Poznaniacy w efektownym stylu awansowali do czwartej, ostatniej rundy eliminacji Ligi Europy. Po skromnym zwycięstwie przed tygodniem na własnym stadionie 1:0, w rewanżu nie dali żadnych szans rywalowi, wygrywając 5:0. Lechitom nie przeszkodziły kłopoty związane z podróżą, które w konsekwencji przyczyniły się do przełożenia przez UEFA mecz na piątek.
"To nie był taki łatwy mecz, na jaki wskazuje wynik. Szczególnie pierwsza część spotkania była taka, jakiej się spodziewaliśmy - wymagająca. Myślę, że dobrą rzeczą było to, że strzeliliśmy pierwszego gola, bo dzięki temu rywale musieli podejść wyżej, zwiększyć pressing i nie mogli po prostu stać w niskiej obronie. Wiedzieliśmy, że jeśli tak się stanie, to będziemy mieli możliwość ich zaatakować, bo mamy zawodników o dużej jakości piłkarskiej. Pierwsze 20 minut meczu, aż do pierwszego gola, było dosyć trudne, ale powiedziałbym, że zgodne z naszymi oczekiwaniami" - ocenił szkoleniowiec poznańskiego zespołu.
Jak dodał, sztuczne boisko wcale nie była przeszkodą dla jego podopiecznych, gdyż czuli się na niej całkiem dobrze.
"Uważam też, że bardzo dobrze poradziliśmy sobie z tą nawierzchnią. Dla nas dobrze było grać na szybkim boisku, biorąc pod uwagę jakość piłkarską, jaką mamy w naszym zespole. Klaksvik również nie jest przyzwyczajone do gry na tym stadionie, mają swój obiekt, na którym rozgrywają mecze. Myślę więc, że pod względem boiska to było mniej więcej tak samo dla obu zespołów" - podkreślił.
Strzelec jednego z pięciu goli Antoni Kozubal przyznał, że jego drużyna pokazała się z lepszej strony niż tydzień temu przed własną publicznością.
"W porównaniu do meczu sprzed tygodnia pokazaliśmy lepszą jakość, co udało się przekuć na bramki. Piłka bardzo szybko chodziła po boisku, to nam pomogło. Ten rodzaj nawierzchni nam pasował, płyta była zmoczona i czasami na takich sztucznych boiskach gra się lepiej niż na naturalnych trawach. Po tych cały perypetiach związanych z podróżą nie byliśmy całkowicie świeży i tym bardziej takie zwycięstwo nad dodatkowo buduje" - skomentował.
Tuż przed przerwą boisko z powodu urazu musiał opuścić kapitan „Kolejorza” Mikael Ishak. Frederiksen przyznał, że na dokładną diagnozę trzeba będzie poczekać. "Dokładnie nie wiemy, jak poważny jest to problem mięśniowy. Miejmy nadzieję, że to jeden z mniejszych urazów, ale musimy poczekać na wyniki badań" - wyjaśnił duński szkoleniowiec.
Lech w sobotę przed południem ma zaplanowany powrót do kraju. Najbliższe spotkanie ligowe z Wisłą Płock poznański klub przełożył już w niedzielę.
