Bayern zakończył poprzedni sezon krajowym dubletem, wygrywając DFB-Pokal ze Stuttgartem w finale rozgrywek, więc jego kibice po długiej letniej przerwie oczekiwali kolejnego zwycięstwa.
Początek nie napawał jednak optymizmem – Tiago Tomas trafił w poprzeczkę z kilku metrów po zgraniu głową przez Grischę Promela, ale gospodarze szybko złapali rytm i objęli prowadzenie po nieco ponad 20 minutach gry.
Dośrodkowanie Joshuy Kimmicha na krótki słupek było bardzo groźne, a Dayot Upamecano wyskoczył wyżej od Joshy Vagnomana i skierował piłkę głową do dalszego dolnego rogu bramki.

Luis Diaz nie zdołał później pokonać Fabiana Bredlowa w sytuacji sam na sam, a Michael Olise minimalnie chybił z dystansu. Stuttgart, w przeciwieństwie do wielu rywali, nie zamierzał się cofać i chciał grać z Bayernem jak równy z równym. Jednak regularnie nadziewał się na kontry, m.in. gdy Bredlow obronił mocny strzał Nathaniela Browna.
Do przerwy nie wydarzyło się już nic istotnego, a wszystko zmieniło się tuż po wznowieniu gry, gdy goście doprowadzili do wyrównania. Początkowo wszystko układało się po myśli Stuttgartu, bo Josha Vagnoman huknął z linii pola karnego po tym, jak Manuel Neuer świetnie obronił główkę Tomasa na dalszym słupku.
Bayern jednak szybko odpowiedział dwoma błyskawicznymi trafieniami. Najpierw Olise ponownie wyprowadził gospodarzy na prowadzenie, trafiając do siatki po podaniu Kimmicha. Chwilę później Vagnoman zniweczył swoje wcześniejsze trafienie, poślizgując się na mokrej murawie i przypadkowo pakując do własnej bramki dośrodkowanie Alphonso Daviesa.
Wtedy Vincent Kompany zdecydował się wprowadzić swój największy letni transfer. Ismael Saibari szybko zaznaczył swoją obecność. Olise popisał się sprytnym zagraniem przy linii bocznej i wypuścił Marokańczyka, który wyłożył piłkę Aleksandarowi Pavloviciowi, a ten dopełnił formalności, trafiając do pustej bramki.
Bayern nie zadowolił się czterema golami w trzecim z rzędu domowym meczu ligowym ze Stuttgartem. Znalazł jeszcze czas na kolejne trafienie – Saibari potwierdził swoje umiejętności, podając do Diaza, który w sytuacji sam na sam ustalił wynik, trafiając w lewy róg.
Bayern nie zwalnia tempa po rekordowym sezonie i może utrzymać pozycję lidera Bundesligi, którą zajmuje nieprzerwanie od września 2024 roku, jeśli żadna inna drużyna nie poprawi dzisiejszego wyniku w ten weekend.
Stuttgart zachował latem swoich kluczowych zawodników, więc mimo porażki kibice mogą patrzeć w przyszłość z optymizmem, choć bilans bezpośrednich spotkań pokazuje, jak daleka droga dzieli ich jeszcze od poziomu Bayernu.

