Śląsk dobrze wszedł w mecz, bo zaczął od 6:0, a w połowie kwarty prowadził 13:8. Świetnie w ekipie z Wrocławia spisywał się Isaiah Moore, który w tym momencie miał już osiem punktów na koncie. Kiedy za dwa trafił Kyrel Luc zrobiło się nawet 19:8, ale od tego momentu zaczęły się problemy ekipy trenera Danny'ego Franco. Przez pozostałe trzy minuty Śląsk zdołał zdobyć tylko dwa punkty i przewaga zmalała do zaledwie jednego "oczka".
W drugiej kwarcie gospodarze szybko zdobyli siedem punktów i wyszli na prowadzenie 27:21. Od tego momentu mecz się wyrównał, Śląsk potrafił odpowiadać skutecznymi atakami, ale cały czas minimalną przewagę mieli Niemcy. W ostatniej akcji kwarty z dystansu przymierzył Cobe Williams i w połowie spotkania było 46:40.
W trzeciej odsłonie długo trwała wyrównana walka i cały czas gospodarze utrzymywali kilkupunktową przewagę, ale w samej końcówce odskoczyli na 69:58. Śląsk zdołał zmniejszyć straty, ale tylko o punkt i w czwartej kwarcie miał do odrobienia dziesięć (60:70).
Ostatnia odsłona zaczęła się od ponadtrzyminutowego festiwalu nieskuteczności w wykonaniu obu zespołów. Pierwsi przełamali się gospodarze, od razu rzutem z dystansu, i prowadzili już 73:60. Po blisko sześciu minutach gry Śląsk miał w tej odsłonie spotkania trzy punkty na koncie, wszystkie z rzutów osobistych i przegrywał już 63:77. Wrocławianie próbowali jeszcze gonić, ale z gry trafili, dopiero jak do końca meczu pozostawało 100 sekund. Gospodarze prowadzili wówczas 88:66.
Śląsk w czwartej kwarcie zdobył zaledwie siedem punktów i cały mecz przegrał różnicą niemal 30. W następnej kolejce Wrocławianie zmierzą się we własnej hali z tureckim Tofas Bursa (28 października, godz. 18.30).
