Raków Częstochowa - GKS Katowice (1:4)
Przy Limanowskiego atmosfera była daleka od optymizmu, gdy już w minutę Wdowiak wrzutką dał świetną okazję Wasielewskiemu. Jego główka poszła nad bramką, ale GieKSa utrzymywała bezwzględnie kontrolę nad grą przy wyjątkowo bladych gospodarzach.
W 18. minucie Trelowski musiał ratować Raków przy główce Szkuryna, a na uderzenie Rakowa czekaliśmy prawie 25 minut. Makuch za pierwszym razem chybił wyraźnie, zaraz po nim nad poprzeczką uderzył Bulat.
Kara przyszła po 33 minutach gry. Po wrzucie z autu Illa Szkuryn rozegrał szybko piłkę z Bartoszem Nowakiem, który prostopadłą piłką obsłużył Białorusina i zapewnił sobie asystę przy jego pewnym trafieniu.
Dotąd bezbarwny, Raków Częstochowa odpowiedział piorunująco w 37. minucie, gdy szybka wymiana piłek w ataku pozwoliła Napierajowi odegrać do Makucha na prawą. Ten palnął od poprzeczki, pokonując Kobylaka. Makuch był nienasycony, na początku 44. minuty przymierzył nisko z dystansu i Kobylak ratował GieKSę wielką paradą. Moment później Jean Carlos nieznacznie się pomylił – to był mocny finisz Rakowa.
Tuż na początku drugiej połowy doszło do kontrowersji. Po zagraniu w pole karne podpierający się ręką Jean Carlos Silva został trafiony piłką, a Damian Kos uznał, że gościom należy się jedenastka. Bartosz Nowak do asysty dołożył gola, lekką podcinką oszukując skaczącego w prawo Kacpra Trelowskiego.
Skrzydła Rakowa, które rosły w toku pierwszej połowy, zostały momentalnie podcięte. Kolejny cios przyszedł w 56. minucie, gdy Bulat stracił piłkę przed polem karnym, a Wędrychowski trącił ją do biegnącego Mateusza Kowalczyka. Zawodnik w masce poszedł do końca sam i zdołał załadować futbolówkę w dłuższy róg.
Z wygodnym buforem GieKSa mogła nieco się cofnąć, wymuszając na Rakowie budowę ataków. A że trener Górak zostawił więcej zmian na ostatnią fazę meczu, mógł lepiej zarządzać siłami w zespole. Udało się uspokoić grę, a w doliczonym czasie goście zadali jeszcze jeden cios: wrzutka Nowaka z rzutu wolnego trafiła idealnie na głowę Borjy Galana, a ten umieścił piłkę w bliższym okienku.

Wieczysta Kraków - Wisła Płock (3:0)
Pierwszy mecz po długim zgrupowaniu nie budził wielkich emocji, o czym świadczył niemal pusty stadion w Krakowie. Wieczysta zaczęła adekwatnie niemrawo, kontrolę w pierwszych 10 minutach wieńcząc jedynie rzutem wolnym po faulu Sekulskiego na Christensenie przed polem karnym.
Poszkodowany trafił w mur, a wkrótce to Nafciarze przejęli inicjatywę. Po poważnym błędzie i stracie Mikkela Maigaarda, Sekulski zdołał trącić piłkę w kierunku bramki, jednak Mateusz Kochalski z łatwością wyłapał piłkę. Atak pozycyjnie nie leżał obu zespołom, choć w 27. minucie główka Pestki przeszła nisko nad poprzeczką.
Na tym etapie gospodarze wydawali się mieć przewagę. O otwarciu wyniku przesądziła kontra trzech na dwóch, w której kluczowy Lucas Piazon nie tylko prowadził piłkę, ale też otrzymał podanie od De la Rosy, by lekkim uderzeniem po ziemi zaskoczyć Leszczyńskiego.
Największą stratą Wieczystej do przerwy była kontuzja Antonio Milicia, a drugim golem pachniało w kolejnej kontrze, już w doliczonym czasie. Wtedy spalony i wybicie Akere ratowały Płocczan. Na początku drugiej połowy też było groźnie: w 48. minucie VAR nie dopatrzył się karnego dla Wieczystej, a sekundy później Leszczyński imponująco bronił przy strzale Djermanovicia.
Wydawało się, że trzy zmiany Wisły mogą przynieść wyrównanie, gdy Said Hamulić w 62. minucie uderzał nad bramką. Jednak to zmiennik u gospodarzy miał większe znaczenie. Lisandro Semedo po raptem 10 minutach na boisku poszedł do przodu lewą stroną i efektownie załadował piłkę pod dalszy słupek na 2:0.
Szansę na dobicie przyjezdnych miał Kamil Dankowski w akcji z 74. minuty, jednak jego zbyt proste uderzenie wybił ciałem Leszczyński. Po drugiej stronie Marcin Kamiński zmusił Kochalskiego do świetnej interwencji po rożnym, choć i tak liniowy uniósł chorągiewkę. Jeszcze Semedo został zablokowany zanim gol głową Bartosza Białka został unieważniony po weryfikacji VAR. Ostatecznie jednak trzeci gol padł w doliczonym czasie. Semedo doskonale oszukał Leszczyńskiego przed polem karnym i miękkim łukiem posłał piłkę do pustej bramki.

