Po bardzo udanych kilku miesiącach spędzonych na wypożyczeniu w Olympique Lyon, Endrick jest gotowy wrócić do Realu Madryt, gdzie ponownie spotka kolegów, których dobrze zna i z którymi ma naprawdę dobre relacje.
Podczas zgrupowania reprezentacji Brazylii przed Mundialem 2026 w Meksyku, Kanadzie i Stanach Zjednoczonych został zapytany o dwóch z nich – Jude'a Bellinghama i Trenta Alexander-Arnolda, a młodziutki napastnik zdradził zabawną historię ze swojej codzienności z nimi.
Okazuje się, że angielscy piłkarze bardzo go wspierali w trudnych chwilach, choć komunikacja bywa dla niego wyzwaniem: "Bellingham dzwoni do mnie codziennie. Gdy było mi źle, rozmawialiśmy. Bardzo mi pomógł. Trent także. To bardzo otwarci zawodnicy. Staram się uczyć od nich, także angielskiego, ale zrozumienie ich jest niemożliwe" – opowiedział.
"Uczę się angielskiego od Jude'a i Trenta, ale z Trentem jest trudno, bo Trent jest z Liverpoolu, prawda? Trudno go zrozumieć, ale... Uczę się z Jude'em, z Trentem, z Rudim (Rüdigerem) też. Jude jest z Birmingham, też trudno go zrozumieć, ale się staram. Teraz już lepiej rozumiem Jude'a i Trenta i mogę z nimi rozmawiać" – dodał.
Wdzięczny za wypożyczenie
Z drugiej strony skomentował swoją decyzję o wyjeździe do Francji: "Nie było trudno odejść do Lyonu. Ostatecznie Bóg powiedział mi, że mam odejść, więc odszedłem. Nie bałem się, to była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu. Potrzebowałem grać. Udało mi się zdobyć bramki, asysty i rozegrać wiele minut" – podkreślił.
Te miesiące pozwoliły mu zresztą znaleźć się w kadrze na swój pierwszy mundial: "Gra na mistrzostwach świata to największe marzenie. Możliwość reprezentowania kraju to spełnienie snów. Mundial jest bardzo ważny dla ludzi i od dawna nie udało się go wygrać. Neymar ma brazylijskie DNA. To jeden z najlepszych w naszej historii. Bardzo dobrze dogaduję się z Ancelottim. To świetny trener i doskonale rozumie cię jako człowieka. Wiem, że bardzo mnie cenią" – zakończył.
