Puchacz dodał, że stresujący był dla niego dzień przyjazdu, ale to uczucie szybko minęło.
"Ekipę znałem, wdrożyłem się szybko. Dawno mnie tu nie było. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to duża jakość naszych piłkarzy na treningach. Na co dzień takich „kotów” nie jest mi dane oglądać. Trochę szybsze granie, trochę większe umiejętności. Musimy to jutro pokazać" - podkreślił.
27-letni Puchacz po raz ostatni wystąpił w drużynie narodowej w listopadzie 2024 roku w przegranym 1:2 meczu ze Szkocją w Lidze Narodów.
Czy obudziła się w nim sportowa złość, gdy w piątek pierwsze spotkanie 5. edycji tych rozgrywek, z Bośnią i Hercegowiną w Warszawie (0:0), obejrzał z ławki rezerwowych? Na jego pozycji, czyli na lewej obronie, mecz rozpoczął Jakub Kiwior, którego po przerwie zmienił Przemysław Frankowski.
"U każdego sportowca z ambicjami taka emocja mogła się pojawić, ale jestem już doświadczonym zawodnikiem. Wiem, że „Franek” to jest dobry piłkarz i dał dobrą zmianę (...). Skupiłem się na tym, żeby dobrze zaprezentować się na treningu wyrównawczym, bo na to mam wpływ" - odpowiedział, zapewniając, że nie kieruje się negatywnymi emocjami.
Polska ekipa w poniedziałek zmierzy się ze Szwecją w drugim spotkaniu grupy 4 dywizji B Ligi Narodów. Później biało-czerwonych czekają jeszcze potyczki z Rumunią w piątek na PGE Narodowym oraz rewanż z Bośniakami 5 października w Zenicy.
