Andriejewa przed rozpoczęciem French Open była wymieniana w szerokim gronie głównych kandydatek do tytułu, ale nikt nie spodziewał się, że przejdzie przez turniej tracąc tylko seta i zdeklasuje wszystkie rywalki. 19-letnia Rosjanka w przeszłości miała już spore problemy z udźwignięciem roli faworytki. Na tym turnieju jednak pokazała zupełnie inne nastawienie, które przyniosło jej wymarzony triumf wielkoszlemowy.
Jeszcze niedawno można było u niej zobaczyć niemal dziecięce zachowania - wybuchy gniewu, ciskanie rakietą. Ale w Paryżu Andriejewa prezentowała się bardzo spokojnie. Po wygranej tradycyjnie już dziękowała sobie (acz dopiero po wszystkich innych), przy okazji zdradzając nieco zmianę podejścia.
"Chcę podziękować także sobie, że wierzyłam w siebie… Walczę z tyloma demonami w sobie. Moja psycholożka powiedziała mi, że zawsze mogę wybrać, jak będę się zachowywać na korcie. Więc dokonałam wyboru. Chciałam naśladować sposób, w jaki na korcie zachowuje się Roger Federer, choćby trochę. Może to mi trochę pomogło. Starałam się wyglądać dobrze i nie być sfrustrowana ani smutna z powodu swojej gry" - przyznała po zwycięstwie.
Kluczowe momenty
Andriejewa – Bassols 3:6, 6:1, 6:1
Po łatwym zwycięstwie na otwarcie z reprezentantką gospodarzy Fioną Ferro, byłą członkinią Top 40, już w drugiej rundzie była bliska odpadnięcia. Nieprzewidywalna hiszpańska wojowniczka Marina Bassols dość łatwo wygrała pierwszego seta. Odpowiedzią było jednak pięć gemów z rzędu, które całkowicie odwróciły losy meczu.
Kostiuk była faworytką tego meczu, bo w sezonie na kortach ziemnych nie przegrała ani jednego spotkania, wygrała dwa turnieje, w tym tysięcznik w Madrycie. Zbudowała budzącą postrach serię 17 zwycięstw z rzędu. Andriejewa jednak aż trzykrotnie przełamała ją w pierwszym secie. A gdy Kostiuk na początku drugiej partii próbowała wrócić do gry, Mirra zdecydowanie obroniła break pointa i zaraz potem ponownie wypracowała przewagę.
Andriejewa – Chwalińska 6:3, 6:2
Ostatni krok bywa najtrudniejszy. I rzeczywiście, na początku finału zapowiadało się na emocje. Obie finalistki dwukrotnie przełamały serwis rywalki. Od stanu 3:2 dla Chwalińskiej jednak wszystko potoczyło się już jednostronnie. Dziewięć gemów z rzędu oznaczało całkowity zwrot i tylko oczekiwanie na piłkę meczową. Ta, po drobnym potknięciu, przyszła i po 83 minutach było po wszystkim.
Ważne liczby
9 - Czy French Open to turniej dla bardziej doświadczonych zawodniczek, które potrafią radzić sobie z nieprzewidywalną mączką? Może tak było przez długi czas w XXI wieku. Faktem jest jednak, że w erze open Roland Garros ma już dziewiątą tenisistkę, która zdobyła paryski tytuł przed swoimi 20. urodzinami. Przed Andriejewą były to Evone Goolagong (1971), Chris Evert (1974), Hana Mandlíková (1981), Steffi Graf (1987), Arantxa Sanchez (1989), Monica Seles (1990), Iva Majoli (1997) oraz Iga Świątek (2020). Seles dokonała tego nawet trzykrotnie…
9:43 - Droga po trofeum była dla Mirry Andriejewej naprawdę szybka. Na korcie spędziła niespełna 10 godzin i wystarczyło jej rozegrać piętnaście setów. Najkrótszy mecz rozegrała z Soraną Cirsteą, rumuńską weteranką, którą pokonała w 57 minut. Dla porównania, Maja Chwalińska rozegrała sporo ponad 17 godzin.
701 - Taki był łączny ranking wszystkich siedmiu rywalek tegorocznej królowej Paryża. Mirra Andriejewa nie musiała mierzyć się z żadną zawodniczką z Top 10. Los przydzielił jej za to dwie kwalifikantki, jedną tenisistkę z drugiej setki grającą z dziką kartą oraz rywalkę, która skorzystała z zamrożonego rankingu. Na uznanie zasługuje jednak fakt, że w trzech meczach z rozstawionymi nie straciła nawet seta.
Na drodze Andriejewej do trofeum bez wątpienia pomogły także szybkie odpadnięcia wyżej notowanych zawodniczek i największych faworytek. W ćwierćfinale nie trafiła na wiceliderkę rankingu i mistrzynię Australian Open Jelenę Rybakinę, a w kolejnej rundzie uniknęła czterokrotnej triumfatorki tego turnieju Igi Świątek. Ale historia nie będzie o to pytać. Po prostu była gotowa, gdy przyszedł jej czas.
Podczas dekoracji zaprosiła na podium swoją trenerkę Conchitę Martinez, która przyznała, że prowadzenie młodej, utalentowanej mistrzyni wcale nie jest łatwe: "Poza kortem to dobra dziewczyna, ale nie będę kłamać. Czasem nie jest łatwo z nią pracować na treningach. Jednak cieszę się, że to zwycięstwo dodało jej pewności siebie. W każdym razie wciąż jest wiele do poprawy. Musimy pozostać pokorne i dalej pracować. Nic nie będzie łatwe" - powiedziała trenerka, która jako zawodniczka dotarła tu do finału bez zwycięstwa.
Młoda mistrzyni zasugerowała, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. "Takie uczucia są wyjątkowe i trochę uzależniające. Właściwie już teraz myślę o tym, jak przygotuję się do sezonu na trawie. Chciałabym przeżyć to jeszcze raz" - tak zapowiedziała Andriejewa atak na tytuł w Wimbledonie.
