Po opóźnieniu meczu mistrzów Polski na Wyspach Owczych poznaliśmy komplet rozstrzygnięć z innych par. W przypadku awansu na Lecha Poznań czekało więc FC Thun u wrót Ligi Europy, a w razie porażki Riga FC w rundzie play-off Ligi Konferencji. I choć przegrana wielu nie mieściła się w głowie, to zaliczka 1:0 z pierwszego spotkania nie dawała komfortu.
Sprawdź szczegóły meczu KI Klaksvik – Lech Poznań
Poznaniacy zaczęli od wyraźnej (i spodziewanej) przewagi w rozgrywaniu piłki, tyle że przez kwadrans oddali jedynie parę bardzo niecelnych salw. Za to Klaskvik, wyczekujący swojej szansy, był o włos od gola już w 5. minucie spotkania, gdy Hallur Hansson uderzył w słupek z bliskiej odległości.
Dopiero w 20. minucie ciężar wyraźnie spadł z barków piłkarzy Kolejorza. Piłka prowadzona od środka boiska znalazła Mikaela Ishaka na krawędzi pola karnego. Doszedł do strzału raz… zablokowany. Poprawił i golkiper Mark Jensen nogą wybił poza światło bramki. Posłał jednak piłkę wprost na nogę Allahyara Sayyadmanesha, który dopchnął ją do siatki mimo asekuracji.
Nie mając już nic do stracenia, gospodarze starali się przejąć inicjatywę i faktycznie spowodowali trochę nerwów w polu karnym Poznaniaków. Jednak to Lech niezmiennie miał więcej do powiedzenia, choćby przy strzale Palmy z 38. minuty, wypchniętym nad poprzeczkę przez Jensena. Największym problemem Kolejorza do przerwy okazał się uraz mięśniowy Ishaka, który nie był w stanie dotrwać do przerwy.
Po zmianie stron mistrzowie Polski szybko podbili licznik, dodatkowo uspokajając mecz. Palma w 49. minucie posłał górną piłkę na środek pola karnego, tam Sayyadmanesh zgrał nisko do Rozdrigueza. Ten ruszył obiec pole bramkowe i z niełatwej pozycji załadował piłkę do bramki Klaksviku.
Jeśli mamy szukać słabych stron, to Mateusz Lis miał szczęście, że po jego błędzie nie padł gol dla Farerów w 51. minucie, Pall Klettskard uderzył tuż obok słupka otwartej bramki. Zresztą jeszcze w 72. minucie po ryzykownym wyjściu golkipera Lecha Antoni Kozubal przy słupku wybijał piłkę poza boisko.
Chwilę później był już po drugiej stronie boiska i miał nosa: próba wybicia Hanssona poszła nie w tę stronę i oddała piłkę Polakowi kilka metrów od bramki. Nie uderzył czysto, ale wystarczyło, pozycja była za dobra. Klaksvik bardzo szukało choćby honorowego trafienia, więc tym większy był zawód, gdy w 81. minucie piłka w siatce nie dała gola po wyraźnym spalonym miejscowych.
Ostatnie słowo należało w tym meczu do Szwedów. Patrik Walemark długim podaniem znalazł Daniela Hakansa, a ten lekkim podcięciem nad bramkarzem w 89. minucie zamknął wynik meczu. Asystent w tej akcji zdołał jeszcze błysnąć w ostatnich doliczonych sekundach. Po wykonaniu wrzutu z autu Walemark przyjął piłkę od Kozubala i z obrotu posłał piłkę w "mysią dziurę" przy bliższym słupku! Wynik 5:0 robi niemałe wrażenie, a dobre humory na pewno się przydadzą, bowiem teraz poprzeczka pójdzie w górę przeciwko FC Thun!

