Jak się Pan na razie czuje w Kielcach?
"Chłopaki przyjęli mnie świetnie, podobnie jak pracownicy klubu, dyrektor sportowy czy właściciel. On jest całkowicie związany z klubem, to się czuje. Jest stąd, kocha klub od dziecka. Muszę powiedzieć, że ogólnie są tu wspaniali ludzie i chcę im wszystkim za to podziękować. Czuję się tu naprawdę bardzo dobrze i w ogóle nie mam wrażenia, jakbym dopiero przyszedł, bardzo mi to ułatwili".
Kiedy po raz pierwszy pomyślał Pan, że w Górniku nadszedł czas na zmianę?
"Trudno powiedzieć, ale wiedziałem, że chciałbym jeszcze czegoś spróbować. Mam już 27 lat i chciałem przeżyć coś nowego. Bardzo zależało na mnie Koronie, po pierwszym spotkaniu z nimi nie wahałem się. Najbardziej przekonały mnie ambicje, które Korona mi pokazała, i kierunek, w którym chce podążać. To, co mówili, się potwierdziło, bo po mnie przyszło jeszcze chyba siedmiu nowych zawodników. Jednym z nich jest też Ondra Lingr. Niczego nie żałuję i bardzo się cieszę, że tak zdecydowałem".
Czego więc klub od Pana oczekuje?
"Wizja klubu jest taka, że co sezon chce iść wyżej. Najlepsze dotychczasowe miejsce to, o ile pamiętam, szósta pozycja. Właściciel zasugerował, że jego celem jest top pięć, co z historycznego punktu widzenia byłoby niesamowite. Powiedział mi też, że chce wzmacniać klub na różnych pozycjach. Widać było po nim, jak bardzo kocha ten klub. Kiedy wszystko sobie przemyślałem i omówiłem z rodziną, zdecydowałem się na ten krok. Mówiąc prosto, ten projekt ma wprowadzić klub do polskiej czołówki".
A samo miasto i życie?
"Miasto jest świetne. Do Warszawy jest półtorej godziny, do Krakowa godzina, jest tu spokojnie i dużo zieleni. A przede wszystkim cały region jest związany z jednym klubem, czyli z Koroną. Mają wielu fanów i ludzie to kochają. To mi się też bardzo podoba".
Górnik też ma topowych fanów, brał Pan to pod uwagę, żeby ich nie zdenerwować?
"Zdecydowanie chciałem to zrobić w taki sposób. Nie chciałem przechodzić z Górnika do żadnego klubu, którego kibice nie lubią albo gdzie kluby się nie znoszą. Górnik bardzo mi pomógł i dużo mi dał. Korona i Górnik mają neutralne relacje. Pod tym względem było w porządku".
Jak się Panu żegnało z czeską ekipą? Grał tam Lukáš Ambros, Lukáš Sadílek, Michal Sáček i Ondřej Zmrzlý.
"W szatni siedzieliśmy wszyscy obok siebie, to było super, ale ogólnie w drużynie była świetna atmosfera, także wśród innych chłopaków. Jednak ta czeska kolonia była ewenementem, nawet zarząd pytał mnie o nich, zanim przyszli. Oczywiście bardzo ich chwaliłem, to świetni piłkarze".
Przychodził Pan do Korony z opinią jednego z najlepszych pomocników w Polsce. Jak pan sobie radzi z taką łatką?
"Czuję się tu bardzo dobrze i w zasadzie w ogóle na to nie patrzę. Zawsze patrzę na drużynę i chcę z nią osiągnąć jak najwyższe miejsce. W piłce trudno mówić o byciu najlepszym czy kluczowym zawodnikiem, ale faktem jest, że czułem, że klub bardzo mnie chce. Dyrektor sportowy, właściciel i trener często się odzywali".
Jak bardzo byli stanowczy podczas rozmów?
"Mój agent powiedział mi o tym dopiero po ostatnim meczu, bo umówiliśmy się, że w trakcie sezonu nie będziemy nic załatwiać. Miałem klauzulę odejścia, ale kluby już wcześniej były w kontakcie. Górnik powiedział mi też, że jeśli się zdecyduję, to pozwoli mi odejść już na przygotowania, czyli dwa tygodnie wcześniej".
Górnikowi musiało na Panu zależeć, był pan kluczowym zawodnikiem. Czy próbowali pana zatrzymać?
"Pewnie tak, ale zdecydowanie większe zainteresowanie było ze strony Korony".
Nie było panu przykro, że Górnik nie docenił pana bardziej?
"Nie, nie było mi przykro. Czasem tak jest w piłce. Od początku wiedziałem, w jakim kierunku Górnik zmierza".
W Polsce dużo się mówiło o tym, ile będzie pan zarabiał w Koronie. Te informacje trafiły do mediów. Jak pan to odbierał?
"Nie zwracałem na to uwagi. Nie wszystko, co piszą media, jest prawdą".

Dużo pisano też o Turcji. Co z tego było prawdą?
"Widziałem jakieś spekulacje, ale nic konkretnego nie było. Jestem umówiony z menedżerem, że powie mi o ofertach dopiero, gdy będą naprawdę poważne i konkretne".
Kusiłaby Pana Turcja?
"Muszę przyznać, że tak. To techniczna liga, bardzo obserwowana".
Czy w trakcie sezonu był jeszcze ktoś, kto się panem interesował?
"Myślę, że nie. A jeśli tak, to jak mówiłem. Na pewno nie było blisko".
Miał pan kontakt z kimś z czeskiej czołówki?
"Wolałbym to zostawić bez komentarza".
Tylko Czesi lekceważą Polskę
Skoro już o Czechach, ogląda pan mecze czeskiej ligi, czy woli pan polską?
"Właściwie oglądam każdy mecz Ekstraklasy, oczywiście jeśli nie gramy my. W Polsce nigdy nie ma dwóch meczów o tej samej porze, więc się da. Czeska liga też czasem. Mieszam to, ale raczej oglądam Ekstraklasę, bo interesują mnie drużyny, z którymi będziemy grać. Traktuję to trochę jak przygotowanie".
Myśli pan, że Ekstraklasa jest w Czechach niedoceniana?
"Zdecydowanie tak. Nawet chłopaki, którzy teraz przychodzą z Czech, mówią mi, że w ogóle nie wierzyli, że jest tu tak dobrze. Każdy, kto tu przyjeżdża, mówi mi, że to według niego lepsza liga, jeśli chodzi o kibiców, media, oglądalność i jakość piłkarzy. Trochę się dziwili, że w Czechach tak się mówi o Polsce. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że gdy podpisałem kontrakt z Górnikiem, każdy pytał mnie, czemu idę do słabszej ligi. Każdy oprócz chłopaków, którzy byli w Polsce, co mówi samo za siebie. To dziwne, że tylko Czesi lekceważą polską ligę. Na świecie jest inaczej".
W Czechach dużo mówiło się o pana braku skuteczności. Teraz w Polsce ma pan lepsze liczby, ale nadal nie są one bardzo wysokie. Miło, że to już nie jest główny temat?
"Muszę powiedzieć, że czuję się tu świetnie. Gram tu na szóstce, jako defensywny pomocnik, a ponieważ chcemy grać w piłkę, często jestem przy piłce. Odkąd tu jestem, nikt mi nie wypominał rzeczy, które były mi wytykane w Czechach. Wiedzą, czego mogą się po mnie spodziewać".
W Czechach trenerzy często ustawiali pana na dziesiątce. Jak stopniowo przeszedł pan na szóstkę?
"W Czechach wystawiali mnie na dziesiątce, bo nie chciano grać od tyłu. Gdy dostawałem piłkę, chciałem grać po ziemi. Myślę, że ze względów bezpieczeństwa wielu trenerów widziało mnie na dziesiątce, ale nie czułem się tam dobrze. Dobrze czuję się na ósemce i szóstce. Jak mówię, może to też powód, dla którego czeska liga wydawała mi się taka trudna. Dużo było gry górą, dużo pojedynków. Miałem o połowę mniej kontaktów z piłką na mecz niż tutaj".
Nic nie jest ważniejsze niż reprezentacja
Czechy to także reprezentacja. Za kilka tygodni minie rok od pana debiutu. Jak pan to wspomina?
"Właściwie jeszcze nie miałem okazji tego powiedzieć, więc teraz po raz pierwszy chcę szczerze podziękować trenerowi Jaroslavowi Köstlowi za powołanie. Wspominam to oczywiście bardzo dobrze. Nawet jeśli grałem z San Marino i wygraliśmy tylko 1:0, dla mnie to było coś niesamowitego. I moim marzeniem jest dalej reprezentować Czechy, bo uważam, że nie ma nic ważniejszego".
Wtedy nowy trener Miroslav Koubek już się do pana nie odezwał?
"Nie, w ogóle nie mieliśmy kontaktu".
Było panu przykro?
"Jak mówię, uważam, że reprezentacja to największe wyróżnienie, ale przyjąłem to, jak jest. Rozumiem, że każdy trener ma zawodników, którym ufa. Nie byłem z tego powodu bardzo smutny".
Ale w sezonie, gdy są mistrzostwa świata, to musiało boleć bardziej, prawda?
"Zawsze ma się nadzieję, że może się uda, ale raczej myślałem, że mnie nie weźmie, niż że weźmie. Naprawdę podchodzę do tego spokojnie".
Czechy mają już nowy sztab trenerski. Czy kontaktowali się z panem?
"Nie, na razie w ogóle nic. Zobaczymy. Wierzę, że jeśli będziemy dobrze grać z Koroną i będziemy wysoko, to może się znowu uda. Powtarzam się, ale to moje marzenie".
Do reprezentacji może trafić Lukáš Ambros, któremu na razie dobrze idzie w Anderlechcie. Był pan jego kolegą z drużyny w Górniku przez dwa lata. Jak pan ocenia jego rozwój z pierwszej ręki?
"Muszę powiedzieć, że od pierwszego dnia, gdy z nim byłem, widziałem, że to świetny piłkarz, powiedziałbym nawet fantastyczny. I też świetny chłopak. Nie dziwię się, że jest w takiej formie. Liga, zawodnicy i drużyna mu pasują. Wierzę, że tak będzie dalej i jeszcze zrobi jakiś świetny transfer".
