Dumni, choć niespełnieni po mundialu Anglicy zamierzali na Wembley zagrozić rekordowej serii 38 meczów bez porażki, jaką zbudowała już Hiszpania. I choć to tylko Liga Narodów, starcie dwóch kadr ze ścisłej światowej czołówki budziło zainteresowanie na całym świecie.
Sprawdź szczegóły meczu Anglia – Hiszpania

Prowadzenie i pół godziny kontroli
O okazji do rewanżu za finał Euro 2024 nie trzeba nawet wspominać, ale zanim Synowie Albionu zdążyli pomyśleć o odwecie, musieli podnieść się po błyskawicznym ciosie zadanym przez Lamine’a Yamala. Marc Guehi już w 2. minucie wyjątkowo nonszalancko obrócił się z piłką i oddał ją młodemu Hiszpanowi, który ruszył na bramkę i otworzył wynik uderzeniem o słupek.
Odkąd zburzono stare Wembley, Anglia nigdy tak szybko nie straciła gola. Dłuższy moment minął, zanim gospodarze pozbierali się po bramce i choć wyrównali posiadanie, to za nic w świecie nie mogli dojść do strzału, rozbijając się na granicy pola karnego.
Przez kwadrans Anglia nie zbudowała nic, tymczasem w 16. minucie Ferran powinien był podwoić prowadzenie – urwał się bez spalonego, ale Trafford zatrzymał jego strzał. Kolejne 10 minut upłynęło bez zmian i zakończyło się również pod znakiem deja vu: Ferran Torres znów zmarnował setkę, tym razem uderzając obok słupka.
Anglia uderzyła i poprawiła zanim rywal się podniósł
Dopiero przed półgodziną dwie niecelne próby Andersona i Saki pokazały, że pod bramką Unaia Simona też może się dziać. Przewagę utrzymywała jednak La Roja i Lamine powinien do gola dołożyć asystę w 34. minucie, gdy Dani Olmo piłkę posłał tuż przy słupku.
Zadziałało porzekadło o niewykorzystanych sytuacjach: prostopadłe podanie Bellinghama wypuściło Anthony’ego Gordona, który doskonale domierzył i wsunął piłkę po ziemi przy słupku. Momentalnie rozsypały się szyki obronne Hiszpanii i w 39. minucie Harry Kane był może pół metra od celu. Doczekał się moment później, bowiem Nico O’Reilly wrzucił piłkę, a niska główka napastnika Bayernu poszła do bramki po udzie Cucurelli, który zmylił Simona!
Zmarnowany karny otworzył drogę Hiszpanii
Nic nie wskazywało, że Anglia odwróci wynik dwiema celnymi próbami. Hiszpanie szukali remisu do szatni, jednak Fabian Ruiz zza zasłony minął bramkę, a wrzutka Cucurelli obiła tylko obramowanie. Sytuacja Hiszpanii mogła stać się dramatyczna na początku drugiej części, gdy Anglicy otrzymali rzut karny po starciu Rodriego i Bellinghama. Tyle że Kane pomylił się przy strzale i ustrzelił poprzeczkę.
Luis de la Fuente postawił na Alexa Baenę jeszcze przed upływem godziny i słusznie. Powinien mieć asystę w 59. minucie, gdyby Yamal lepiej kończył swoją sytuację przed bramką. Być może nauczony tym doświadczeniem, Baena moment później już nikogo nie szukał, a sam przymierzył ze sporej odległości i zapewnił wyrównanie.
Wraz z Baeną na boisko wszedł Mikel Oyarzabal i kolega z Atletico obsłużył go perfekcyjnie w 74. minucie, posyłając piłkę do wchodzącego środkiem Baska. Quansah uratował go przed spalonym i snajperowi pozostało podciąć lekko nad wychodzącym Traffordem, przywracając prowadzenie.
Ostatni kwadrans zdecydowanie należał do Anglii pod względem inicjatywy, jednak Hiszpanie bronili się skutecznie. Chwilami wręcz desperacko, a jednak uratowali się do końca. Ostatni już w 95. minucie testował Unaia Simona Jude Bellingham i po obronie faworyci mogli odetchnąć - dotrwali!

