Choć obaj są już doświadczonymi uczestnikami ATP Tour, Hubert Hurkacz (28. ATP) i Holger Rune (1202. ATP) nie grali ze sobą od 2022 roku. Duńczyk wrócił zresztą do gry po urazie dopiero miesiąc temu i jesienią próbuje możliwie dobrze odbudować się po urazie, korzystając z chronionego rankingu.
Sprawdź szczegóły meczu Hurkacz – Rune w Bazylei
Pewne prowadzenie Hurkacza na starcie
Zdecydowanie lepiej w spotkanie wszedł dobrze ostatnio dysponowany Wrocławianin, choć po pewnym pierwszym gemie prowadzenie 2:1 uzyskał dopiero na przewagi. Pozostawał jednak nie do ruszenia przy swoim podaniu, a w szóstym gemie wywalczył dwa break pointy, potwierdzając brak rytmu meczowego Rune.
Duńczyk błędem podwójnym oddał przełamanie i wyglądał wyraźnie słabiej. A jednak moment później osiągnął 40:0 przy podaniu Hurkacza i miał szansę błyskawicznego powrotu. Nic z tego, Hurkacz cierpliwie neutralizował zagrożenie i obronił się na 5:2.
Rune długo rozmawiał ze swoim boksem, rozkładając ręce, zanim zapisał trzeciego gema na koncie. Ręce rozkładał też po dziewiątym gemie, bo serwis Polaka nie pozwolił na nic. Po 33 minutach było po secie.
Słabszy moment przesądził o wyrównaniu
Pierwszy gem serwisowy drugiego seta poszedł 29-latkowi bardzo sprawnie, za to w drugim widać było, że Rune był na innym poziomie. Gotowy do ruchu w każdej chwili, szybki i nieustępliwy, wyraźnie wyczuł swój moment do ataku. Słusznie – wejściem w kort wywalczył 30:15, następnie taśma zatrzymała zagranie Hurkacza, a jadowity return Duńczyka oznaczał stratę podania.
Przez moment Polak wydawał się niemal otępiały – jak to się stało? Wygrywanie swojego podania do końca seta oznaczało ni mniej, ni więcej, jak tylko konieczność rozegrania trzeciego. Nie miał bowiem choćby break pointa przy podaniu zdecydowanie solidniejszego 23-latka, który zgarnął drugą partię w 29 minut.
Tie-break zapewnił sukces Duńczykowi
Krótki czas obu partii miał prostą przyczynę – nie oglądaliśmy wielkich wymian, punkty zwykle padały po dwóch-trzech zagraniach. Przy podaniu Polaka decydował właśnie serwis, choć do rekordu w liczbie asów wciąż było daleko. Rune wydawał się co najmniej o krok przed Hubertem, gdy już dochodziło do wymian.
Dopiero w szóstym gemie trzeciego seta Duńczyk wyraźnie nie mógł sobie wybaczyć błędu przy punkcie na 40:40, ale asem uciekł przed break pointem i zdołał się obronić. Widać było, że nieznacznie stracił równowagę – w kolejnym gemie oddał błędem punkt na 30:15 dla Hurkacza, jednak momentalnie zareagował i doskonale poprowadził gema do zwycięstwa, nawet po potężnym smeczu Polaka na 40:40.
Gdy był w gazie, Rune wydawał się kompletnie poza zasięgiem pod względem palety uderzeń, którymi mógł straszyć Polaka. Tak było, gdy Duńczyk obronił się widowiskowo na 5:5. Hurkacz odpowiedział jednak gemem na sucho i zapewnił sobie tie-break. Następnie (w końcu!) skutecznie przelobował Holgera, który jednak serwisem nie dał szans na przełamanie.
Sam za to zgarnął mini breaka, a gdy taśma pomogła mu zatrzymać atak Hurkacza, Polak aż rzucił rakietą w powietrze. Choć moment później Duńczyk popełnił podwójny błąd, to momentalnie odzyskał przewagę, a po wyrzuconym forhendzie (4-1 dla Rune) 29-latek znów cisnął rakietą.
Stres lepiej znosił Rune, który mimo uderzenia ramą wyszedł na 5-2 po zepsutym woleju Hurkacza. Dwa asy Polaka zmniejszyły dystans, za to zwiększyły presję na rywalu. Opłaciło się, Hubert odrobił stratę przełamania, zgasił pierwszą piłkę setową, po czym w końcu objął prowadzenie 7-6. Atak na zamknięcie meczu się nie powiódł, Rune znów miał przewagę. Gdy Polak ponownie ruszył do siatki, przeciwnik wyprowadził ostatni cios – minięcie, do którego Hurkacz nie doskoczył mimo bolesnego upadku.

