72-letni Tajner potwierdził, że w przypadku ubiegania się o reelekcję przez ustępującego prezesa Adama Małysza też by kandydował na to stanowisko.
"Adam oficjalnie ogłosił, że nie będzie startował na kolejną kadencję. To była niezależna decyzja. Do czwartku (godzina 23.59 - PAP) można było składać kandydatury i jako jedyny będę podchodził do wyborów na prezesa" - wyjaśnił.
Wymienił duże poparcie, jakie otrzymał ze strony działaczy kilku okręgów: śląsko-beskidzkiego, tatrzańskiego, podlaskiego, lubelskiego, podkarpackiego i dolnośląskiego.
"Nie trudno było odmówić, bo muszę powiedzieć, że nigdy nie zakładałem, że mogę wrócić do związku. A z drugiej strony czuję się w lepszej dyspozycji psychofizycznej niż cztery lata temu" - przyznał, nawiązując do "małego chaosu organizacyjnego w życiu”.
Teraz zdaniem posła na Sejm X kadencji (KO) wszystko się uporządkowało i nabrał znowu chęci do pracy. Potwierdził, że ostatnio odmawiał mediom udzielania wypowiedzi, aby to nie miało żadnego wpływu na proces przedwyborczy.
"Wiem z jakimi ludźmi będę pracował, także jestem pełen dobrej myśli. To będzie dynamiczny zespół i spokojnie sobie z tym wszystkim damy radę. To co trzeba będzie poprawić, to poprawimy. To co trzeba będzie zmienić, to zmienimy" - podkreślił.
Tajner był szkoleniowcem reprezentacji Polski w skokach narciarskich (1999–2004), prowadząc Małysza do najważniejszych trofeów, w tym medali olimpijskich. Później był prezesem PZN (2006-2022). Przed czerwcowymi wyborami nie chciał podzielić się tematami zmian, na których szczególnie mu zależy. Podkreślił, że funkcję prezesa będzie sprawował społecznie i dokończy mandat posła zawodowego.
Przekazał PAP, że nie przewiduje kolejnej kadencji w parlamencie. Z drugiej strony życie go nauczyło, że nigdy nie wiadomo co się wydarzy, bo pojawiają się nowe okoliczności, nowe sytuacje.
"Jeszcze na początku tego roku nie zakładałem, że wrócę do PZN-u. Dopiero przed igrzyskami w Mediolanie zaczęły do mnie zgłaszać się osoby, zachęcając do tego, abym kandydował" - wyjaśnił.
Jego zdaniem wcześniejsze długie kierowanie związkiem będzie teraz atutem, gdyż "ludzie nie będą czuli jakiegoś ryzyka”.
Tajner zapytany, jak po wyborach wolałby, aby się do niego zwracać: "panie pośle, panie trenerze czy panie prezesie” przyznał, że ludziom nieraz miesza się w głowach, ale wybiera ostatnią opcję.
