Trudno nie kręcić głową z niedowierzaniem, gdy ktoś tak długo walczy o powrót do zdrowia, a po pierwszym oficjalnym występie z powrotem w Ekstraklasie łapie kolejną bardzo poważną kontuzję. Jak ustalił Piotr Rzepecki (Meczyki.pl), Filip Marchwiński ponownie zerwał więzadło krzyżowe i straci długie miesiące.
Wydawało się, że wypożyczenie na rok z Lecce do Cracovii będzie dla niego szansą na restart zastygłej kariery, na odbudowę formy i pozycji na piłkarskim rynku. Tymczasem zaczyna się jeszcze gorzej niż wyprowadzka do Serie A. Tam zdążył przynajmniej zaliczyć ponad 90 minut w Pucharze Włoch, nawet jeśli w lidze zostało 14 minut z debiutu.
W Cracovii Marchwiński zagrał ponad kwadrans w meczu jubileuszu 120-lecia, a później 24 minuty w Poznaniu przeciwko swojemu byłemu klubowi. Tyle, na razie.
Dla zdrowego piłkarza pikująca od dwóch lat wartość rynkowa (z 6 mln euro do 1,3 mln euro dziś) przy braku regularnej gry byłaby sporym problemem. Jednak dla 24-latka to najmniejsze ze zmartwień. Miał zacząć przypominać o sobie na boisku, a teraz czeka go kolejny mozolny powrót do zdrowia, zanim powącha murawy.

