Pochodząca z Dąbrowy Górniczej Chwalińska dopiero po raz trzeci występuje w zasadniczej części wielkoszlemowego turnieju. W 2022 roku była w 2. rundzie Wimbledonu, a w 2025 przegrała pierwszy mecz w Australian Open.
Chwalińska, która w rankingu zajmuje 114. miejsce, jest już pewna, że po French Open pierwszy raz znajdzie się w najlepszej setce listy WTA. Wirtualnie plasuje się teraz na 49. pozycji.
"Moim celem na ten sezon był awans do czołowej setki i bardzo się cieszę, że już to osiągnęłam. Ale w tenisie człowiek zawsze jest głodny sukcesu. Wyznaczasz sobie jeden cel, a kiedy go osiągasz, chcesz więcej. Jestem bardzo wdzięczna za tę chwilę, ale zdecydowanie chcę więcej" - podkreśliła.
Chwalińska przyznała też, że nie myślała o żadnej konkretnej nagrodzie dla siebie za dobre wyniki w Paryżu. Już wcześniej jednak zaplanowała urlop po French Open i dopiero wtedy zamierza skupić się na świętowaniu i docenieniu, co osiągnęła. Jej wyczyn nie jest być może jeszcze najbardziej medialnym, bo z drabinką żegnały się już wielkie nazwiska i to one generują wielkie zainteresowanie mediów. Ale fakt, że w każdym meczu rywalka jest faworytką, która musi uczyć się gry Chwwalińskiej, działa na korzyść Polki.
"Dla mnie nie ma znaczenia, z kim gram, ponieważ i tak jestem niżej notowana w rankingu. To, co się wydarzyło, nic nie zmienia. To one są faworytkami do wygranej, nikt mnie tak naprawdę nie zna" - zwróciła uwagę.
Na tle poprzednich rywalek ta poniedziałkowa wydawała się łatwiejszą przeszkodą. Diane Parry (92. WTA) nigdy jeszcze nie doszła do czwartej rundy, choć była znacznie bardziej ograna w imprezach tej rangi. Francuzka mogła też liczyć na doping publiczności, choć sama przyznała, że nie umiała poderwać widzów.
"To piękny kort. Podczas rozgrzewki zrobiłam sobie zdjęcie przy tablicy pamiątkowej Rafy (Nadala - PAP). Byłam bardzo podekscytowana. Przystępując do meczu, wiedziałam, że będzie bardzo ciężko, również ze względu na francuską publiczność, ale uważam, że kibice byli bardzo kulturalni. Wspierali Diane, ale mnie również, za co jestem bardzo wdzięczna. Zdecydowanie jestem bardzo szczęśliwa z tego doświadczenia" - powiedziała.
Faworytkę gospodarzy pokonała dość pewnie 6:3, 6:2 w godzinę i 33 minuty. To był już jej siódmy mecz w Paryżu, bo musiała się przebijać przez kwalifikacje.
"To zdecydowanie dla mnie wielka niespodzianka i na pewno się tego nie spodziewałam, że tak daleko dotrę. Jestem niezmiernie szczęśliwa. Dzisiaj czułam się całkiem dobrze. Znacznie gorzej czułam się podczas meczu z Marią (Sakkari - PAP). Myślę, że pogoda też pomaga. Jestem bardzo wdzięczna, że nie jest tak gorąco, jak wcześniej" - powiedziała Chwalińska, która w kwestii przygotowania fizycznego współpracuje z Maciejem Ryszczukiem, trenerem Igi Świątek.
Jej rywalką w środowym ćwierćfinale będzie Anna Kalinska. Rozstawiona z numerem 22. Rosjanka pokonała w poniedziałek reprezentującą Austrię Anastasię Potapovą (28. WTA) 6:4, 2:6, 7:6(7).
