Środowa konfrontacja w Hali Legionów była meczem na szczycie grupy F Ligi Mistrzów. Oba zespoły w pierwszych dwóch kolejkach zdobyły komplet punktów po zwycięstwach nad HC Kriens-Luzern i Kolstad Handball. Faworytami byli jednak mistrzowie Niemiec, zwłaszcza w obliczu kłopotów kadrowych kielczan. Co prawda po wyleczeniu kontuzji wrócił do składu Michał Olejniczak, ale wykluczeni z gry są Milorad Bakić, Arkadiusz Moryto, Szymon Sićko i Luka Klarica.
Mecz rozpoczął się od świetnej interwencji Dejana Milosavljeva. Serbski bramkarz Industrii w popisowy sposób zatrzymał Gisli Kristjanssona. W trzeciej minucie gospodarze po celnym rzucie Benoita Kounkouda prowadzili 2:1. Kolejny fragment spotkania to jednak popis mistrzów Niemiec, którzy zdobyli cztery bramki z rzędu i po trafieniu Daniela Petterssona wygrywali już 5:2. Podopieczni trenera Krzysztofa Lijewskiego mieli kłopoty z pokonaniem dobrze broniącego Mateja Mandicia.
Z czasem gospodarze zaczęli grać dokładniej w ataku i dosyć szybko odrobili straty. W 11. min chorwackiego bramkarza gości sprytnym rzutem oszukał Aleks Vlah i był już remis 6:6. Duży wkład miał w to Milosavljev, który zanotował kilka udanych interwencji. Później jednak nastąpił kolejny zwrot akcji. Kielczanie dwa razy powędrowali na ławkę kar (Theo Monar i Dylan Nahi) i rywale bezlitośnie to wykorzystali. Już trzy minuty później po trafieniu Magnusa Saugstrupa goście ponownie odskoczyli na trzy bramki (9:6).
Niemal nie do zatrzymania był Kristjansson. Islandzki rozgrywający gości w 20. min trafił już po raz piąty i jego drużyna powiększyła prowadzenie (14:10). Kielczanie nie zamierzali jednak być tylko statystami i zaczęli ponownie odrabiać straty. Najpierw Olejniczak zdobył kontaktową bramkę (15:16), a na dwie minuty przed przerwą Vlah doprowadził do remisu. Po 30 minutach to jednak podopieczni trenera Benneta Wiegerta prowadzili 19:17. W kieleckiej drużynie z dobrej strony, oprócz Milosavljeva, pokazali się Vlah, Julien Bos i Kounkoud.
Druga część gry początkowo była wyrównana, ale z czasem inicjatywę zaczęli przejmować goście. Kielczanie mieli problemy w ataku, na dodatek dobrze bronił Dominik Kuzmanović, który zastąpił Mandicia. Kiedy z karnego Milosavljeva pokonał Omar Magnusson, ekipa z Magdeburga znów miała trzy trafienia przewagi (23:20 – 38. min). Pięć minut później po raz ósmy serbskiego bramkarza Industrii pokonał Magnusson (26:22) i Krzysztof Lijewski poprosił o czas.
Rywale nie zwalniali tempa i kontrolowali sytuację na parkiecie, powiększając przewagę. Ta urosła w 48. min do sześciu trafień (29:23) po rzucie Kristjanssona. Goście poczuli się jednak zbyt pewnie i zostali skarceni. Polska drużyna zdobyła cztery bramki z rzędu i po kontrataku wykończonym przez Faruka Yusufa zniwelowała straty do dwóch bramek (27:29 – 51. min).
Mimo ambitnej postawy gospodarzom nie udało się odwrócić losów pojedynku. Drużyna z Magdeburga na trzy minuty przed końcem po rzucie Felixa Claara odskoczyła na cztery bramki (33:29) i odniosła trzecie zwycięstwo. Kielczanie pierwszy raz w tej edycji Ligi Mistrzów schodzili z parkietu pokonani.
