Przed sobotą broniąca barw teamu Canyon-SRAM Polka miała 15 sekund przewagi nad Vollering i na przedostatnim etapie kontrolowała tempo Holenderki przez zdecydowaną większość trasy. Na ostatnim podjeździe, ok. 6,5 km przed metą, Vollering zaatakowała i po chwili zgubiła Polkę oraz Włoszkę Elisę Longo Borghini.
Niewiadoma-Phinney zajęła ostatecznie trzecie miejsce.
"Kiedy Demi zaatakowała od podnóży podjazdu, Gery celowo mnie do barierek 'dała'. To na pewno nie jest przypadkiem, bo widziałam, że się oglądała, gdzie ja jestem, żeby mnie do barierek 'dać', i przestała pedałować. Okej, można walczyć, ale takie rzeczy niech sobie robią w przedszkolu, a nie tutaj" - denerwowała się Polka a rozmowie z dziennikarzami na mecie.
Lars Boom, dyrektor sportowy FDJ United-Suez, teamu Gery i Vollering, przyznał na antenie Eurosportu, że nie widział tej sytuacji, ale jest przekonany, że Francuzka nie jest typem człowieka zdolnego do takich nieczystych zachowań.
Przed niedzielnym, ostatnim etapem Niewiadoma-Phinney jest druga w klasyfikacji generalnej i ma osiem sekund straty do liderki.
"Wyścig jeszcze się nie skończył. Na pewno chcemy mieć jeszcze coś, ostatniego, do powiedzenia" - zaznaczyła Polka.
Niewiadoma-Phinney walczy o swój drugi końcowy triumf w Tour de France. Poprzednio była najlepsza w 2024 roku. We wcześniejszej edycji zwyciężyła Vollering.
