"Los Blancos" mieli na stadionie La Cartuja przewagę przez większość spotkania, ale zatrzymali się na świetnie broniącym bramkarzu Alvaro Vallesie oraz ofiarnej defensywie gospodarzy. O losach meczu przesądziła ostatecznie 80. minuta, gdy po dobitce trafił napastnik Parrott.
Dla Mourinho był to szczególny i jednocześnie gorzki moment – to właśnie on w grudniu 2019 roku dał Parrottowi debiut w seniorskiej piłce. Wtedy jeszcze w barwach Tottenhamu w angielskiej Premier League. Rozczarowanie madryckiego zespołu w doliczonym czasie gry dopełnił Mbappe, którego rzut karny obronił Valles.
Na pomeczowej konferencji prasowej Mourinho skrytykował podejście gospodarzy. "Piłkarze Betisu są po prostu sprytniejsi od tych z Realu Madryt, którzy są czyści i naiwni. Cały czas próbowali wpływać na decyzje sędziego" - denerwował się 63-letni trener.
Według niego piłkarze madryckiego klubu po ostrych faulach od razu wstawali, a gospodarze skutecznie symulowali i rozbijali grę. "Jeden chłopak leżał przed moją ławką jak martwy. Myślałem, że przyjedzie po niego karetka, ale ostatecznie nie była potrzebna" - skomentował ironicznie.

Mimo niespodziewanej straty punktów i pierwszej porażki w sezonie był jednak zadowolony z gry swojego zespołu i wyróżnił postawę stoperów oraz liczbę stworzonych okazji. "Gdyby mecz zakończył się remisem, wyjeżdżalibyśmy sfrustrowani, bo pokazaliśmy na boisku więcej. Wyobraźcie sobie więc, jak czujemy się teraz" - żałował Mourinho.
"Gratuluję Betisowi, grał na remis, a ostatecznie wygrał na loterii. Zasłużyliśmy na wygraną, ale za zasługi nie przyznaje się punktów" - podsumował trener, dodając, że nie będzie szerzej komentował niewykorzystanego rzutu karnego ani anulowanego gola gospodarzy Carlosa Espiego, bo nie zdążył jeszcze obejrzeć tych sytuacji na wideo.
