Jednym z istotnych tematów tego zgrupowania reprezentacji Polski okazała się postawa Roberta Lewandowskiego. Mowa nie o hat-tricku i innych atutach przeciwko Rumunii, lecz o tym, w jaki sposób otrzymał dwie żółte kartki, które wyeliminowały go z meczu przeciwko Bośni i Hercegowinie.
Zwłaszcza pierwsza – w Szwecji, gdzie wszedł na boisko dopiero w 88. minucie – była nieodpowiedzialna. Oddał strzał wyraźnie po gwizdku sędziego, pod koniec doliczonego czasu. I choć 38-latek jest kapitanem, to na ostatni mecz z reprezentacją nie pojechał, opuścił zgrupowanie już po piątkowej wygranej.
Zastępujący go w roli kapitana Piotr Zieliński zaznaczył po meczu z Rumunią, że brak Lewandowskiego to "wielka strata" dla zespołu. "Trzeba będzie to załatać w najlepszy możliwy sposób" – dodał drugi kapitan Polski. Ale załatać się nie udało, Polacy byli bardzo nieskuteczni przed bramką rywali, ostatecznie przegrywając 0:1 w Zenicy.
Jeszcze na gorąco po piątkowym zwycięstwie 6:0 pojawiło się wiele krytycznych komentarzy dziennikarzy, publicystów i kibiców, zarzucających Lewandowskiemu celowe "wykartkowanie", by uniknąć gry w Bośni. Miało mu to umożliwić szybszy powrót do USA. Wcześniejszy przylot potwierdził zresztą jego klub, który szybko zareagował wpisem "Widzimy się we wtorek, Lewy".
Gdy w poniedziałek Polacy wychodzili na boisko w Zenicy, po drugiej stronie Atlantyku trwała właśnie konferencja prasowa trenera Chicago Fire, Gregga Berhaltera. Jedno z pierwszych pytań dotyczyło dostępności 38-latka na szlagier MLS przeciwko Vancouver Whitecaps.
"Nie powiedziałbym, że istnieją jakieś ograniczenia minutowe. Chodzi raczej o sprawdzenie jego stanu – bo przyleciał dopiero wczoraj – i odpowiednie postępowanie w tej kwestii" – powiedział trener. Potwierdził tym samym wcześniejsze doniesienia, że Robert Lewandowski będzie do jego dyspozycji, a czas gry ma zależeć od bieżącej dyspozycji.
Mecz z Vancouver (2:30 polskiego czasu z wtorku na środę) to zaległe wydarzenie z lipca, gdy pożary na północy zmusiły organizatorów do przełożenia. Spotkanie jest aktywnie promowane przez MLS i samo Chicago Fire wizerunkiem Lewandowskiego, w czym nie ma przypadku. Po drugiej stronie boiska znajdzie się inny snajper z Bayernem w swoim CV, Thomas Mueller.

Bitwa dwóch snajperów bawarskiego klubu to motyw przewodni pojawiający się w komunikacji samej ligi MLS, ale też w informacjach rozsyłanych do mediów o wtorkowym meczu (np. przez agencję Field Level Media). Ponieważ do zapełnienia jest ponad 60 tys. miejsc na Soldier Field, zaangażowanie organizatorów nie może dziwić.
Dotąd sprzedaż biletów szła opornie - wtorkowy wieczór nie daje widoków na wypełnienie widowni przez klub, który na co dzień gromadzi ok. 25 tys. widzów. Nawet na platformach odsprzedażowych dostępne są niemal wszystkie sektory, a ceny są przystępne. Przybycie Lewandowskiego wydaje się w tym kontekście bezcenne.
