Wczesnym niedzielnym popołudniem do Magdeburga przyjechało hamburskie Sankt Pauli, co oznaczało starcia Mateusza Żukowskiego z Arkadiuszem Pyrką. Obaj wyszli w podstawowym składzie swoich zespołów i FCSP długo blokowało gospodarzom drogę do swojej bramki. Efektem był stosunkowo blady występ Magdeburga przez 25 minut, z paroma jasnymi punktami.
Sytuację zmienił Mateusz Żukowski w 27. minucie spotkania. Skomasowana obrona Sankt Pauli okazała się bezradna, gdy Polak otrzymał piłkę od Torbena Musela i po kilku pokonanych metrach na środku boiska huknął z 20-25 metrów z prędkością – jak szybko ustalili ligowi statystycy – 123 km/h. Piłka wpadła do siatki obok słupka i mecz zaczął układać się miejscowym.
Co prawda dopiero po przerwie udało się podwyższyć na 2:0 za sprawą nabiegającego do przecięcia wrzutki Garcii McNulty’ego, ale Magdeburg kontrolował grę. Nie zmienił tego nawet gol kontaktowy Erica Smitha w 58. minucie.
A gdy na ostatniej prostej z boiska wyleciał Louis Oppie, Sankt Pauli nie miało szans na powrót. Żukowski mógł więc zejść z murawy przed ostatnim gwizdkiem, gdy jego koledzy dobijali gości golami na wagę wygranej 4:1. Z jednej strony oddał tylko jeden strzał. Z drugiej – nie można go w tej sytuacji oskarżyć o niską skuteczność, a takie zarzuty się pojawiały.
Swoją szybkością często naruszał spójność obrony Hamburczyków i angażował rywali, więc jego wpływ na grę Magdeburga oceniamy z boiska nieco wyżej niż wskazuje system Flashscore (6,9).
Dla Żukowskiego to szósty gol w sezonie ligowym po 10 rozegranych meczach. Jeśli uwzględnimy też DFB Pokal, to bilans rośnie do dziewięciu goli w 12 występach, z czego cztery bramki zdobył w trzech ostatnich wejściach na boisko. Oby tę serię przedłużył podczas zgrupowania kadry.

Otrzymuj wszystkie wiadomości o ulubionych drużynach i piłkarzach
Transfery, newsy, wywiady: Włącz powiadomienia dla artykułów o Twoich ulubionych zawodnikach i drużynach.

