięstwo.
Większość meczu to wyraźna przewaga Seattle, a momentami pełna dominacja, z oblężeniem bramki w końcowych minutach. Gospodarze byli jednak nieporadni, dlatego z 21 strzałów wycisnęli jedynie 1,94 xG, a bezsprzeczną zasługą Jonathana Bonda w bramce Houston było jego czyste konto i rola bohatera spotkania.
Bogusz poza kluczową asystą daleki był od błysku – miał raptem jeden kontakt z piłką w polu karnym rywali i żadnego strzału, do tego niską skuteczność podań (76%), a bardzo niską w zagraniach ofensywnych (dwa udane zagrania w tercję ataku, jedno progresywne). Do tego jeden udany drybling na cztery próby i co trzeci pojedynek wygrany (3/9).
Na plus (poza asystą) wybija się tylko odzyskanie piłki, czego dokonał aż ośmiokrotnie. Dlatego nota 6,7 Flashscore to nie przypadek, a wypadkowa występu, który miał jeden wielki moment i niewiele więcej. Co zresztą opisuje większość drużyny z Teksasu.

