Nie tylko spotkały się po raz pierwszy, ale w finałowej fazie sezonu obie zawodniczki miały przed sobą perspektywę pierwszego dużego osiągnięcia. Leylah Fernandez (31. WTA) szukała pierwszego tytułu w tym roku, dla Mai Chwalińskiej (25. WTA) już finał rangi WTA 500 byłby pierwszym w karierze.
Sprawdź szczegóły meczu Fernandez - Chwalińska w Singapurze
Karmiła się błędami Fernandez na starcie
Kanadyjka wyszła na kort wyraźnie spięta i jej gra przypominała najsłabsze fazy tego sezonu. Trudno winić dłuższy czas spędzony na korcie, więc może nerwy? Na to wskazywały aż dwa błędy podwójne w pierwszym gemie. Drugi dał break point, który Polka wykorzystała po wyrzuconym forhendzie rywalki. Styl gry Chwalińskiej dodatkowo wybijał z rytmu Fernandez, która returnem nie mogła zagrozić, a w kolejnym swoim gemie nie zdobyła nawet punktu, dwukrotnie psując ataki spod siatki.
Błędy niewymuszone się mnożyły i Polka musiała tylko utrzymać równowagę, by iść naprzód, co zrobiła, wychodząc na 4:0 gemem do zera. Nieskuteczność Fernandez była porażająca – Maja miała serię 15 kolejnych punktów (!), gdy znów wywalczyła trzy break pointy. Leylah złapała punkt zaczepienia, tyle że broniąc trzeciego break pointa dała się wpuścić w wymianę, którą przegrała.
Dopiero przy stanie 0:5 Kanadyjka doskonale zgasiła smeczem próbę lobowania, później idealnie wstrzeliła się w narożnik, by wywalczyć 40:0. Po raz pierwszy presja całkowicie przeszła na stronę Mai i choć obroniła trzy break pointy, to minimalnym autem dopuściła do kolejnego, po którym Leylah imponująco poprowadziła wymianę i wyrwała gema. Gdy myślała, że przejęła kontrolę, Polka wykorzystała siłę piłek Kanadyjki, by ponownie skłonić ją do błędów, w pół godziny zamykając seta!
Wyrównany set i wyrównanie w setach
Poprawa w grze Fernandez była jednak widoczna i w drugiego seta weszła z zaciśniętą pięścią – przełamała Polkę bez straty punktu i również bez straty punktu potwierdziła prowadzenie 2:0. Coraz lepiej czytała Maję, margines błędu zdecydowanie się zmniejszył, ale nasza zawodniczka dostosowała się umiejętnie i otworzyła konto.
Punktowała konsekwentnie i w szóstym gemie doszła do oczekiwanej sytuacji: wybiła Kanadyjkę, której serwis się zachwiał, ustawienie zawodziło i z dwóch break pointów wystarczył jeden, by krótkim forhendem za siatkę zamknąć kontrę na wagę wyrównania. „Wahadło” Fernandez ruszyło i znów zaczęły się błędy, Polka na sucho objęła prowadzenie.
Leylah popełniała błędy wyraźnie wynikające z nerwów, tyle że tym razem tylko w momentach, w których cena była niska. Obroniła się na 4:4 i dwiema świetnie poprowadzonymi akcjami wywalczyła break point, wykorzystując go mocnym wyjściem do siatki, które w pierwszym secie pewnie by zepsuła. Objęła kluczowe prowadzenie 5:4 i obroniła podanie, wyrównując stan meczu.
Od przejęcia inicjatywy do dominacji w kwadrans
Po przerwie toaletowej Polka wróciła odświeżona i próbowała karcić rywalkę zwłaszcza gdy ta często ruszała do siatki. Wystarczyło na obronę podania, jednak skuteczną presję na Leylah zniweczyły dwa niewymuszone błędy 25. rakiety rankingu, dając 1:1. Trzeciego gema otworzyła cudowna, niemal filmowa wymiana, która ważyła sporo: po wygranej Fernandez ruszyła po drugi punkt, a trzeci błędem podwójnym oddała Polka.
To ona pierwsza straciła podanie, ale przede wszystkim złapała impet, po którym bukmacherzy momentalnie odwrócili kursy. Nic dziwnego, pewność i moc Leylah prowokowały błędy po polskiej stronie i seria 10 punktów przybliżała Kanadyjkę do prowadzenia 4:1, które wyrwała po niedużym aucie Mai.
Nawet niewielkie błędy Polki na tym poziomie gry Fernandeez były momentalnie karcone i szybko na tablicy pojawiło się 5:1. Chwalińska była dosłownie zduszona i siódmy gem stał się bitwą o przetrwanie. Po paru imponujących wymianach, choć dopiero za czwartym razem, Polka doskonałym minięciem przerwała zwycięski marsz. Doświadczonej Kanadyjce ręka jednak nie zadrżała, asem wywalczyła piłkę meczową i moment później zamknęła mecz.

