Dotąd spotkały się tylko podczas Igrzysk Olimpijskich 2024 i choć Diane Parry (66. WTA) chętnie zrewanżowałaby się Idze Świątek (5. WTA), to Polka była zdecydowaną faworytką w Cincinnati. Przystępowała do meczu 1/8 finału jako obrończyni trofeum, z pierwszą w tym sezonie serią ośmiu zwycięstw.
Sprawdź szczegóły meczu Świątek – Parry w Cincinnati
Potknięcie na starcie i świetna reakcja
Początek rywalizacji nie potwierdził oczekiwań: szarpana i nerwowa gra Polki w połączeniu z silnymi podmuchami wiatru pozwoliły Parry punktować. Mocny return pomógł jej przełamać na starcie, jednak polscy kibice mogli odetchnąć: reakcja na kłopoty ponownie była jak w najlepszych momentach tenisistki z Raszyna.
Świetnie zbudowała dwa punkty na wagę break pointa, a błąd podwójny wyrównał rachunki. Po trzech gemach mecz został „wyprowadzony” przez Polkę na oczekiwane tory. Popłacała szczególnie gra do bekhendu rywalki, która przy siatce nie przechytrzyła Igi: doskoczyła do krótkiej piłki i szybkim minięciem znów uzyskała szansę na przełamanie.
Za drugim razem długim i mocnym forhendem uzyskała przewagę, a następnie popisowo zgarnęła gema na sucho, uciekając na 4:1. Reakcją 23-latki było wyraźne wzmocnienie serwisu, co ułatwiło jej utrzymanie podania do końca meczu. Szukała jeszcze kontry w dziewiątym gemie, zdobywając dwa break pointy. W tym momencie serwis nie zawiódł Polki i doprowadził do wygranej 6:3 po 45 minutach.
Tak grająca Świątek wykorzystuje momenty słabości
Parry mogła czerpać nadzieję z coraz lepszych gemów serwisowych, gdy pewnie obroniła się na 1:0. W trzecim gemie Nicejka wpędziła się jednak sama w kłopoty. Zaczęła od błędu podwójnego, następnie fatalnie zepsuła wolej, a po kolejnym aucie było 0:40. Dwukrotnie zapunktowała, by ostatecznie stracić gema przy akompaniamencie głośnego „jazda!” z drugiej strony kortu.
Nie tylko obroniła się do zera, ale dodatkowo jadowitym krosowym forhendem upaliła linię w piątym gemie. Francuzka czuła presję, podwójnym błędem wpuściła Polkę do gema, a przegraną wymianą chwilę później dała okazję na kolejne przełamanie. Trzeba oddać Diane, że to był bardzo dobry gem w jej wykonaniu, przy skrajnie wąskim marginesie błędu.
Tyle że lepszy po stronie Polki, która nawet atakującą zza siatki rywalkę przełamała. Następnie bez nerwów przeszła przez gema do zera i choć ułatwiła obronę podania Francuzce, to mecz miała w swoich rękach. Nawet oddając dwa punkty szybko wypracowała piłkę meczową kierunkiem serwisu.
Tym bardziej nieoczekiwany był pierwszy w meczu błąd podwójny, po którym świetny return Parry otworzył drogę do przełamania. Nie było jednak mowy o powrocie, Polka docisnęła 23-latkę i wyniszczającą grą do jej bekhendu zgarnęła kolejne dwie piłki meczowe. Finał spotkania był bardzo zacięty i zasługiwał na oklaski, a wymiany wydawały się nie mieć końca. Ostatecznie przyszedł po równo 90 minutach, gy Polka złamała rywalkę i świętowała wygraną 6:3, 6:3.

