Światło czerwone. Centralny VAR? Pierwszy egzamin oblany
Wydatek ponad 10 milionów, testy od kwietnia, wszystko dopieszczone do tego stopnia, że sale VAR w nowym centrum mają swoje akcenty z historii sędziowania. Skoro był czas w szczegółach zająć się wystrojem, to dlaczego PZPN nie zadbał o sprawność działania centralnego VAR-u? Pierwsza kolejka wypadła miernie.
Centrum miało przyspieszyć działanie weryfikacji, a wyszło groteskowo – łączność zawodziła, powtórki były opóźnione, a decyzje wciąż pozostają niezrozumiałe. W Krakowie strzelec gola na 3:0 zdążył zejść, zanim dowiedział się po dobrych kilku minutach, że gola nie ma. Na jakiej podstawie zapadły decyzje w Poznaniu i w Radomiu? Zamiast jasności mamy publiczne przepychanki słowne między sędziami a dziennikarzami, bo jedyną "wyrocznią" pozostaje program telewizyjny i jego interpretacje.
Trudno wyobrazić sobie gorszy start sezonu, który miał przynieść nową jakość. Problemy techniczne pewnie uda się rozwiązać w kolejnych tygodniach, choć nie wróży to najlepiej przed wprowadzeniem półautomatycznego spalonego. Za to bez przejrzystości działań sędziowskich – jak te wprowadzane w Anglii czy Hiszpanii – sytuacja może eskalować i doprowadzić do dalszego spadku zaufania do decyzji podejmowanych na boiskach oraz w centrum, za ile milionów by ono nie powstało.
Światło pomarańczowe. Wszystko się zmienia, tylko Mileta nie
Rosły Duńczyk byłby nawet barwną postacią, gdyby nie był już obsadzony w roli tragicznej. Jeśli ktoś oddaje najwięcej strzałów w meczu i na trzy setki marnuje wszystkie trzy (z kuriozalnym zagraniem ręką na linii bramkowej włącznie), to problem nie leży w nogach, a w głowie.
Rajović nie miał żadnego podania w tercji ofensywnej, a do wygrania dwóch pojedynków o piłkę potrzebował dziewięciu prób mimo imponujących warunków fizycznych.
Przeraża mnie, że Legia była skłonna wyłożyć nawet 3 mln euro na zawodnika i nie umie mu pomóc, gdy on tej pomocy ewidentnie potrzebuje. Zwłaszcza że już występy w poprzednich zespołach wskazywały na problemy z wykorzystaniem potencjału. Na co liczą, że jakoś to będzie? Byle zostało coś z wartości rynkowej piłkarza, który ma umowę do 2029.

Światło zielone. Powrót, na który czekał nie tylko Kraków
W TVP mogą utyskiwać, bo wartość medialna Betclic 1. Ligi właśnie znacząco spadła. Wisła wróciła na należne jej miejsce po czterech sezonach długiej tułaczki i choć wiernych kibiców ma wielu, to tylko 24 osoby towarzyszyły jej w każdym domowym meczu tego "czyśćca".
Za to w niedzielę na mecz powrotny chętnych było zdecydowanie więcej niż biletów. Spotkanie z GieKSą zostało wyprzedane kilka tygodni przed startem sezonu. Po atmosferze na trybunach czuć było, ile ten powrót dla fanów Białej Gwiazdy znaczył. Na żadnym polskim stadionie w weekend otwarcia sezonu nie było więcej ludzi.
O zainteresowanie nie trzeba było się martwić, za to forma Wisły pozostawała niewiadomą. Pierwszy test udało się zdać pomimo pewnych zastrzeżeń. Niebawem dowiemy się, jak zawodnicy Wisły spiszą się bez wsparcia własnej publiczności.

