Michael Ameyaw spędził blisko dwie godziny w studio Tomasza Ćwiąkały. Ostatnim tematem poruszanym w wywiadzie był ten o stosunku kibiców do Łodzianina. Jako jeden z przykładów podał sytuację w Rakowie Częstochowa, z którego odszedł przed miesiącem.
"Wśród kiboli w Rakowie jest taki niechlubny zwyczaj, że czarnoskórych zawodników przed meczem się nie wyczytuje. Cały stadion poza nimi normalnie skanduje nazwiska" – powiedział piłkarz. To żadna tajemnica, kto bywa przy Limanowskiego, ten wie, że od lat tzw. "młyn" nie utożsamia się z zawodnikami o innym kolorze skóry.
Ich ignorowanie we własnej drużynie to z resztą mniejszy z problemów. Raptem dwa miesiące temu zapadły wyroki po napaści na nigeryjskich studentów chcących obejrzeć mecz przy Limanowskiego w 2022 roku. Nieświadomi kupna biletów na "niewłaściwą trybunę", padli ofiarą ataku.
Zdarzały się też incydenty z rasistowskimi okrzykami wobec piłkarzy, przede wszystkim z tzw. odgłosami małpy. Jedną z głośniejszych ostatnio ofiar takich zachowań padł Afimico Pululu w minionym sezonie, choć i sam Ameyaw – jeszcze jako zawodnik Piasta – tego doświadczył.
Piłkarz grający obecnie w Koronie Kielce w trakcie rozmowy wielokrotnie podkreślał, że dotyczy to garstki. Nawet we wspomnianym "młynie" nie jest to pogląd powszechny, a jego doświadczenia z ogromną większością kibiców są bardzo pozytywne.
I choć rasistowskie incydenty przy Limanowskiego nie są zjawiskiem nowym, to opisane przez zawodnika nieskandowanie nazwisk spowodowało w piątek ogromne poruszenie w mediach społecznościowych. Klip z wywiadu na samej platformie X doczekał się blisko 800 tys. wyświetleń w kilkanaście godzin, a Ameyaw poczuł się wywołany do tablicy.
"Chciałbym jeszcze raz podkreślić, że moja wypowiedź dotycząca rasizmu odnosiła się wyłącznie do niewielkiej grupy osób. Jak zaznaczyłem już w wywiadzie, z większością kibiców miałem naprawdę świetny kontakt, podobnie jak ze wszystkimi osobami pracującymi w klubie. Nie chciałbym, aby zaistniała sytuacja negatywnie wpłynęła na wizerunek zarządu Rakowa, właściciela klubu, ani pozostałych pracowników klubu, z którymi zawsze miałem bardzo dobre relacje i których wspominam z dużym szacunkiem" – napisał na platformie zawodnik. Zdecydowana większość odpowiadających przypomniała mu, że to nie on powinien się w tej sytuacji tłumaczyć.
