Tunezyjczycy ulegli kilka dni wcześniej Szwecji 1:5 i pracę stracił Sabri Lamouchi. Drużynę przejął Herve Renard, ale nie zdołał zmienić jej oblicza.
"Nie wiedzieliśmy do końca, co rywale będą robić, ale nie skupialiśmy się na nich. Raczej dobrze przygotowaliśmy się na to, jak chcieliśmy zagrać, i byliśmy agresywni" - powiedział Moriyasu.
"Podczas przygotowań cały sztab jasno przedstawił, co musimy zrobić. Dzięki temu piłkarze mogli zaprezentować pełnię swojego potencjału. Cieszę się, że przyjechało tu wielu japońskich kibiców, śpiewali z nami głośno hymn. Ich wsparcie było dla nas wielką motywacją" - dodał selekcjoner Japonii.
Bohater Japonii Ayase Ueda, pierwszy w historii zdobywca dwóch goli dla tego kraju w jednym meczu MŚ, był zadowolony, że mógł pomóc drużynie.

"Byłem rozczarowany poprzednim turniejem, a teraz czuję, że wreszcie mogliśmy się zrehabilitować. W pierwszym meczu, który był trudny, udało nam się wywalczyć punkt, ale dziś potrzebowaliśmy trzech. Bardzo się cieszę, że się do tego przyczyniłem" - powiedział 27-letni napastnik Feyenoordu Rotterdam.
Niepocieszony Renard zapewnił, że choć jego podopieczni o nic już nie walczą, nie złożą broni w ostatniej kolejce przeciwko Holandii.
"Mamy do rozegrania jeszcze trzeci mecz. Jesteśmy w mistrzostwach świata i musimy zachować koncentrację. Trzeba być profesjonalnym do samego końca" - podkreślił.
Japonia i Holandia mają po cztery punkty, Szwecja - trzy, a Tunezja - zero. Ze względu na porażkę w bezpośrednim spotkaniu ze Szwecją (1:5) podopieczni Renarda nie mają już szans, by opuścić ostatnie miejsce w tabeli grupy F.
